Leatherface – Bękarty Bękartów diabła

W ostatnich latach jesteśmy wprost zasypywani powrotami wszelakich kultowych serii, nie inaczej jest z horrorami – w tym roku mogliśmy obejrzeć najnowszą część Kręgu (Rings), Laleczki Chucky (Cult of Chucky) i Piły (Piła Dziedzictwo). W ostatnie święto Halloween odbył się specjalny seans filmu Leatherface, najnowszej kontynuacji Teksańskiej masakry piłą mechaniczną.

W tym przypadku mamy do czynienie z prequelem. Film został wyreżyserowanych przez twórców francuskiego horroru Najście –  Alexandre Bustillo i Julien Maury. Film opowiada o początkach działalności tytułowego Leatherface, czyli legendarnego, zamaskowanego mordercy z piłą mechaniczną. Tutaj początkowo poznajemy go jako małego chłopca imieniem Jed, wychowywanego przez psychopatyczną rodzinę Sawyerów. Władze odbierają rodzinie prawa do dziecka i wysyłają je do szpitala psychiatrycznego. Akcja przeskakuje o kilka lat- od tego momentu śledzimy losy grupy dorosłych, zbiegłych pacjentów ośrodka. Wśród nich jest trójka niebezpiecznych mężczyzn, każdy ze zmienionym imieniem i cierpiący na amnezję.

Foto: Bloody Disgusting

Jest to prequle pierwszego Teksańskiej masakry piłą mechaniczną z 1974 roku. Dotychczasowe filmy z serii wykorzystały jeden i ten sam schemat – grupa młodych ludzi podróżująca przez stan Teksas zostaje zaatakowana przez Leatherfacea i jego rodzinę. Tutaj próbowano wprowadzić nieco różnorodności.

Leatherface jest tym razem połączeniem slashera z kinem drogi.  Na pierwszy plan wysuwają się psychopatyczni mordercy, którzy podróżują przez stan Teksas niosąc śmierć i zniszczenie. Film miał nieco inny pomysł na fabułę, ale niestety trudno tu mówić o oryginalności. Jest to nic innego, jak podróbka Bękartów diabła – horroru Roba Zombie z 2005 roku. Również mamy do czynienia z historią grupy psychopatów podróżującej przez stan Teksas, która dokonuje masakry na niewinnych ludziach. Jakby tego było mało również są ścigani przez mściwego, bezwzględnego szeryfa. Niestety, w porównaniu z tamtym filmem Leatherface prezentuje się on wiele gorzej.

Fabuła jest poprowadzona chaotycznie – przez dłuższy czas nie wiadomo kto jest protagonistą, komu powinniśmy kibicować. Największą bolączką są jednak bohaterowie. Dobre kino drogi powinno ukazać wewnętrzną podróż protagonisty, jego wewnętrznej zmianę. W tym przypadku była by to przemiana w Leatherfacea. Ten wątek niestety nie zagrał dobrze, ponieważ przez większość czasu nie jesteśmy nawet pewni kto jest głównym bohaterem.

Foto: IMDb

Twórcom zależało na nieprzewidywalności – mamy trzech bohaterów, każdy ze zmienionym imieniem i z różnymi cechami, które pasowały by do tytułowego mordercy. Film każe nam zastanawiać się, który z nich to przyszły Leatherface, często podrzucając fałszywe tropy. To odważny pomysł, ale nijak nie pozwala nam wczuć się w te postacie. To nie kryminał w którym mamy razem z protagonistą odkryć zabójcę, tylko slasher w którym nie potrafimy określić kto w ogóle jest głównym bohaterem. Kolejnym problemem jest sama przemiana  w Leatherfacea – następuje ona zbyt szybko, jest banalna i tylko spłyca postać mordercy. Wszyscy bohaterowie są dwuwymiarowe i mdli. Nikt nie wzbudza ani sympatii, ani zainteresowania, ani grozy.

Leatherface jest typowym przedstawicielem exploitation. To film klasy B w którym główną atrakcją jest epatowanie wszystkim co najgorsze – masa tryskającej krwi, okrucieństwa, akty kanibalizmu, nekrofilii, oraz wszechobecny brud, syf i patologia. Akcji jest całkiem sporo, sceny zabójstw są efektowne, fani kina gore mogą czerpać z seansu odrobinę frajdy. Aktorstwo jak na tego typu produkcję jest nawet niezłe (szczególnie Lili Taylor), zaś warstwa wizualna naprawdę dobra, klimatyczne zdjęcia i scenografia chwilami nawiązująca do jedynki.

Leatherface paradoksalnie prezentuje się lepiej, kiedy oderwiemy go od Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Film za bardzo odstaje od serii, dopiero w finale widać jakiekolwiek powiązania. Nie czuć, że mamy do czynienia z wstępem do kultowego horroru. Nie czujemy też, aby Leatherface przedstawiony w filmie był tym samym mordercą którego znamy, nawet kiedy zakłada swoją słynną maskę i piłę mechaniczną.

Foto: IMDb

Leatherface był ryzykownym projektem. Od początku można było kwestionować jego sens (tym bardziej, że 2006 roku już powstał prequel, w dodatku dużo lepszy)– najbardziej przerażają horrory, które oddziałują na naszą wyobraźnię. Zabójca w poprzednich filmach niepokoił (i ciekawił) nie tylko wyglądem i morderstwami, ale także swoją tajemniczością. Film miałby szanse na powodzenie, gdyby twórcy posiadali naprawdę dobry pomysł na historię Jeda Sawyera, ale zamiast tego otrzymaliśmy podróbkę Bękartów diabła. 

Ocena: 4+/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *