Małe podróże… cz.2

Standardowo udałyśmy się w kierunku odprawy. Nic nie mogło zaburzyć tak optymistycznej atmosfery, która z nas emanowała, pomimo, że kolejki ciągnęły się metrami. My spokojnie czekałyśmy na naszą kolej z uśmiechami przyklejonymi do twarzy.

 Za nami stał mężczyzna z dwiema dziewczynkami. Jedna w wieku około dwóch lat, druga miała na oko dziesięć. Popychały się, starsza ganiła za coś mniejszą. Ich tato uspokajał obie uśmiechając się przy tym przepraszająco. Kolejka nieco się dłużyła, kontrole wydawały mi się dokładniejsze niż zwykle, ale pomimo tego szło całkiem sprawnie. Po raz pierwszy musiałam ze swojego plecaka wypakować właściwie wszystko, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Z dobrego humoru nie wybiła mnie nawet niemiła kontrolerka – babka ma zły dzień – pomyślałam.

hhhh1
Foto: archiwum prywatne

Po odprawie rozsiadłyśmy się na krzesłach w oczekiwaniu na odlot. Po chwili rozmowy, stwierdziłyśmy, że warto byłoby kupić coś do picia na czas lotu. Udałyśmy się więc do sklepu, każda z nas złapała po butelce wody niegazowanej i rozradowane podeszłyśmy do kasy. Moja przyjaciółka rzuciła okiem na regał z książkami – to był pierwszy błąd!

Przypomniało jej się, że nie wzięła na podróż żadnej książki a przecież to taka nasza tradycja. Zawsze zabieramy ze sobą książkę, która przez brak czasu i chęć zobaczenia jak najwięcej, bywa nietknięta, ale nie to się liczy. Ważne jest poczucie, że w razie czego, możemy za nie chwycić i oddać się lekturze. Jak wiadomo tradycja to rzecz ważna, moja Przyjaciółka postanowiła kupić książkę o Paryżu. Grubaśne tomicho z niebieską okładką wydawało się nam niezbędnym elementem wyprawy – błąd drugi!

8719_99905668719
Książka, która wywołała zamieszanie

Przyjaciółka podchodzi do kasy, podaje 200 euro i słyszy, że cena jest podana w euro a poza tym to za mało. Zdziwiłyśmy się nie na żarty, ale okazało się, że Przyjaciółka podała ekspedientce 200 koron czeskich. Spojrzałyśmy po sobie i w naszych oczach zaczęła narastać panika. Za granicą zawsze jest problem z wymianą polskiej waluty, poza tym to co faktycznie miała w euro wystarczyłoby jedynie na dojazd do Paryża z lotniska. Jedyne co pozostało to biec wymienić pieniądze. Zaznaczam, że Przyjaciółka książkę w rezultacie kupiła kartą.

Poprosiłyśmy jakiegoś pana by mogła wyjść ze strefy bezcłowej a później bez zbędnej kontroli wejść. Zgodził się, Przyjaciółka biegła ile sił w nogach, ale minuty mijały nieuchronnie a ona nie pojawiała się na horyzoncie. Dzwoniłam do niej by dała sobie spokój, że jakoś sobie poradzimy z pieniędzmi, ale nie odbierała. Jak się później okazało, nie usłyszała dzwonka. Po jakimś czasie, wtedy wydawało mi się, że to cała wieczność, ale teraz myślę, że nie było jej 5/7 minut, zobaczyłam ją w kolejce. Traf chciał, że weszła bez problemu, ale stała za ludźmi, którzy nie byli chętni jej przepuścić. Przeskakując z nogi na nogę wołałyśmy ją żeby się pospieszyła. Kiedy wreszcie po kilku minutach do nas dotarła zaczęłyśmy biec w stronę naszego wyjścia.

img55
200 koron czeskich – ówczesna zmora

Odetchnęłyśmy z ulgą kiedy zobaczyłyśmy przed nami jeszcze trzy kobiety. Udało się – mówiłyśmy na głos – o mały włos, śmiałyśmy się dysząc jeszcze po biegu. Kobiety przed nami wyszły przez drzwi, podeszłyśmy z biletami i nagle na twarzach kobiet pojawiło się zmieszanie. Panie nie polecą – usłyszałyśmy, ale początkowo myślałyśmy, że to jakiś kiepski żart. Jednak one mówiły to śmiertelnie poważnie, wtedy zaczęłyśmy nalegać żeby zapytały pilota. Były na tyle miłe, że to zrobiły, ale pilot odmówił, twierdząc, że samolot jest już zważony. Jeśli dobrze zrozumiałyśmy. Dziwne było to, że kobiety przed nami weszły jeszcze na pokład.

Łzy stanęły nam w oczach. Z drugiej strony zanosiłyśmy się nerwowym śmiechem. Co teraz? Szybka dedukcja pozwoliła nam na trzeźwe myślenie. Trzeba znaleźć inny tani lot, gdziekolwiek. Albo przebookować nasze bilety na inny dzień. Cokolwiek byle gdzieś polecieć. Nic z tego. Okazało się, że jeśli chciałybyśmy zmienić dzień lotu musiałybyśmy zapłacić 30 zł mniej niż za bilet w stałej cenie – czyli jedyne 470 zł. Co oznaczało, że nas na to zwyczajnie nie stać.

_dsc0027
Foto: archiwum prywatne

Usiadłyśmy przed lotniskiem nie wierząc w to, co się stało. Jak powiemy o tym znajomym i rodzicom? Co z nas za niedorajdy? Ale obciach, być na lotnisku, mieć bilety i nie zostać wpuszczonym na pokład. Jedyną sensowną rzeczą jaka przyszła nam do głów to przede wszystkim odwołać rezerwacje hostelu w Paryżu i busa, który miał nas dowieść do centrum Paryża . Kiedy sprawa została załatwiona, stanęłyśmy przed pytaniem. Co teraz? Jedno było pewne – nie wrócimy do Warszawy, musimy gdzieś jechać, gdziekolwiek. ANYWHERE.

-A

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *