Kształt Wody – Piękna i Bestia

Guillermo del Toro jest obecnie jednym z najbardziej cenionych twórców kina fantastycznego. Jego najnowsze dzieło, Kształt Wody, okazało się wielkim sukcesem, nie tylko komercyjnym, ale też artystycznym. Zgarnął ogromną ilość nagród, w tym 4 Oscary za najlepszą scenografię, muzykę, reżysera i film. Czy zasłużył sobie na takie uznanie?

Akcja Kształtu Wody rozgrywa się w latach 60, w tajnym laboratorium rządowym  gdzie pracuje Eliza Esposito (Sally Hawkins), samotna, niema kobieta. Do ośrodka zostaje sprowadzone niezwykłe znalezisko- mistyczny, humanoidalny, morski potwór (Doug Jones). Stworzenie wykorzystywane jest do okrutnych eksperymentów. Nikt nie okazuje mu empatii, poza protagonistką, która zaczyna darzyć istotę uczuciem.

Guillermo del Toro można porównać do takich twórców jak Tim Burton, czy Peter Jackson. Jest wybitnie utalentowanym filmowcem, z niemal dziecięcą wyobraźnią . Bez najmniejszych zahamowań przerzuca swoje dziecięce fantazje na taśmę filmową. Porównywalnie do wyżej wymienionych reżyserów pała ogromną miłością do monster movies i baśni. Jeśli wierzyć słowom del Toro, jego pomysł na Kształt Wody powstał jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Była to jego fantazja po obejrzeniu klasycznego horroru z lat 50, Potwora z Czarnej Laguny,  trudno tego nie zauważyć.

Foto: www.bustle.com

Klasyczna baśń w czasach zimnej wojny

Od  samego początku czujemy, że mamy do czynienia z baśnią –  z bardzo klasyczną baśnią ,zaczynającą się słowami „Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka . Jak się później okazuje  bardzo nietypową baśnią. Świata, wydarzeń i postaci nie powinniśmy traktować zbyt dosłownie. Wszystko rządzi się metaforami i własnymi prawami fizyki. Del Toro opowiada historię z niezwykłą wrażliwością i jednocześnie kontrastuje estetykę baśni z realizmem. Nie mamy tutaj baśniowego królestwa, tylko Stany Zjednoczone w latach 60 ,gdzie panuje powszechna frustracja, spowodowana zimną wojną, rywalizacja z blokiem wschodnim, brak zaufania i niechęć do wszystkiego co obce. Bohaterami nie są piękni, młodzi ludzie. Świat zewnętrzny chociaż w kolorowej stylistyce retro jest jednocześnie brudny, zniszczony i przeżyty. Nie brakuje przekleństw, krwi i erotyki (szczególnie w relacji kobiety z potworem).

Foto: Vanity Fair

„Lonely, I’m Mr. Lonely, I have nobody, For my own”

Pod płaszczykiem love story przywodzącej na myśl Piękną i Bestię kryje się historia samotności i szukaniu akceptacji u drugiego człowieka. Bohaterami jest grupa osób, która z różnych powodów nie może się odnaleźć w konserwatywnym społeczeństwie. Każdy z nich jest samotny przez swoją inność i czuje się niespełniony. Eliza poza najbliższymi przyjaciółmi znającymi język migowy z nikim nie potrafi się porozumiewać. Jej przyjaciółka, Zelda (Octavia Spencer) jest lekceważona przez swoich przełożonych za swój odmienny kolor skóry, nie może też znaleźć oparcia u swojego męża. Sąsiad protagonistki, Giles (Richard Jenkins), jest samotnym, starszym, homoseksualnym artystą który bezskutecznie próbuje sprzedać swoje obrazy i szukać empatii u barmana ulubionej knajpy. Na dalszym planie wyłania się postać doktora Hoffstetlera (Michael Stuhlbarg), naukowca szpiegującego dla Rosjan, który jest skonfliktowany między sumieniem a służbą dla ojczyzny. Jednak nikt inny nie czuje się bardziej wyalienowany, niż sam potwór, który został pozbawiony nawet prawa do życia.

Foto: IMDb

Główni bohaterowie mają przeciw sobie konserwatywne społeczeństwo, które uosabia  postać głównego antagonisty, Richarda Ricklanda (Michael Shannon), kierownika ośrodka badawczego, wyznającego skrajnie prawicowe poglądy. Znajduje się on z pozoru w najlepszej sytuacji, posiada wysokie stanowisko, ładny dom, kochającą rodzinę – idylla rodem ze starej, amerykańskiej reklamy. W rzeczywistości czuje wielką pustkę, nie potrafi czerpać radości z życia ponieważ nie potrafi nikogo w pełni zaakceptować (nawet własnej żony),jest zgorzkniałym człowiekiem.

Każdy czuje się niekompletny. Del Toro opowiada o tym, że szczęście można odnaleźć jedynie w drugim człowieku. Powinniśmy akceptować wszelkie niedoskonałości i różnice. Nie zwracać uwagi na to co nas dzieli, ale na to co łączy. O tym właśnie traktuje historia miłości Elizy do potwora – chociaż z wyglądu są kompletnie różni, oboje posiadają tą samą przypadłość (brak głosu) i czują się samotni. Kobieta zakochuje się w istocie mi.n. dlatego, że jako jedyna nie postrzega jej jako osoby ułomnej.

Foto: IMDbAktorzy prezentują się rewelacyjnie, idealnie wpisują się w estetykę filmu. Są  przerysowani, archetypiczni, ale także ludzcy i naturalni. Zdecydowanie przoduje Sally Hawkins w głównej roli. Jako niema kobieta nie może operować głosem, a wyłącznie mimiką i gestykulacją. Aktorka świetnie gra twarzą, widzimy wszystkie emocje ,które nią targają, zarówno te intensywne jak i subtelne. Równie świetnie wypad  Michael Shannon, jako główny złoczyńca. Jest to rola przypominająca nieco Generała Zoda z Człowieka ze Stali – jest jednocześnie przeszarżowany, demoniczny i psychopatyczny, a zarazem tryskający pewnością siebie, charyzmą i dumą. Jest ewidentnie postacią negatywną, ale posiada zrozumiałe motywacje. Bardzo dobrze prezentuje się też dalszy plan. Octavia Spencer dostarcza sporą dawkę humoru, a Richard Jenkins (pełniący jednocześnie funkcję narratora) wprowadza dużo ciepła do tej nieco dziwnej i momentami mrocznej historii.

Foto: IMDb

Historia miłości… do kina

Guillermo del Toro bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wyraża swoje zamiłowanie do kina. Kształt Wody  wypełniony jest odniesieniami do klasyków srebrnej ery. Fabuła to luźna wariacja Potwora z Czarnej Laguny (podobnie jak sam wygląd potwora),  można również dostrzec podobieństwo do innych monster movies, jak np: King Kong, albo Upiór w Operze. W tych, jak i wielu innych filmach o potworach powtarza się wątek nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej miłości monstrum do kobiety. Jednak tutaj, w świecie del Toro mamy rzadki przypadek szczęśliwej (i skonsumowanej) miłości, co już bardziej przywodzi na myśl baśń pokroju Pięknej i Bestii. Można także zauważyć nawiązania do innych, starszych horrorów, jak np: Frankenstein – również poznajemy potwora o łagodnym sercu i dzikiej naturze,  znienawidzonego przez ludzi za swój wygląd. Pojawiają się także archetypy postaci, rodem ze starych horrorów – mamy aroganckich i wrogo nastawionych wojskowych, naukowca który jako jedyny dostrzega prawdę itd.

Foto: IMDbZ innej beczki, film czerpie też dużo z klasycznych musicali. Giles i Eliza są fanami musicali,  razem z nimi oglądamy fragmenty broadwayowskich występów, widzimy jak odtwarzają ulubione sceny. Przywodzi to na myśl film Tańcząc w ciemnościach, w którym również poznajemy niepełnosprawną bohaterkę (tym razem niewidomą), z niższej klasy społecznej ,zafascynowaną musicalam.

Piękna historia w pięknej oprawie

Del Toro zawsze przywiązywał dużą wagę do warstwy wizualnej. Za każdym razem posiadał interesujący pomysł na warstwę estetyczną filmu, niezależnie czy tworzył kameralne fantasy, gotycki horror, czy blockbuster o wielkich robotach. W Kształcie Wody reżyser w wielu scenach wyraża swoją fascynację wodą. Zarówno Eliza, jak i potwór czują się najbardziej spełnieni w kontakcie z wodą. W piękny, poetycki sposób kadruje wodę, niezależnie czy w wannie,  w basenie, w kroplach na szybie, czy  gotujących się jajkach. W filmie dominują kolory przywodzące na myśl morze, przede wszystkim turkusy.

Nagrodzona Oscarem scenografia prezentuje się obłędnie. Reżyser bawi się estetyką lat 60. Obserwujemy doskonałe, sterylne, amerykańskie przedmieścia, mroczne, wyniszczone kamienice klasycznej architektury, oraz wnętrza ośrodka badawczego, przywodzące na myśl gry z cyklu Bioshock.

Foto: hudsonvalleyone.com

Zgodnie ze swoim zwyczajem, Guillermo szczędzi efektów CGI. Zdecydowana większość scenografii została wykonana ręcznie. Nawet sam potwór jest efektem doskonałej pracy charakteryzatorów.

Chociaż akcja rozgrywa się w latach 60 w Stanach Zjednoczonych, odnosimy wrażenie, że oglądamy zupełnie inny świat – piękny i magiczny. W Kształcie Wody wszystko wydaje się odrealnione, nowe i niezwykłe. Jest to  zasługa oryginalnej kolorystyki, różnorodności , bogactwa wnętrz, oraz pięknych zdjęć.

W parze ze świetną warstwą wizualną  idzie warstwa audio. Muzyka skomponowana przez Alexandre Desplat jest bardzo łagodna i przyjemna . Świetnie łączy elementy muzyki powszechnej z lat 60 z oryginalną, instrumentalną – nieco dziwną, tworzącą fantastyczny, baśniowy klimat.

Podsumowanie

Wielu współczesnych twórców fantastyki, jak wspomnieni wcześniej Peter Jackson i (tym bardziej) Tim Burton zaliczają ostatnio drastyczne spadki formy – zapominają o głębi i pasji,  odtwarzają jedynie ograne przez siebie chwyty, wykorzystują dawne sukcesy, kładąc większy nacisk na tanie, komputerowe efekciarstwo. Del Toro  pozostaje wierny swoim ideałom, ale też nie stoi w miejscu. Kształt Wody jest świetną mieszanką baśni i horrorów monster movies. Jednocześnie klasyczny, jak i współczesny. Bardzo magiczny, ale też odnoszący się do prawdziwych problemów. Piękny zarówno pod względem  fabularnym, jak i technicznym. Film w którym każdy fan baśni i klasyki kina powinien się zanurzyć.

Ocena: 9/10

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *