Laleczka Chucky po drugiej stronie Czarnego Lustra

Wielu z góry zakłada, że remaki istnieją tylko do odcinania kuponów z kultowych filmów. Są jednak jeszcze inne, szlachetniejsze powódki – mają one opowiadać znane historie na nowo, nadając im nowy charakter, uwspółcześniając stosując najnowsze techniki filmowe, oraz odnosząc się do dzisiejszych realiów. Przypadkiem takiego remake’u jest omawiana Laleczka.

Laleczka jest oczywiście nową wersją kultowego cyklu horrorów znanego w Polsce jako Laleczka Chucky. Chucky może nie był pierwszą demoniczną lalką w historii kina, ale spopularyzowała lalki jako temat do horroru. Plastikowa, rudowłosa zabawka ukrywająca w sobie duszę seryjnego mordercy stała się obiektem koszmaru dla dzieci wielu pokoleń. W dzisiejszych czasach Chucky wydaje się reliktem lat 80 w których straszyć mogły lalki, mordercze klauny z kosmosu, czy pomidory.

Studio najwyraźniej musiało dojść do podobnych wniosków, ponieważ najnowsza Laleczka bardzo odważnie podchodzi do materiału źródłowego wprowadzając poważne zmiany.

Foto: Los Angeles Times

Mały, dystopijny koszmar

W tej wersji Chucky bynajmniej nie jest lalką opętaną przez duszę mordercy. Nie jest ona jakkolwiek powiązana ze spirytyzmem, wręcz przeciwnie – z technologią.

W świecie filmu, opanowanym przez korporację Kaslan zostaje wprowadzona nowa, innowacyjna seria robotów domowych o nazwie „Buddi”, laleczek posiadających własny algorytm, które mają dostarczać rozrywkę, pomagać w codziennych obowiązkach i obsługiwać wszelkie urządzenia należące do firmy Kaslan. Jeden z „Buddich” o imieniu Chucky okazuje się wadliwy, pozbawiony wszelkich ograniczeń, przez co zyskuje własną świadomość i zaczyna wymykać się spod kontroli.

Chucky trafia pod opiekę samotnego, introwertycznego nastolatka imieniem Andy. Obaj nawiązują ze sobą wieź stając się przyjaciółmi. Lalka poznaje trudne środowisko, w którym obraca się chłopiec, uczy się od niego złych nawyków, ogląda krwawe horrory – wszystkie informacje przetwarza na swój sposób. Jego powołaniem jest zostać najlepszym przyjacielem Andy’ego, troszczyć się o niego, ale niestety błędnie to interpretuje. Stara się zatrzymać chłopca wyłącznie dla siebie, każdego postrzegając jako zagrożenie. Co sprawia, że Chucky z pociesznej i naiwnej lalki powoli przemienia się w seryjnego mordercę. Mordercę bardzo niebezpiecznego, bo zdolnego przejmować kontrolę nad wszechobecną technologią i wykorzystywać ją przeciwko właścicielom.

Foto: Dread Central

Problemy wielkiego świata w małej lalce

Nasz mały, rudowłosy morderca przeniósł się do XXI wieku, czasów opanowanych przez korporacje, wszechobecną technologię, cyfryzację, od której stajemy się coraz bardziej uzależnieni. Chucky uosabia tutaj nasze lęki przed sztuczną inteligencją, która w przyszłości może obrócić się przeciwko nam.

Laleczka stała się miszmaszem slashera i dystopijnego thrillera rodem z serii Black Mirror. To także historia o tym, jak wszechobecna przemoc i okrucieństwo mogą odbijać się na wrażliwą psychikę. Chucky w tej odsłonie jest dużo bardziej tragiczną postacią z tą którą można się łatwo sympatyzować. Jego intencje nie są złe, pragnie po prostu zostać przyjacielem Andy’ego. Niestety zostaje przez niego porzucony, wystawiony na zły wpływ, zdemoralizowany, przez co z czasem stał się seryjnym mordercą. Przemycono  nawet mały komentarz odnośnie do wyzyskiwania niższej klasy społecznej, albowiem wadliwość Chucky’ego spowodowana jest zemstą zwyczajnego, wietnamskiego pracownika fabryki należącej do Kaslan.

Cały ten komentarz społeczny udało się bardzo zgrabnie zamknąć w ramach bezpretensjonalnego komedio-horroru. Film pomimo zmian sporo czerpie ze swojego materiału źródłowego. W Laleczce doświadczymy narastający suspens, poczucie zaszczucia i prześladowania którego w serii brakowało od czasu jedynki. Dostarcza też masę smoliście czarnego humoru rodem z ostatnich części – dużo tu intertekstualności, ciętych dialogów, czy slapsticku z elementami gore.

Foto: Star2.com

Horror rodem z epoki VHS

Twórcy nie starają się oszukiwać, że mamy ich film traktować w 100% na serio. Laleczka pełnymi garściami czerpie z horrorów klasy B z lat 80. Zarówno w formie drobnych nawiązań do starych filmów (Teksańska masakra piłą mechaniczną 2, Karzeł, czy Mordercze klauny z kosmosu), jak i samej estetyki. Film w wielu momentach wygląda jakby powstał trzy dekady temu, czy to jeśli chodzi o umowną, przerysowaną przemoc, czy praktyczne efekty specjalne. Czerwona farba leje się strumieniami, a razem z nią gumowe kończyny i wnętrzności, a nasz poczciwy Chucky jest efektem animatroniki jak za starych, dobrych czasów.

Realizacja stoi na zaskakująco dobrym poziomie. Zdjęcia są dopieszczone, muzyka świetnie buduje klimat kiczowatego horroru, a efekty specjalne z małymi wyjątkami nie gryzą w oczy. Nawet obsada prezentuje się wyśmienicie – Gabriel Bateman (Annabelle, Kiedy gasną światła) jako Andy, Aubrey Plaza (serial Legion) w roli jego matki, czy Brian Tyree Henry (Wdowy, Gdyby ulica Beale umiała mówić) jako detektyw. Są to postacie bardzo wyraziste, sympatyczne i posiadające chemię między sobą. Nie ma rażącej głupoty postaci, absurdalnych zachowań, nie jest to mięso armatnie niczym w większości slasherów – tylko autentyczni bohaterowie, na których nam zależy.

Oczywiście największą gwiazdą jest Chucky głosu któremu użycza legendarny Mark Hamill (Gwiezdne Wojny, Batman: The Animated Series), który jak zwykle jest rewelacyjny. Różni się mocno od jego kreacji Jokera, albo od Brada Dourifa z oryginalnej serii – bardziej wyciszony, teoretycznie bardziej dziecinny i sympatyczny, co nadaje inny wymiar grozy niż poprzednio.

Laleczka może jedynie rozczarować widzów, oczekujących poważniejszego horroru. To nie jest film, który ma wzbudzać autentyczny strach i przedstawiać rzeczywistość w realistycznym świetle. To przede wszystkim inteligenty i stylowy slasher, który ma dostarczać sporo rozrywki, odrobinę dreszczy i komentarza społecznego.

Podsumowanie

Laleczka świetnie łączy, to co znamy z klasycznej serii z zupełnie nowymi pomysłami. Oldschoolowy i inteligenty slasher przeplata się ze satyrą dotyczącą wszechobecnej technologii i korporacji. Dostarcza kupę frajdy, świadomie bawiąc się kiczowatą estetyką i dostarczając przy tym odpowiednio dawkę dreszczy i napięcia. To znakomita pozycja dla tych, którzy w horrorach nie szukają koniecznie grozy, ale dobrą rozrywkę w wydaniu slasherowym… oraz są fanami cyklu Black Mirror.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *