„Kurier” – To jest Bond na skalę naszych możliwości

dnia

Co jakiś czas w Polsce pojawia się kolejna próba stworzenia rodzimego blockbustera – wysokobudżetowego widowiska czerpiącego inspiracje z hollywoodzkich megaprodukcji. Przykładem może być najnowszy film Władysława Pasikowskiego wsparty przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kurier.

Film opowiada prawdziwą historię Jana Nowaka-Jeziorańskiego (Philippe Tłokiński), kuriera i emisariusza AK wykonującego misje, od których zależały losy Polski w czasach okupacji. Jego najnowszym zadaniem jest przekazanie generałowi Borowi (Grzegorz Małecki) ważnych informacji dotyczących stanowiska aliantów wobec nadchodzącego powstania warszawskiego. Jan musi odbyć długą podróż od Londynu do Warszawy, a po piętach depczą mu niemieccy szpiedzy.

Władysław Pasikowski wydawał się dobrym wyborem do zekranizowania historii Nowaka-Jeziorańskiego. Reżyser w swoich dotychczasowych filmach nigdy nie ukrywał inspiracji zachodnimi produkcjami. Jako jeden z nielicznych filmowców posiada rękę do tworzenia kina gatunkowego – sukces wielu jego filmów wynika z łączenia estetyki amerykańskiego kina z własnym stylem. U Pasikowskiego nie ma miejsca na czerń i biel, nieskazitelnych bohaterów dokonujących szlachetnych czynów. W jego świecie wszystko jest zdewastowane, brudne, a bohaterowie upadli i z mroczną przeszłością. Czy to mowa o nieśmiertelnych klasykach pokroju Psów, czy ubiegłorocznym Pitbullu – Pasikowski zawsze pozostawał konsekwentny… aż do czasu Kuriera.

Foto: Program TV

Kino prawie hollywoodzkie

Najnowszy film również czerpie masę inspiracji z hollywoodzkiego kina, jednak w inny sposób niż w dotychczasowych dokonaniach reżysera. Już sam plakat dobitnie daje do zrozumienia, jakie były ambicje producentów – na bazie historii bohatera narodowego stworzyć film pokroju Jamesa Bonda. Bo Jan Nowak-Jeziorański prawie był takim Jamesem Bondem – młody, przystojny agent wykonujący misje wagi państwowej, podróżujący po świecie, przeżywający niebezpieczne przygody.

Już sam początek filmu jest typową dla amerykańskiego kina ekspozycją bohatera. Nasz kurier, widząc w restauracji napastowaną przez brytyjskich oficerów piękną kobietę, staje w jej obronie – wiemy już, że to awanturnik o złotym sercu, dla którego bezpieczeństwo damy ważniejsze jest od stopni wojskowych.  Szybko też przechodzimy do kolejnych, typowo hollywoodzkich tropów. Protagonista jako jedyny jest gotów do działania, podczas gdy przełożeni swoją biurokracją i ignorancją stawiają mu kłody pod nogi. Kiedy podróżuje po świecie, jego tropem podąża śmiertelnie niebezpieczny szpieg, który bez mrugnięcia okiem eliminuje każdego, kto staje mu na drodze.

Dla dopełnienia stylistyki hollywoodzkiego kina dochodzi jeszcze ogromna dawka patosu, one-linearów, prostota w konstrukcji bohaterów, trochę akcji i wybuchów.

W przeciwieństwie jednak do poprzednich filmów Pasikowskiego tutaj w ogóle nie czuć jego stylu. Wszystko jest zbyt czyste, ułagodzone i zwyczajnie nijakie. Przekleństw w ogóle nie uświadczymy, alkoholu również, a przemoc ogranicza się do paru kropel krwi. Tak aby film podpiąć pod niższą kategorię wiekową.

Foto: Wyborcza

Kino hollywoodzkie za polskie pieniądze

Niestety, ale nawet ze wsparciem finansowym Kurier wygląda zwyczajnie tanio. Nie na poziomie amatorskim jak w Historii Roja, a bardziej produkcji telewizyjnej (i to bynajmniej nie HBO). W trakcie seansu towarzyszy podobne wrażenie wszechobecnej sztuczności jak w wielu innych polskich filmach historycznych. Jakiekolwiek kostiumy czy scenografie wypadają zbyt sterylnie. Ubrania niczym świeżo wyciągnięte z pralni, a pomieszczenia ładnie wysprzątane i wypucowane. Nawet ulice okupowanej Warszawy wyglądają lepiej niż współczesne. Nie ma żadnego poczucia autentyczności, elementu realizmu. Nie pomagają w tym mdły color grading i nieciekawe zdjęcia.

Chociaż Kurier tworzony był na podobieństwo hollywoodzkich produkcji, prawie w ogóle nie czujemy rozmachu i poczucia skali. Większość zdjęć ma miejsce albo w zamkniętych pomieszczeniach, albo w zbliżeniach na bohaterów tak, abyśmy nie widzieli dokładnie otoczenia. Brakuje establishing shotów albo set pieców, które pozwoliłyby nam uwierzyć w miejsce, w którym aktualnie się znajdujemy. Traci na tym też montaż, przez co wielokrotnie trudno się zorientować, gdzie aktualnie jesteśmy (a akcja lubi gwałtownie przeskakiwać pomiędzy kilkoma krajami naraz). Cięcia są nazbyt widoczne i następują zazwyczaj w momentach, które wymagałyby dodatkowych efektów specjalnych lub scenografii.

Nie licząc jednej, całkiem widowiskowej sceny rozbijającego się samolotu (kompletnie nieistotnej dla filmu), nie uświadczymy tu zbyt wielu scen akcji. Jest parę pościgów i strzelanin, ale wszystko jest zrealizowane bez jakiegokolwiek polotu. Brakuje pomysłu na inscenizację czy budowanie napięcia. Czegoś, co uświadczyliśmy w Pitbullu Pasikowskiego, np. w scenie pościgu na straganie zrealizowanej w jednym, długim ujęciu.

Nieco lepiej wypada sam dźwięk. Dialogi są całkowicie słyszalne i zrozumiałe, a efekty dźwiękowe brzmią nieźle. Sama muzyka jest nachalnie ilustracyjna i patetyczna. Przez 90% seansu pogrywa w tle, mówiąc nam ciągle, co musimy czuć w danym momencie.

Foto: rmf24

Ekscytująco nijakie kino

Kurierowi nie udaje się nawet opowiedzieć ciekawej historii. Konstrukcyjnie przypomina grę komputerową, w której to bohater przechodzi od lokacji do lokacji, wykonując kolejne zadania i walcząc z kolejnymi przeciwnikami. Jakiekolwiek postacie drugoplanowe praktycznie nie istnieją, a zamiast nich są NPC-ty, które mają do przekazania informacje, szybko pojawiają się i znikają. Nikt tutaj nie posiada swojego story arcu, nikt nie nawiązuje żadnej relacji z naszym protagonistą. A największym nieporozumieniem jest niemiecki szpieg ścigający głównego bohatera, który przez pół filmu budowany jest jako wielkie zagrożenie, po czym bez powodu znika z filmu i więcej nie wraca. Sam Jan Nowak-Jeziorański nie wypada najgorzej, głównie za sprawą odtwórcy roli. Philippe Tłokiński posiada wystarczająco charyzmy i jako jedyny stara się wykrzesać jakieś niuanse ze swojej niezbyt ciekawie napisanej roli.

Film posiada typowy, patriotyczny ton. To kolejna (w zamyśle) pokrzepiająca historia o Polakach, którzy samotnie walczą o ojczyznę. Próbowano wprowadzić nutkę wątpliwości w bohaterze Tłokińskiego oraz sensu samego powstania warszawskiego, ale jest ono na tyle powierzchownie potraktowane, że w ogóle nie wybrzmiewa.

Podsumowanie

Kurier może nie jest tragedią na poziomie Historii Roja czy Bitwy Warszawskiej. Realizacyjnie i scenariuszowo niedomaga, ale bywało też gorzej na naszym rodzimym rynku. Brakuje mu po prostu reżyserskiego piętna lub ogólnie walorów rozrywkowych typowych blockbusterów. Kurier jest po prostu nijaki.

Ocena: 4/10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *