Mielno niszczy każdego to koronne dzieło polskiej kinematografii

Gdy odkryłem historie Pawła, który wkłada całą swoją energię po imprezie w wytłumaczenie Krzysiowi, że je zupę, nie spodziewałem się, że to tylko fragment czterdziestopięciominutowego arcydzieła polskiej kinematografii, jakim jest film Mielno Niszczy Każdego – Cały Film (HD). Nie wiedziałem też tego po rozpoczęciu seansu, ponieważ dzieło wolno odkrywa swoje karty, zaczynając od poziomu dobrego amatorskiego dokumentu, a kończąc na kreacyjnych scenach wypełnionych po brzegi symbolami i odniesieniami do filozofii, kultury popularnej i socjologii.

Niespodziewanie film jest jedną konsekwentną i logiczną całością. Rozpoczynając od  świetnej ekspozycji, która najpierw jednym ujęciem przedstawia nam głównego bohatera filmu, a zaraz potem kilka charakterystycznych postaci, które będą przewijać się przez film oddając każdej z postaci od kilku słów do scenki, które pokażą ich cechy osobowościowe, odróżniające ich od innych podobnie ogolonych kolegów. Pablo spod trzynastki aka Ryba aka Tyson jest sercem zespołu. Krzysiek – Pyton ma problemy z hazardem, a jego psychologicznym mechanizmem obronnym jest udawanie węża. Don Joka interesuje się motoryzacją i jest poszukiwany przez gangsterów z Kłodzka. Daniel ma duszę poety, a Homer…. jest z Wrocławia. Każde wypowiedziane zdanie w filmie wnosi coś nowego do naszego wyobrażenia o tej grupie społecznej. Co zadziwiło mnie najbardziej to to, że od pierwszych minut momentalnie przywiązałem się do całej gromadki. To po prostu goście, którzy wyjechali spędzić sobie miło czas. Zupełnie nie takie zdanie miałem o nich gdy wpadłem na pomysł na ten wpis.

Właśnie tutaj ujawnia się geniusz montażu filmu. No dobra, może nie geniusz, ale kolejność scen jest poprawna, co w amatorskim dokumencie jest niezwykle zadziwiające. Autor nie zaczyna chronologicznie. Zamiast tego przedstawia nam jako pierwszego postać Pabla, który zostaje głównym bohaterem filmu, by później podczas sceny przyjazdu do ośrodka przedstawić nam pozostałe postacie. Gdyby na przykład zaczynał się tym co dla bohaterów jest zabawne, czyli scen tego co robią po pijaku. Nigdy nie zdążyłbym poczuć sympatii do tych ludzi.

Ciekawym zabiegiem jest również język jakiego używa grupa. Przez to, że często nie rozumiemy slangu jakiego używają, aktywnie pracujemy nad rozszyfrowaniem sensu sceny. Tutaj zacząłem podejrzewać, że ten film ma w sobie więcej niż się spodziewałem. Widzowi zostaje przestawiony, z początku niezrozumiały wątek Talerzy, do których nawiązanie będzie pojawiało się co kilka scen, aż do wielkiego wyjaśnienia w scenie kulminacyjnej pod koniec filmu. Filozoficzne pytania zadawałem sobie przez cały seans “Czym jest Talerz?”, “Istnieje jako przedmiot czy jest tylko symbolem?”, “Jaką role gra w życiu Pablo?”. Kojarzyło mi się to z Fincherowskimi intrygami wyciągniętymi wprost z Seven, czy The Game.

Interesująca decyzja, nawiązująca bezpośrednio do Hollywoodzkich tradycji, to zmniejszenie udziału kobiet w filmie do najdalszego planu. Aktorki pokazują swoje umiejętności, gdy wkładają całą swoją energie w pojedyncze zdania, które przypadają im w scenariuszu. Reżyser widocznie dodaje również swoją cegiełkę do aktualnej dyskusji na temat wymuszania poprawności politycznej w kinie. W obsadzie nie znajduje się żaden aktor o etnicznym pochodzeniu. Ewidentnie jest to świadomy zabieg, ponieważ inne narodowości są w scenariuszu przywoływane tylko jako stereotypy, służące za element humorystyczny dzieła.

Ekspozycja kończy się w momencie, w którym według klasycznych zasad scenariuszowych powinna i od około czternastej minuty w filmie pojawia się ostatni ważny bohater, alkohol. Po pierwszym kadrze drugiego aktu nie miałem już wątpliwości, że mam do czynienia z arcydziełem kinematografii. Reżyser zdjęć dokonał bardzo śmiałej decyzji. Zdecydował się na trwającego półtorej minuty mastershota, w którym podzielił kadr na trzy części zgodnie z zasadą złotego podziału, umieszczając Pabla w najwyższej sekcji, a alkohol w najniższej. Oddał mu tym samym przestrzeń i czas, by aktor mógł stoczyć walkę z drinkami. Mimo że w kadrze jest też partner, z którym Pablo rozmawia, zostaje on ciągle z boku kompozycji, oddając całe miejsce bohaterowi, który zmaga się ze swoimi nałogami i przegrywa.

(Otwórz w nowej karcie by powiększyć)

Dalej znowu słyszymy kilka odniesień do mistycznych talerzy, po czym zostaje nam przedstawiona całkowicie autonomiczna scena, która nie dodaje nic znaczącego do intrygi, jest jednak swoistym felietonem reżysera niczym stare filmy Woody’ego Allena. Tutaj zostajemy skonfrontowani po raz pierwszy i ostatni ze starszą generacją Mielna. Pokoleniowość nie przemawia do Pabla, mówi bezpośrednio do widza. Widać, że młody reżyser nie boi się zbaczać na chwilę z torów fabularnych, by przedstawić tematy, o których rozmyśla przed snem. Ta scena była w filmie bardzo potrzebna ponieważ kolejne segmenty filmu to quasi-dokumentalna jazda bez trzymanki, pokazująca tę grupę społeczną na początku dekady. Zauważyłem też, że montażowa zbitka imprezy stała się bezpośrednią inspiracją dla Michała Marczaka, który kilka lat później stworzył Wszystkie nieprzespane noce, będące adaptacją tej samej historii w post-hipsterskim środowisku Warszawiaków.

Żródło: „Wszystkie nieprzespane noce” dzięki uprzejmości reżysera

W dalszej części filmu reżyser po raz kolejny wykazuje się geniuszem i jednocześnie pokazujac rutynę kolejnych siedmiu dni w Mielnie, by nie zanudzić widza, nawiązuje do klasycznych dzieł,  współczesnych wytworów Hollywood, czy Sheakspearowskich dramatów. Stąd scena w klubie nocnym jest tak samo niezrozumiała co w Social Network, powracający do domku Pablo to przełamanie konwencji słynnej sceny z Plutonu (Pablo udaje się przeżyć), a pod koniec w scenie pod prysznicem, dokonuje oczyszczenia, śmiejąc się Lady Macbeth w twarz.

Źródło: Movieclips.com

Szczególne wyróżnienie chciałem przyznać też mojej ulubionej scenie, w której Pablo “walczy z bombą”. Za połową filmu według scenarzysty Lew Huntera, problemy bohatera powinny zacząć narastać. Nie widzę na to lepszej sytuacji niż “pojedynek na ślinę” Pawła z samym sobą. Jednocześnie rozwijając charakter bohatera i jego wrażliwość, jak i przypominając widzowi o jego osobistych doznaniach alkoholowych. Nie widziałem tak dobrego pojedynku w polskim kinie, od czasu gdy Wołodyjowski wyzwał do walki Kmicica.

Epilog filmu to czas refleksji Pablo i legendarna już scena z zupką chińską, która po seansie filmu okazuje się pełna symboliki i wyjaśnia również intrygę Talerzy. Reżyser swobodnie wykorzystujący intertekstualność zostawia jednak najważniejsze nawiązanie na koniec. Paweł B zakopuje swoje wymiociny w ujęciu, które dało mi nadzieję, że duch Kubricka do dzisiaj tkwi w najlepszych operatorach.

Żródło: Kogonada – Kubrick // One-Point Perspective

Sam nie wiem jak powinienem pisać ten wpis. Z jednej strony naprawdę uważam, że pod względem dokumentalnym “Mielno” to perełka, z drugiej jednak z każdą kolejna minutą porzucałem swoje poważne zamiary analizy i po prostu dobrze się bawiłem w wyszukiwanie niezaplanowanych motywów i symboli. Stojąc gdzieś pomiędzy tymi stanowiskami, mogę z czystym sumieniem przyznać jedno. Mielno niszczy każdego to po prostu świetny film!

Który z jakiegoś powodu kończy się ujęciem ślimaka na napisach i muzyką Hansa Zimmera z Incepcji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *