Między nami jest już dobrze – o moim romansie z Dorotą Masłowską i jej najnowszej książce.

dnia

Moje początki z jej twórczością były trudne. Jako kulturowo nierozgarnięty licealista spijałem narodowe 40% do oglądanej dla beki sceny z filmu, która w 2009 roku zawładnęła polskim Youtubem, z miejsca stając się viralem. Teksty z pamiętnej sceny , w których dwóch podpitych gości nagabuje kasjerkę do rychłego nalania coli weszły do języka codziennego. Mowa oczywiście o Wojnie polsko – ruskiej w reżyserii Xawerego Żuławskiego, opartej na powieści autorstwa Doroty Masłowskiej.

Nie znając szerszego kontekstu, ani filmu, ani literatury ( bo po co sięgać do całości?) w swojej ignorancji uznałem to za śmiesznostkę i zapomniałem o niej na lata. Duch Masłowskiej postanowił nawiedzić mnie dopiero w trakcie nauki w studium aktorskim. Wtedy dowiedziałem się też, że Masłowska jest młodą, wziętą i nagradzaną pisarką, a nawet drama-. Niezwykle zresztą wśród adeptek sztuki aktorskiej popularną. Do tego stopnia, że w liczącej kilkanaście osób grupie, na jednych zajęciach z prozy mogłem czasem usłyszeć po 4-5 razy ten sam monolog w wykonaniu innej koleżanki. W skali miesiąca i całego semestru dawało to liczbę na tyle niebotyczną, że z moją słabą do zapamiętywania tekstów pamięcią mimochodem ( i wbrew mojej woli) tyrada niedopchniętej laski ujadającej nad jej facetem grającym w Diablo II z Pawia królowej przeorała mi czerep i urosła do rangi symbolu. Symbolu czego? Nie mam pojęcia. Pewnie upadku i zkloacznienia języka oraz kultury wysokiej w ogóle (sam znajdowałem się wtedy już na etapie fascynacji Dostojewskim i Kafką).

W trakcie desperackich poszukiwań skrawka wartościowej literatury współczesnej, który mi się nada na zajęcia do wydeklamowania, zapytałem dziewczynę z grupy o jakieś sugestie. Gdy w odpowiedzi usłyszałem: ,,Może byś coś z Masłowskiej wziął?” sam ochotę miałem puścić pawia i to takiego z kamieniami na dodatek, jak Magiczna Andżela w Wojnie… Podówczas mój werdykt o twórczości pisarki brzmiałby zapewne tak: wulgarna i grafomańska pulpa . Na dodatek w jej dorobku nie widziałem  żadnej myśli, tylko bezład (nawet interpunkcyjny).

Foto: Telemagazyn

W ramach ukulturalnienia swoich podopiecznych prezes studium zabrał nas do Gniezna na spektakl, w którym sam miał odgrywać jedną z ról. Była to dla odmiany Masłowska i jej Między nami dobrze jest (w reżyserii Piora Waligórskiego). Nastąpił przełom i odtąd między mną, a Masłowską zaczęło być dobrze, no może nie do końca, ale przynajmniej trochę lepiej. Głównie za sprawą mojej pełnej identyfikacji ze słowami monologu Małej Metalowej Dziewczynki:

,,Każdy wie, że Polska głupi kraj, biedny i brzydki. Architektura brzydka, pogoda ciemna, temperatura zimna, nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. W telewizji złe programy, dowcipy niedowcipne, prezydent wygląda jak kartofel, a premier jak kabaczek. Premier wygląda jak kabaczek, a prezydent jak premier. We Francji jest Francja, w Ameryce Ameryka w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy, a tylko w Polsce jest Polska”.

Satyryczna rzecz o zanikających więziach, poczuciu tożsamości i poszukującej siebie polskości zaszła mi za skórę.

Zaledwie kilka miesięcy później Masłowska zaatakowała mnie z całą swoją siłą z niespodziewanej strony. Mianowicie od strony głośnika, za sprawą jej wokalnej twórczości pod pseudonimem artystycznym Mister D. (album zatytułowany był Społeczeństwo jest niemiłe). Wtedy zachłysnąłem się nią po raz pierwszy. Błyskotliwe teksty pochodzące, jakby z innej planety, przeestetyzowane teledyski i szalone aranżacje wciągnęły mnie do swego świata. W domu, w studium aktorskim i na imprezach zaczęto rozmawiać Chlebem i Haj$em. Nieformalnie stałem się członkiem jej fanklubu.

dzięki uprzejmości galerii Raster

Mamy rok 2017 i Dorota Masłowska powraca świeżo wydanym zbiorem felietonów Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu. I ponownie mnie zachwyca. Pierwotnie pisane w cyklu, w latach 2013 – 2016 na łamach internetowego magazynu dwutygodnik.com mikrodzieła opatrzone są ilustracjami Stanisława Łubieńskiego i jej własnymi(!). W dwudziestu trzech krótkich formach autorka wykorzystuje swoje kulturoznawcze zaplecze do zanalizowania (i często pogrążenia) kultury wszelakiej, od Sasa do lasa. Sięga po popularne telewizyjne show, takie jak Kuchenne Rewolucje, Słoiki, Azja Express, po różnej maści seriale i praseriale, po Bajm, muzykę discopolo, w końcu bardziej osobiste wątki – podróże i wspomnienia. Ale czym naprawdę są jej felietony? Posłużę się cytatem z samej autorki:,,[…] jest to posiew z duszy Polaka, a ta jak zwykle, w zaawansowanym procesie gnilnym: tak samo barwna, jak niezbyt apetyczna.” Na dodatek posiew szalenie zabawny!

Foto: wydawnictwoliterackie.pl

Podczas lektury felietonów w pociągu, nie raz musiałem odrywać się od książki, żeby nie eksplodować rechotem obrzygującym wkoło cały przedział. Mistrzostwo, z jakim Masłowska panuje nad słowem pisanym przyprawia o zawrót głowy. Słowa dobiera na tyle plastycznie, że obrazy postaci, miejsc i sytuacji  projektują się na siatkówce oka. Wydanie ,,papierowe” jest o tyle zasadne, że felietony wchłaniane hurtem, jeden, po drugim układają się w nieuchwytnego ducha, Polengeista, którego widmo krąży nad książką. Największy podziw wzbudza również szerokość kulturowa horyzontów autorki i swoboda, z jaką porusza się ona po tak zróżnicowanych tematach. Wydobywa ona z najmniej atrakcyjnych przejawów kultury masowej zjawiska, mówiące wiele o naszym dzisiejszym języku, społeczeństwie i zbiorowej jaźni.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *