To jest Twoje miejsce. „Bachantki” Kleczewskiej

Dzielą. Ty jesteś kobietą. Ty jesteś mężczyzną. Usiądź tam, gdzie wyznaczyli ci miejsce. No ale jak to? To tak można? Moment. Jesteśmy w Warszawie – w Powszechnym. Dlaczego nas dzielicie? Lekko skonfundowany tłum widzów zajmuje miejsca na widowni, na drewnianych ławach, w przestrzeni przypominającej miejsce politycznych sporów z polską flagą w tle, mównicami i małą areną na środku wyłożoną wykładziną. Wieczorami w teatrze przy ulicy Zamoyskiego będzie to świat Mai Kleczewskiej i jej eurypidesowych „Bachantek”.

fot. Magda Hueckel

Nawet po dłuższym czasie trudno mi mówić o tym spektaklu. Widziałam go jakiś miesiąc temu. Niekoniecznie sceniczne arcydzieło, ale dość silny głos kobiet o sobie i od siebie zbudowany na bliskości z widownią, bliskością między aktorami i z każdą widoczną materią. Maja Kleczewska, reżyserka teatralna, której twórczość wyznaczają nazwiska jak np. Szekspir, Czechow czy Jelinek, zawsze budziła wiele sprzecznych głosów, bo sama mówiła dość głośno – chociażby o tym, żeby nie trzymać się wiernie tekstu, ale opowiedzieć go swoimi słowami.

fot. Magda Hueckel

Warszawskie „Bachantki” operują trzymaną na wodzy dzikością, która drzemie w nich głęboko, lekko nerwowa w gestach, z bólem i rozżaleniem w oczach. Na to, żeby pokazać ją innym, przychodzi odpowiedni czas jak ten, kiedy Karolina Adamczyk w stroju judo mówi o pigułkach aborcyjnych. Przez większość czasu bachantki są jednak zajęte wykonywaniem swoich czynności: Karolina Adamczyk prasuje bez opamiętania, Magdalena Koleśnik wykonuje make-up, przeglądając się w telefonie, Karina Seweryn czyści mównicę gąbką… Najmniej stereotypowo „kobieca” wydaje się Aleksandra Bożek – taka współczesna businesswoman w dopasowanym garniturze mówi o głosie, skąd pochodzi, kto go ma, jakie ma znaczenie.

Nie da się nic nie powiedzieć o postaciach Sandry Korzeniak – Dionizosie i Agawe. Obie postaci na granicy obłędu, ocierające się o mistycyzm, stąpające lekko po ziemi. Tak jakby trafiły nie do tego świata, co powinny. Dionizos przypomina sprężystego, energicznego hipisa z roztrzepanymi włosami, zaś Agawe to swobodna elegancja w zwiewnym stroju, subtelne gesty zmierzające do bycia czułą kobietą, ale też dobrze skrywany wzrok szaleńca. I ten głos aktorki – delikatny, jakby dziecięcy – nawet wtedy, gdy krzyczy.

fot. Magda Hueckel

Drugi moment zdziwienia dla widzów następuje, gdy na scenę wychodzi inspicjent, przedstawia się, by zaraz potem wyprosić mężczyzn z widowni. Bunt. Odmowa. Dezorientacja. O co znowu chodzi? Dlaczego mamy wyjść? Zapłaciliśmy tyle samo za bilet. Ale to prośba reżyserki spektaklu. Nie wszystkich to przekonuje. Kilku mężczyzn niewzruszenie siedzi dalej, jakby kurczowo trzymając się drewnianych ław. Ci, którzy posłusznie opuścili widownię, mogą zagrać w quiz dotyczący m.in. aborcji.

fot. Magda Hueckel

Teraz ma nastąpić moment tylko dla nich. Dla kobiet, które mimo wszystko oddychają z ulgą. Nie zostały wyproszone. Nadal są na widowni. Mają przywilej oglądania dalej. Chociaż, jak dla mnie, to chwyt, na który w przestrzeni teatru mogła pozwolić sobie reżyserka. Tyle wieków kobiety nie miały głosu, więc teraz im to zrekompensuje, tak jak może. Nie zmienia się „siła rażenia”, inscenizacja tekstu Eurypidesa jest kontynuowana, tylko w mniej klaustrofobicznej atmosferze. Aktorzy nie deptają widzom po stopach, mówiąc o zabójstwie Penteusza przez Agawe. Próbując sobie wytłumaczyć taki zabieg, myślę o tym, co może czuć kobieta, która nieświadomie odbiera życie własnemu dziecku. Co otępia jej zmysły i umysł, co ją dezorientuje i kiedy dociera do niej ból. A także o tym, kto zrozumie jej postępowanie i wybaczy.

Również oddałam głos kobietom. Nie wspomniałam o męskiej części obsady – może celowo, może podświadomie. To nie znaczy, że jest mniej istotna. To też mocne role – trzeba powiedzieć, że z dużą swobodą potrafią znaleźć siebie w kobiecych kostiumach.

fot. Magda Hueckel

Wydaje mi się, że ten spektakl Kleczewskiej nie odbił się dużym echem w środowisku teatralnym, za to stanowi ważny punkt w dyskursie o prawach kobiet. Niemniej warto samemu poczuć bliskość między widzami i aktorami. I zdradzę coś – spróbujcie zająć miejsce blisko jakiejś mównicy i obserwować aktorów na wyciągnięcie dłoni. To naprawdę ciekawe doświadczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *