Milczenie – Ideowe jądro ciemności

dnia

Martin Scorsese na zrealizowanie swojej adaptacji powieści Shūsaku Endō czekał przeszło dwie dekady. Niezwykle ambitny projekt uniwersalnego traktatu filozoficzno-teologicznego o różnych wymiarach męczeństwa miał potencjał stać się jego magnum opus. Czy tym w istocie jest?

Obecność problematyki religijnej to oczywiście nie pierwszyzna w filmach tego reżysera. Motyw winy czy wątpliwości był w jego dziełach często obecny, przypomnijmy chociażby szukającego autentycznie indywidualnych form odkupienia Charliego w Ulicach Nędzy, innego charakteru próby ratowania buddyjskiej duchowości przez tybetańskiego przywódcę w minimalistycznym Kundunie, czy w końcu wewnętrzne rozdarcie Chrystusa we własnej osobie w Ostatnim kuszeniu. Nigdy jednak nie zdarzyło się, by metafizyczna otoczka odczłowieczała historię i dystansowała widza od akcji w takim stopniu jak w filmie Milczenie.

mv5bnjzjyja5odetzte0ns00mzlllwi0ngetnjnhmzfhzja0zdc1xkeyxkfqcgdeqxvymjc2ntc3nda-_v1_
Foto: imdb.com

Rzecz dotyczy prześladowań chrześcijan w XVII-wiecznej Japonii. Dwóch jezuickich misjonarzy (granych odpowiednio przez Andrew Garfielda i Adama Drivera) wyrusza na poszukiwanie ojca Ferreiry (Liam Neeson), którego podejrzewa się o dokonanie aktu apostazji. Podróż jednak staje się bardziej pretekstem do spojrzenia na okrutną rzeczywistość, represyjną religijną władzę i dylematy dla wierzących ostateczne.

I rzeczywiście, historia ta ma potencjał zgłębienia naprawdę istotnych, nieoczywistych pytań m.in. o relatywizm moralny w religii. Czy męczeństwo może być rodzajem egoizmu? Czy wyparcie się swojej wiary może być świadectwem tak pożądanej w chrześcijaństwie miłości do bliźniego? Czy istnieją granice łaski? Czy misja nawracania nie jest kolejnym przejawem etnocentrycznych działań zachodniego kolonializmu? Czy jest sens narzucać wiarę komuś, kto prawdopodobnie jej nie zrozumie, tylko przyjmie ją z potrzeby oparcia, znalezienia rzeczy pewnych w swoim życiu? Te problemy nawet dla osoby sceptycznej wobec religii powinny zapowiadać pasjonujący, pełen refleksji seans.

mv5bzgnkztrhowmtodc2ms00mdjmltk1yzctntuyyzi3yjeymdhkxkeyxkfqcgdeqxvynjuwnzk3ndc-_v1_
Foto: imdb.com

Powiedzieć, że film tylko nadgryza te tematy to za mało – on je ledwo sygnalizuje, a gdy tego nie robi – daje nam gotowe odpowiedzi, banalizuje doszczętnie trywialnym komentarzem zza kadru, bądź kiczowatą symboliką. Próbuje wprowadzić jakąś ambiwalencję sugerując w górnolotnych scenach rodzące się szaleństwo głównego „rycerza wiary” opowieści, jednak koniec końców sprowadza się do jednoznacznych przekazów i środków wyrazu godnych szkółki niedzielnej, a nie dzieła wybitnego ekranowego diagnostyka ludzkiej natury.

Nawet warsztat wykonawców nie odciągnął mojej uwagi od scenariuszowej płycizny. Film jest wyjątkowo konserwatywnie wyreżyserowany, leniwą i podręcznikową narrację złożoną głównie z pustych, powolnych scen wędrówki, długich dialogów i monologów, przeplatanych scenami okrucieństwa mogą urozmaić niesamowite kadry Rodrigo Prieto nawiązujące nierzadko do dzieł japońskich klasyków kinematografii (ewokacje Ugetsu Mizoguchiego czy Rashomona Kurosawy). Cóż jednak z tego, gdy całość jest tak całkowicie pozbawiona energii i nieciekawa? Co z tego, że Andrew Garfield gra jak na razie najbardziej popisową rolę swojej kariery, jeśli jego postać nie ma nam nic odkrywczego do powiedzenia?

mv5bnjm1yzrkmwmtogy1my00mzg1ltlmytitmtqxn2zmnta2ytvjxkeyxkfqcgdeqxvynjuwnzk3ndc-_v1_
Foto: imdb.com

To nie tak, że nie ma tu wątków z potencjałem, chociażby trop judaszowy w osobie Kichijiro, który z umotywowanej tchórzostwem regularnej apostazji nakreślił sobie styl życia, co podaje w wątpliwość wartość pokuty i odpowiedzialności za czyny. Zaczyna się to intrygująco, kończy się jak wszystko inne w tym nużącym, przepełnionym pretensjami dziele. Nie pomaga tu nawet atmosfera, bo w jej budowaniu znacząco przeszkadza chociażby język. Z drobnymi, uzasadnionymi  fabularnie wyjątkami wszyscy tu mówią po angielsku z jakimiś kompletnie abstrakcyjnymi akcentami, co w połączeniu z już i tak niepokojącym wizerunkiem japońskich „inkwizytorów”, tworzy karykatury przypominające raczej złoczyńców z Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy, niż pełnokrwistych bohaterów. Można to odczłowieczenie przenieść na wszystkie inne postacie w filmie, które bardziej służą jako narzędzia wygłoszenia idei, niż osoby z którymi możemy się utożsamić.

Szanuję konsekwencję Martina w opowiadaniu o swojej wierze i mimo, że jej nie podzielam, uważam że da się stworzyć ciekawe i inspirujące dzieło w temacie religii. Takie płodził chociażby jeden z największych poetów kina – Andriej Tarkowski, ale przecież także sam Scorsese w wymienionych przeze mnie wcześniej dziełach pokazał, że potrafi z tym tematem rozprawić się w bezpretensjonalny sposób. Milczenie jednak rozczarowuje na każdej płaszczyźnie i jak myślę większość z nas prędzej zapamięta go jako „ten kiczowaty filmik, w którym Andrew Garfield widzi w swoim odbiciu ikonę Chrystusa”, niż godne zapamiętania dzieło mistrza kina.

Ocena: 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *