Małe podróże… cz.1

dnia

W podróżach najważniejszy jest kierunek, w którym zmierzamy, ale czy na pewno? Często mamy poczynionych milion planów, które w ostatniej sekundzie okazują się niewykonalne. Nasza przygoda rozpoczęła się podobnie.

Warszawa  Modlin – Paryż

7 Luty 2016

Rozpierała nas radość, wreszcie trafimy do Paryża. Rozplanowałyśmy dokładnie każdy szczegół naszej podróży. Miały to być tylko trzy dni, z czego realnie rzecz ujmując – jeden pełny dzień w Paryżu, ale to nie miało znaczenia.

Czujnie obserwowałyśmy ceny biletów, udało się kupić je za 80 złotych w dwie strony, co nie ukrywam ogromnie nas satysfakcjonowało. Właściwie to nasze portfele. Hostel znalazłyśmy w bardzo dobrej lokalizacji, dzięki której miałyśmy kilka kroków do głównych atrakcji Paryża. Po raz kolejny, cena także była przekonująca, za trzy dni miałyśmy zapłacić 136 zł. Plany miasta miałyśmy rozpracowane co do joty. Jest to zawsze centralna część przygotowań, bo zawsze poruszamy się  wyłącznie na pieszo.

DSCN2215.JPG

Każda z nas miała swoje własne miejsca, które KONIECZNIE MUSIAŁA ZOBACZYĆ. Mimo radości, na  kilka dni przed wyjazdem  z moją przyjaciółką przyznałyśmy się przed sobą, że odczuwamy lęk. Podejrzewałyśmy, że to dlatego, że po raz pierwszy jedzie z nami jeszcze inna znajoma.

Nie chciałyśmy jej zawieść, nieudolną organizacją. Moja przyjaciółka wciąż powtarzała, że boi się, że o czymś zapomniała. Mimo to, wciąż powtarzałyśmy sobie, że z pewnością wszystko się uda – jak zawsze. Nie przewidziałyśmy tylko jednej rzeczy, ale o tym miałyśmy dowiedzieć się wkrótce.

DSCN2205.JPG

Dzień rozpoczęłyśmy od porannego joggingu z pokoju do łazienki, z łazienki do kuchni. Jak zwykle pakowanie zostawiłyśmy sobie na ostatnią chwilę. Co jakiś czas krzyczałyśmy nawzajem nazwy przedmiotów, które miały znaleźć się w naszych plecakach.

„Dokumenty? – Mam! Karty pokładowe? – Mam! Szczoteczka do zębów? – Całe szczęście, że mi przypomniałaś!” – i tak bez końca. Kiedy wydawało się, że wszystko idzie po naszej myśli opadłyśmy na kanapę na pięciominutowy oddech od bieganiny.

Zadowolone stanem rzeczy, powoli zabierałyśmy się do wyjścia. Plecaki spakowane, aparaty fotograficzne na szyję założone, więc pora ruszać w drogę. Odjazd naszego autobusu na lotnisko Warszawa-Modlin miał odjechać spod Pałacu Kultury i Nauki.

DSCN2198

Tak więc spacerkiem przemierzałyśmy Dworzec Centralny w kierunku autobusu. Roześmiane, uchachane i końca nie widać innych epitetów opisujących naszą radość. Ilość endorfin musiała nam uderzać do głów i przenosić się na naszą fizyczność, gdyż wszyscy dziwnie nam się przyglądali.

Poważnie, wyglądałyśmy albo na  naćpane, nieźle napite lub nienormalne. W zasadzie nie robiłyśmy nic dziwnego, ale szczerzenie się jak głupi do sera nie jest zwyczajnym polskim obrazkiem.

Tak czy inaczej nam to zupełnie nie przeszkadzało. Entuzjazm był ogromny, wydawało się, że wszystko mamy dopięte na ostatni guzik, więc nadszedł czas rozluźnienia. Zupełnie zapomniałyśmy o naszych złych przeczuciach sprzed kilku dni. Planowałyśmy ten wyjazd od dwóch miesięcy.

To nie pierwsza nasza podróż, więc mogłyśmy odetchnąć. Wsiadłyśmy spokojnie do autobusu, usadowiłyśmy się na ostatnich siedzeniach z nieopadającym zapałem. Mimo wczesnej pobudki rozpierała nas energia. Nadszedł ten dzień!

1024px-Pol_modlin_airport_33.jpg

Dziewczyny w trakcie jazdy zrobiły kilka snapów i powysyłały do znajomych. Wszystkie wiadomości informowały oczywiście, że zmierzamy w kierunku wymarzonej Francji. Za dobrą kartę uznałyśmy też fakt, że obok nas usiedli młodzi Francuzi. Jakże miło było ich słuchać, choć za grosz nie wiedziałyśmy o czym mówią.

W międzyczasie rozpracowywałyśmy też autobusowe tablety, które miały całkiem pokaźną ilość filmów. Włączyłyśmy Foresta Gumpa i napawałyśmy się niemym obrazem i widokiem Toma Hanksa. Cudownie jest ruszyć się gdzieś poza codzienne wytyczone ścieżki – pomyślałam.

Paris_Night.jpg

Od dawna czułam chęć wyjechania chociaż na chwilę, w końcu małe marzenie miało się ziścić. Ruszałyśmy do Paryża, miejsca do którego od dawna chciałam trafić. Wreszcie miałam stanąć na rue Cambon 31, pod hotelem Ritz i nakarmić mą zwierzęcą ciekawość jaką wzbudziła we mnie fascynacja postacią Coco Chanel.

Z takimi myślami dotarłam wraz z dziewczynami na lotnisko. Miałyśmy jeszcze sporo czasu, więc wygodnie rozsiadłyśmy się na ławeczkach. Poranna krzątanina dała nam się we znaki, więc poszłyśmy po kawę. Moja przyjaciółka kupiła kawę za dwanaście złotych w barze, a ja i nasza znajoma sprytnie udałyśmy się do automatu z kawą za jedyne dwa złote. Cudny biznes! Powoli zmierzałyśmy w kierunku odprawy…

-A

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *