La La Land-Zagraj to jeszcze raz, Sam.

Kiedy w kultowej (chyba mogę już używać tego pojęcia w kontekście tego filmu) uwerturze (chyba mogę już używać tego pojęcia w kontekście tego filmu) nowego filmu Damiena Chazelle’a kamera prześlizguje się między autami stojącymi w korku na autostradzie, z odbiorników radiowych słyszymy: pop, jazz i hip hop. Dobrze to określa hype, który narósł wokół „La La Land”. Film o którym wręcz nie wypada mówić źle. Wszyscy się poddajemy czarowi Chazelle’a. Ale czy na pewno jest to dobry film?

Mia jest początkującą aktorką, która w oczekiwaniu na szansę pracuje jako kelnerka. Sebastian to muzyk jazzowy, który zamiast nagrywać płyty, gra do kotleta w podrzędnej knajpce. Gdy drogi tych dwojga przetną się, połączy ich wspólne pragnienie, by zacząć wreszcie robić to co kochają. Miłość dodaje im sił, ale gdy kariery zaczynają się wreszcie układać, coraz mniej jest czasu i sił dla siebie nawzajem. Czy uda im się ocalić uczucie, nie rezygnując z marzeń?

„La La Land” karmi się historią kina. Nie tylko mamy tutaj reanimacje musicali, ale także liczne mrugnięcia okiem, które zauważy każdy. Mamy Emmę Stone w legendarnej czerwonej kurtce, dosłowne cytaty z „Cassablanci” i tak dalej. Wszystkie te odwołania służą aby ulokować hołd Chazelle’a dla klasyków kina. Jego najnowszy obraz to przede wszystkim dwugodzinny kinowy ołtarz, zastawiony legendami, który budzi u widza tęsknotę za starymi czasami.

mv5bmtkzote3mjuxml5bml5banbnxkftztgwndi2mzc2mdi-_v1_sy1000_cr0015041000_al_
Foto: IMDB.com

Jeżeli chodzi o warstwę musicalową, no to jest cholernie dobrze. Piosenki są dobre, ale największą siłą „La La Land” są układy taneczne. Reżyserska perfekcja Chazelle’a obezwładnia widza. Feeria barw, niekończący się tłum statystów no i perfekcyjne zgranie. Mimo tego wygląda to wszystko naturalnie i uroczo. Reżyser „Whiplash” doskonale opanował w swoim nowym filmie termin kontrolowanego szaleństwa. Wspierany przez znakomite zdjęcia Linusa Sandgrena, który w każdym ujęciu zaskakuje widza czymś nowym. „La La Land” to najładniejszy film 2016r. wręcz stworzony dla ekranów kina, nieustannie przypominający nam jaką magią obdarzony jest filmowy świat bohaterów.

Należy zwrócić uwagę na role muzyki w „La la Land”. W poprzednim swoim filmie Damien Chazelle używał muzyki, jako klucza do doskonałości. W „Whiplash” protagonista musiał wybierać pomiędzy samorealizacją, a swoim szczęściem. Cały ten prostolinijny dylemat zyskiwał drugi wymiar właśnie przez kontekst muzyczny. Muzyka była brudna, zaplamiona krwią. W „La La Land” muzyka, a także i marzenia są kluczem do szczęścia. Działa to do pewnego momentu (o czym za chwilę). W swoim nowym filmie Chazelle stawia kontrapunkt do tezy postawionej w swoim poprzednim filmie.

Oczywiście film nie byłyby taki cudowny gdyby nie Emma Stone. Wszelkie pochwały, którymi Emma została nagrodzona, zyskują poparcie w każdej minucie filmu. Zresztą można potraktować losy granej przez nią Mii, jako auto komentarz do kariery Emmy. Aktorka przeszła ogromną drogę w bardzo krótkim czasie. Możemy się po niej jeszcze wiele spodziewać.

mv5bmjm5mtu4odg1mv5bml5banbnxkftztgwntm0mtc5ote-_v1_sy1000_cr0015031000_al_
Foto: IMDB.com

Jej ekranowym partnerem jest Ryan Gosling, który blednie na tle Stone. Gosling w momentach muzycznych jest bardzo dobry. No i wiadomo charyzma przystojniaka robi swoje. Po raz kolejny po „Nice Guys” gwiazdor również nam przypomina, że jest niezłym aktorem komediowym. Lecz jednak gdy film zaczyna poruszać dramatyczne struny, wtedy Gosling wygląda źle. Ironia jest taka, że właśnie wtedy Emma Stone gra swoje najlepsze partie w karierze. Właśnie wtedy Ryan Gosling jest wycofany i nijaki.

Największym problemem „La La Land” są momenty nie-muzyczne. Kiedy bohaterowie otwierają usta po to aby mówić, a nie śpiewać wtedy film staje się nudny. Wiadomo musical nigdy nie stawiał przed bohaterami Dostojewskich dylematów, ale i tak problemy Mii i Sebastiana są wymuszone i mało interesujące. Emma Stone robi co może i jej się to udaje. Tylko ona w spokojnych momentach filmu trzyma go na powierzchni. Cudnie fotografowana przez wspominanego już Linusa Sandgena tryska emocjami. Ryan Gosling w tym czasie tylko mruży oczy. Kiedy w drugiej połowie filmu „La La Land” staje się bardziej dramatem, niż musicalem ujawniają się wszelkie wady filmu. Czar pryska i mamy po prostu słabą, ładnie wykonaną fabułę. Nie chcę być złośliwy, ale wydaje mi się że magii starczyło tylko na pierwszą godzinę filmu.

„La La Land” już teraz zapisał się w historii popkultury. Jako reanimacja gatunku naprawdę martwego (pamiętacie „Mamma Mię”?) spisuje się fantastycznie. Jest też najładniejszym hołdem dla magii kina w tej dekadzie. Wady są, ale nawet ja czuje się źle wytykając je. To trochę tak jakby pięciolatek narysował przepiękny obrazek, a ja bym się czepiał o zakrzywioną perspektywę. Kocham ten film. Chazelle to jednak czarodziej.

Ocena:7,5/10

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *