Moonlight – Tajemnica Brokeback Mountain

Kiedy w początkowej scenie Moonlight słyszymy utwór, który posłużył Kendrickowi Lamarowi w wykreowaniu społeczno-muzycznego monumentu, wtedy wiemy że Barry Jenkins mierzy niezwykle wysoko. Szkoda tylko, że szybko dostrzegamy, iż ten cytat jest pustą wstawką, a społeczny kontekst filmu bardziej zahacza o twórczość Franka Oceana.

Moonlight jest opowieścią o dorastaniu ubogiego, czarnego chłopca. Dorasta on w jednej z niebezpieczniejszych dzielnic Miami i stara się znaleźć swoje miejsce w świecie. Handel narkotykami na ich osiedlu kontroluje Juan (Mahershala Ali), który staje się swego rodzaju zastępczym ojcem Chirona.

Wielu krytyków, a także moich znajomych porównuje film Jenkinsa do kultowego The Wire. Ja mogę się tylko litościwie uśmiechnąć. Tam gdzie serial HBO rozwijał swoją Dostojewską wersję społeczeństwa afroamerykańskich mieszkańców Baltimore, tam Moonlight pędzi na skróty. Bo moim zdaniem (i myślę, że reżyser mógłby się ze mną w tym momencie zgodzić) celem filmu nie jest społeczny obraz, a raczej stworzenie wiarygodnej opowieści o dojrzewaniu. Kontrą do Boyhooda. Szkoda tylko, że i tutaj film gra w drugiej lidze. 

mv5bmtuwmdiwntc3mv5bml5banbnxkftztgwndkxmdu0mdi-_v1_sy1000_sx1500_al_
FOTO: IMDB

Po raz kolejny recenzuje film, gdzie nie mogę za dużo zdradzić i znowu to utrudnia pisanie tekstu. Jestem jednak pewny, że nie będzie dużym spoilerem jeżeli zdradzę, że Chiron jest homoseksualistą. Jenkins jest twórcą dojrzalszym od Xaviera Dolana i temat mniejszości seksualnej jest potraktowany poważnie. Sprzyja temu środowisko w którym jest umieszczona akcja Moonlight.  Mimo wszystko reżyser nie eksploruje za bardzo patologii afroamerykańskiego getta i skupia się przede wszystkim na psychice bohatera, to duży plus.

Szkoda tylko, że Moonlight jest zgrabny fabularnie do pewnego momentu. Kiedy już Jenkins wytoczy najcięższą amunicję, wtedy film nie ma już niestety nic do zaoferowania. Wtedy w trzecim akcie jesteśmy świadkami podręcznikowej definicji słowa nieporadność. Wszystko się sypie. Reżyseria, scenariusz, dialogi, w końcu aktorzy zaczynają grać jakby byli na planie tandetnego sitcomu. Widz może tylko obserwować jak dobry film rozdrabnia się na drobne.

Wszystkie te uproszczenia są przykryte świetną warstwą wizualną. Moonlight jest ładniejszy nawet od La La LandCo też można potraktować jako wadę. Brud ulic znany z The Wire jest tutaj zastąpiony przez zaplanowaną stylizacje. Trudno uwierzyć w dantejskie warunki dorastania Chirona kiedy słoneczko praży, a ocean słodko szumi. Bliżej filmowi Jenkinsa do ostatnich filmów Alejandro Gonzaleza Inarritu niż do serialu HBO.

mv5bmja3otg2mti5nl5bml5banbnxkftztgwodq5ndc5ote-_v1_sy1000_sx1500_al_
FOTO:IMDB

Moonlight  to film skromny, ale i bezpieczny. Jest to wada. Ten film powinien gryźć wściekle, rozpalać do czerwoności, zadawać pytania. Zamiast tego mamy uproszczony dramat jednostki, który zmierza donikąd. Oczywiście porównanie z początku tekstu jest wielowymiarowe, ponieważ Frank Ocean to oczywiście podobnie jak Kendrick pierwsza liga, w przeciwieństwie do tego filmu, który zasłania się swoją protekcjonalnością i mówi w oklepany sposób o ważnych rzeczach. Zastanawiam się po co Moonlight powstał…. A no tak, Oscary tuż tuż.

Ocena: 5/10

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *