Małe podróże… cz. 3

Decyzja o wyjeździe autostopowym nastąpiła właściwie w ciągu kilku minut. Stojąc przed głównym wejściem udało się nam zaobserwować jak samolot, którym miałyśmy lecieć wznosi się w przestworza. Lekki żal i niedosyt pozostał w każdej z nas, ale nadchodząca przygoda szybko nami  zawładnęła.

Myślałyśmy bardzo zadaniowo. Potrzebowałyśmy markerów i sporych rozmiarów kartek, kartonów lub papieru. Lotnisko stało się naszym głównym celem poszukiwawczym. Pytałyśmy dosłownie na każdym stoisku czy ktoś ze sprzedawców nie posiada markerów albo kartek. Sklepy i kafejki umiejscowione na dole okazały się dla nas kiepskim wyborem. Nikt nie posiadał żadnej z tych rzeczy albo nie mogli nam ich sprzedać, bo należały do sklepu. Nie traciłyśmy jednak wiary i udałyśmy się do toalety, gdzie często można znaleźć takie długie pasma papieru do rąk. Niestety i tu dosięgnęła nas porażka. Akurat w tych lotniskowych toaletach papier był cięty w małe, zielone kwadraty. Pozostała nam więc górna część lotniska. Tutaj ludzie byli jakby nieco bardziej otwarci na nasz pomysł. Panie z jednego z pawilonów przekazały nam karton, natomiast w innym miejscu przekazali nam markery i to nie jeden, tak jak prosiłyśmy. Kiedy pytali gdzie będziemy jechać odpowiadałyśmy, że jeszcze nie wiemy i, że mamy nadzieję, iż w ogóle uda nam się wyjechać z lotniska.

_DSC0002.JPG
Archiwum prywatne

Wokół lotniska krążyłyśmy dobrą godzinę, nie mogłyśmy zdecydować się co zrobić i którędy iść. Karton nosiłyśmy w rękach nie pokazując go przejeżdżającym obok samochodom. Nie miałyśmy pojęcia, w którą właściwie stronę powinnyśmy jechać ażeby wyjechać poza granicę Polski. Humory za to miałyśmy przedobre! Mapka google poszła w ruch i przeglądałyśmy na szybko trasy, które ewentualnie by nas interesowały. W związku z tym, że nie miałyśmy zielonego pojęcia co zrobić a czas naglił, bo był luty i szybko się ściemniało, stanęłyśmy na chodniku podnosząc karton.

12695927_724089597726170_472205426_n.jpg
Archiwum prywatne

Minęło zaledwie kilka minut i podjechał samochód. Uśmiechnięty mężczyzna zatrzymał się i zaproponował nam podwózkę.

W trakcie drogi zapisałam :

„14:00, 07.02.

Z lotniska Warszawa- Modlin zabrał nas Rafał. Mówił, że jedzie do Mławy, więc wsiadłyśmy. Tylko gdzie jest Mława? Żadna z nas tego nie wie. Rafał skończył historię i chyba bardzo lubi imprezy, bo ciągle wypytuje nas o kluby w Warszawie. Jakie polecamy, do jakich chodzimy itd.? Trochę  źle trafił. Jest bardzo wesoły i bardzo chce nam pomóc. Dzwoni do swoich znajomych i pyta o podwózkę do ANYWHERE. Kto wie może się uda? Jakiś jego kolega możliwe, że będzie dzisiaj jechał tirem do Włoch, jeśli tak, to mamy gwarantowane miejsce. Tylko żeby wszystko poszło po naszej myśli… „

 Początkowo chciał nas wysadzić na najbliższej stacji benzynowej. Kiedy jednak oddalaliśmy się coraz bardziej od Modlina, okazało się, że nie ma tam żadnych dobrych wylotówek. Zmierzaliśmy więc uparcie w kierunku Mławy. Po drodze okazało się, że znajomy Rafała jeszcze nie wie czy będzie jechał. Wymieniliśmy się więc z Rafałem telefonami, zostawił nas na jednej ze stacji benzynowych pod Mławą. Miał się do nas odezwać, co dalej. Nieco zrezygnowane udałyśmy się do mini restauracji, która była tuż przy stacji. Z emocji zgłodniałyśmy, więc frytki wydawały się dla nas niesamowitym rarytasem. Oczekiwałyśmy telefonu od Rafała. W międzyczasie postanowiłam poszukać toalety, wyszłam więc na dwór. Zobaczyłam, że tuż za rogiem stoi tir. Z odpalonym silnikiem. Podbiegłam więc bliżej, ale w środku nikogo nie było. Postanowiłam poczekać. Za chwilę podszedł sympatycznie wyglądający mężczyzna.

  • Dzień dobry! To Pana tir? – wykrzyknęłam radośnie – aż dziw, że facet się nie wystraszył
  • Tak – odpowiedział niepewnie
  • To świetnie, bo ja właśnie na Pana czekam!

Opowiedziałam mu, że jestem jeszcze z dwiema koleżankami i czy nie zabrałby nas gdzieś daleko stąd, tzn. z Mławy. Odparł, że on niestety już nie jedzie, ale jego kolega, który stoi swoim tirem naprzeciwko, na innej stacji benzynowej, zaraz będzie odjeżdżał do Czech. Podziękowałam i pobiegałam do dziewczyn. Zarzuciłyśmy na siebie plecaki i biegłyśmy co sił w nogach w kierunku stacji. W rękach trzymałyśmy gorące frytki, które radośnie wyskakiwały nam na ziemię jedna po drugiej.

Tirów stało tam wiele, ale tylko przy jednym z nich byli ludzie. Podbiegłyśmy, więc do dwójki mężczyzn i zapytałyśmy czy nas nie zabierze. Powiedzieli, że tak – bez mrugnięcia okiem. Mieli tylko małą awarię, którą właśnie naprawiali. Miałyśmy więc poczekać.

Zapisałam:

„16:16 07.02.

Jesteśmy w Bar Cafe koło Mławy. Teoretycznie mamy za godzinę odjazd do Czech. Czas pokaże czy się uda. Siedzimy trochę zdołowane i zmęczone. Nastroje mamy raczej średnie, bo od godziny 13 udało się nam przejechać tylko 128 km a powoli nadchodzi zmrok. W dodatku nie wiemy czy ten facet faktycznie po nas przyjdzie, czy może nas wykiwa i zostaniemy tutaj. Pytanie, co wtedy? Póki co pomysłów nie mamy. Ładujemy telefony. Kupiłyśmy drugą herbatę i powoli popijamy ją w ciszy. Mam nadzieję, że zaraz przyjdzie po nas ten Pan i nas stąd zabierze.”

12969396_1163811003652051_854617855_n
Archiwum prywatne: Mława – BAR CAFE

Godzina to była totalna teoria. Siedziałyśmy tam bardzo długo. Myślę, że około 3 godzin, bo jeśli dobrze pamiętam to właśnie o 19 dostałyśmy wiadomość, że mamy się zbierać. Myślałyśmy, że Mława będzie naszym ostatnim przystankiem. Okazało się, że jednak uda nam się stamtąd wydostać. Ostatnie zdjęcia przed wyjazdem i ruszamy. Radość nas rozpierała, chociaż powoli zmęczenie dawało się we znaki.

12966632_1163811030318715_1984688425_n.jpg
Archiwum prywatne

Zachęcam do przeczytania poprzednich części! 😉

Małe podróże… cz.1

Małe podróże… cz.2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *