„Mary i kwiat czarownicy” – To nie jest kolejny film Ghibli

dnia

W studiu Ghibli od dłuższego czasu panuje posucha. Część członków odeszła i założyła Studio Ponoc, które wypuściło swoje pierwsze dzieło (dostępne na HBO GO) pt. Mary i kwiat czarownicy w reżyserii Hiromasu Yonebayashiego. Film zapowiadał się jako duchowy następca produkcji Ghibli, ale jak wyszło w praktyce?

Tytułowa Mary to zwyczajna dziewczynka, która spędza nudne wakacje u swojej ciotki na wsi. Podczas schadzek w lesie natyka się na latającą miotłę i kwiat czarownicy, który daje jej pewne moce. Bohaterka odkrywa tajemniczy świat magii, w którym przeżyje później niezwykłą przygodę.

Łatwo pomylić Mary i kwiat czarownicy z produkcjami Ghibli. Film posiada identyczną stylistykę i od strony technicznej prezentuje równie wyśmienity poziom. Animacja wygląda po prostu obłędnie. Ruchy postaci są niesamowicie płynne i dynamiczne, co odbija się na sekwencjach akcji i scenach z udziałem magii. Obraz tryska pięknymi, kolorowymi pejzażami, efektami wizualnymi, a design najróżniejszych postaci i lokacji jest naprawdę uroczy i kreatywny. Już od samego patrzenia chcemy lepiej poznawać ten świat, a fantastyczna muzyka Takatsugu Muramatsa nie ustępuje największym dokonaniom Ghibli. Zgodnie z podejściem Miyazakiego zdecydowana większość jest zasługą klasycznej animacji, wszystkie techniki CGI są tak subtelne, że niemalże niezauważalne.

Film nie tylko wygląda i brzmi jak produkcja Ghibli, ale również zapożycza wiele pomysłów znanych, chociażby z Podniebnej poczty Kiki, Spirited  Away albo Laputy – Podniebny Zamek. To, co jednak odróżnia produkcję Ponoc od Ghibli, jest scenariusz.

Foto: Newsweek

Prosta przygodówka

Fenomen filmów Hayao Miyazakiego lub Isao Takahatego polegał na uniwersalnych i wielowymiarowych historiach – świetnie trafiających zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Dzieło Yonebayashiego ewidentnie nie ma takich aspiracji. Jest prostą historią przygodową ewidentnie skierowaną w stronę młodszego widza.

To prosta, bardzo schematyczna historia przygodowa sympatycznej dziewczynki; bez jakichkolwiek refleksji czy niuansów. Dobro jest dobre, a zło złe i trzeba je pokonać. Film posiada dosyć dynamiczne tempo, jest pełen akcji, slapstickowych gagów i słodko wyglądających postaci. Seans przechodzi całkiem szybko i przyjemnie. Jeżeli jednak porównamy Mary i kwiat czarownicy do najgłośniejszych produkcji Ghibli, wliczając w to poprzednie filmy reżysera (Tajemniczy świat Arrietty i Marnie, Przyjaciółka ze snów), prezentuje się on dosyć blado.

Foto: Black Girl Nerds

Mielizny scenariuszowe

Historia jest popychana praktycznie samymi zbiegami okoliczności. Wiele rzeczy wynika po prostu z przypadkowej interakcji Mary z danym obiektem, np. kiedy niespodziewanie znajduje, dotyka albo aktywuje przedmiot, który okazuje się kluczowy dla fabuły. Rzadko coś wynika z inicjatywy głównej bohaterki. Tyczy się to również samych czarów, albowiem jakiekolwiek moce Mary nie wynikają z jej nabytej umiejętności lub wiedzy. Nie pochodzą od niej samej, są tylko chwilowym efektem ubocznym kwiatu. Czary działają po prostu jak deus ex machina – protagonistka praktycznie nie ma na nie żadnego wpływu, pojawiają się losowo, kiedy są najbardziej potrzebne.

Dużym problemem są bohaterowie. Mary może z wyglądu i charakteru budzi sympatię, ale nie ma w niej nic intrygującego. Nie posiada motywacji i też nie przechodzi żadnej przemiany. Niczego się nie uczy, kończy w dokładnie w tym samym punkcie, w którym zaczęła. Niestety to samo tyczy się reszty postaci. Intryga krąży wokół czarowników, którzy do swoich niecnych eksperymentów chcą odebrać jej magiczny kwiat. Jednak nie znamy ich pobudek ani zagrożeń. Brakuje jakiejkolwiek relacji między bohaterami, jakiegokolwiek emocjonalnego odniesienia – czegoś, co pozwoliłoby wykrzesać u widza emocje.

Szybkie tempo filmu działa w dużym stopniu na niekorzyść scenariusza. Film buduje świat i bohaterów bardzo pospiesznie, pozostawiając za sobą sporo nieścisłości. Nie wiadomo, w jaki sposób funkcjonuje świat magii, skąd biorą się czarodzieje, jaki jest status quo. Wprowadzane są za to elementy świata, które nie pełnią w fabule żadnej roli, jak np. szkoła magii. W pewnym momencie film próbuje otrzeć się nawet o ekologiczne przesłanie, ale robi to tak niezgrabnie i płytko, że równie dobrze mogłoby go nie być. Wszystko jest opowiedziane pospiesznie, po łebkach, bez podbudowy, przez co nic nie potrafi porządnie wybrzmieć.

Podsumowanie

Mary i kwiat czarownicy jest bardzo ładną technicznie i przyjemną w oglądaniu przygodówką dla najmłodszych, ale zabrakło scenariusza i bohaterów z krwi i kości. Podziwiamy widoki, nieźle się bawimy, ale kiedy seans się kończy, okazuje się, że niczego nie wynieśliśmy z filmu – zupełnie jak Mary w trakcie swojej przygody.

Ocena: 6/10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *