Manchester by the Sea – Ostatnia rodzina

Tegoroczne nominacje do Oscarów pokazują nam dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że kino blockbusterowe ma się naprawdę źle. Druga rzecz to taka, że różnice pomiędzy kinem niezależnym a popularnym coraz bardziej się zacierają. Moonlight, Nowy początek, Jackie – wszystkie te trzy filmy grają sprytną grę z przyzwyczajeniami akademii. Lecz to Manchester by the Sea zasługuje na wszelkie owacje i to na stojąco. 

Po śmierci Joe’go (Kyle Chandler), starszego brata, Lee Chandler (Casey Affleck), zaszokowany wiadomością, że brat powierzył mu opiekę nad swoim synem Patrickiem (Lucas Hedges), wraca w rodzinne okolice. Lee rzuca wszystko i przenosi się do Manchester-by-the-Sea, zmuszony zmierzyć się z wydarzeniami przeszłości, które sprawiły, że rozstał się z żoną – Randi (Michelle Williams) i opuścił miasteczko, w którym wyrastał.

Manchester by the Sea swoim początkiem przypomina narracją klasyczną amerykańską powieść. Lee Chandler to typowy everyman, z bliznami przeszłości. Zawadiacki, opanowany, nie stroniący od alkoholu. Jest on dobrym kumplem od piwa, ale wystarczy spojrzeć w jego oczy, aby przekonać się że mężczyznę coś gryzie. Obdarzony charakterystycznym flegmatycznym sposobem bycia Casey’ego Afflecka (któremu Oscar powinien być dostarczony do domu z bukietem kwiatów) Lee jest klasycznym literackim protagonistą. Dawno już nie oglądaliśmy w kinie amerykańskim takiej postaci.

mv5by2zmnge1zdytmjqzzs00n2zmlwewzjutnmy2ngexmme4mmjkl2ltywdlxkeyxkfqcgdeqxvymdc2ntezmw-_v1_sy1000_sx1500_al_
FOTO:IMDB

Jeżeli spojrzymy na trailer i opis fabuły to możemy się spodziewać właśnie typowego feel good movie, który będzie właśnie zakorzeniony w literaturze. Znacie ten schemat: facet wraca do rodzinnego miasteczka, gdzie musi stawić czoła niespełnionym ambicją, byłym miłością i tak dalej i tak dalej. Jednak wspomnienia z którymi musi zmierzyć się Lee są o wiele poważniejsze.

Reżyser filmu – Kenneth Lonergan z gracją doświadczonego pokerzysty odsłania przed widzem kolejne elementy układanki. Za pomocą retrospekcji możemy obserwować dramatyczne losy braci Chandler. Każda ta retrospekcja z coraz większą siłą zrywa z podanym przeze mnie schematem fabularnym. W końcu kiedy dowiadujemy się wszystkiego to mamy przed sobą pełny obraz czym jest Manchester by the Sea. Kiedy już wszystkie pionki są rozstawione na szachownicy, a widz ukradkiem wyciera łzy wtedy film zmienia się w wyważony, elegancki komediodramat najwyższych lotów.

Manchester by the Sea przypomina mi kultowy serial Sześć stóp pod ziemią. Dla Lonergana śmierć to nie jest temat tabu. Reżyser z lubością rozpatruje jak ludzie zachowują się po śmierci najbliższych. Podobnie jak w serialu, głównym źródłem humoru są reakcje ludzi i ich problemy z komunikacją w obliczu tragedii. Mimo wszystko od drugiej połowy filmu humor zostaje porzucony i film chwyta widza za gardło. Największą zaletą tego obrazu jest właśnie ten wyborny dysonans pomiędzy naprawdę czarną komedią i naprawdę wzruszającym dramatem. Widz w trakcie seansu nie potrafi odróżnić, czy jego łzy są wywołane śmiechem czy płaczem.

mv5bndy1mjbim2mtywywzs00yjfiltgxmtgtotdjyme3oge3mgzml2ltywdlxkeyxkfqcgdeqxvymdc2ntezmw-_v1_sy1000_sx1500_al_
Foto: IMDB

Casey Affleck….. cóż to za rola. Jest to przede wszystkim doskonały aktor dla takiego typu filmu. Anty-gwiazdor znakomicie czuje ten specyficzny, niecodzienny klimat Manchster by the Sea. Amerykanin jest sercem i duszą tego filmu, wyciska wszystko co może z tej roli. Każde spojrzenie, każda kwestia, każdy ruch jest zaplanowany. Jest to nie tylko kreacja Oscarowa, ale także i najlepsza rola męska od czasów Joaquina Phoenixa w Mistrzu.

Drugi plan filmu jest również świetny. Lucas Hedges tworzy z Affleckiem nietypowy, ale znakomity duet. Oboje doskonale czują siebie i scenariusz. Kupują widza już pierwszą wspólną sceną i pomagają sprzedać wizję Lonergana. Jest jeszcze znakomita Michelle Williams, której jest mało ale jak już się pojawia to kradnie show, nawet Affleckowi. Najchętniej to dałbym całej tej trójce Oscarowe statuetki.

Manchester by the Sea na tegorocznym rozdaniu Oscarów odegra rolę brzydkiego kaczątka. Film na pierwszy rzut oka niedostępny, oklepany i niespecjalnie angażujący po głębszym poznaniu okazuje się być znakomitym filmem. Dojrzałym emocjonalnie, koncertowo rozegranym i odegranym, a także  zrealizowanym w stylu Mike’a Leigh pierwszorzędnym dramatem. Praktycznie filmem bez wad. Z całą pewnością mój kandydat do miana filmu roku.

Ocena: 8,5/10

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *