Kruk. Szepty słychać po zmroku – oglądajcie polskie seriale

dnia

Na Podlasiu zaginął chłopiec. Zbiegiem okoliczności pojawia się tam inspektor łódzkiego wydziału kryminalnego, dla którego jest to powrót do miasta czasów dzieciństwa i teraz musi się zmierzyć ze swoją przeszłością.

Dwie rzeczy zmusiły mnie do obejrzenia tego serialu, a właściwie dwa nazwiska – Pieprzyca i Żurawski. Gdzieś tam w mojej głowie powstało przekonanie, że jest to połączenie wybuchowe, takie którego bardzo nie powinnam przegapić. I powiem wam, że to było cholernie dobre przeczucie. Ten pierwszy zrobił serial w znanym nam wszystkim stylu – ciężki, mroczny, kłujący gdzieś pod bokiem, a ten drugi wreszcie pokazał, na co go stać. Dodajcie sobie do tego Cezarego Łukaszewicza grającego dość niepokojąca postać i fantastyczną ścieżkę dźwiękową. To jest przepis na coś innego. 

Kruk

Główną  i tytułową rolę Adama Kruka, gra Michał Żurawski, koleś którego znamy z Karbali czy  Jestem mordercą. Ja mam do niego wielką słabość, bo to taki aktor, który w ogóle nie wygląda a gra jak marzenie (nie rozmawiajmy o Drugiej szansie, nie uznaję go tam). Jest coś magnetycznego w tym jego tumiwisizmie i jakimś takim wewnętrznym niepokoju. Wszystko to fantastycznie wykorzystuje w Kruku. Tworzy postać inspektora z problemami, (nie chcę wam zepsuć seansu, do którego namawiam z całego serca, więc więcej nie napiszę), który ląduje w jakieś zapadłej dziurze na wschodzie Polski i z całych sił próbuje przetrwać i rozwiązać sprawę. Towarzyszy mu Sławek (Łukaszewicz), przyjaciel z dzieciństwa, z czasów kiedy obaj przebywali się w sierocińcu.

Fabuła jest dość prosta – tubylcy nie lubią Kruka, Kruk nie lubi tubylców, ale wszyscy są zmuszeni ze sobą współpracować. Maciej Pieprzyca tworzy duszną atmosferę, która sprawia, że przez wszystkie sześć odcinków widz siedzi jak na szpilkach. Z jednej strony zagadka nie jest skomplikowana, bardzo szybko możemy się domyślić rozwiązania, ale odniosłam wrażenie, że taki był cel, że ważniejsze w tym wszystkim jest jak zachowa się główny bohater, niż to kto popełnił zbrodnie. Fantastyczne zdjęcia krajobrazów, pod które podłożono doskonałą muzykę, część pieśni jest wykonywana przez zespół folkowy Południce, sprawiają że prawie namacalnie możemy odczuć prawie fizycznie oderwanie od rzeczywistości.

Canal + umie w seriale?

Bałam się, że Belfer był jednorazowym wyskokiem, takim potwierdzeniem, że ślepej kurze trafia się czasem ziarno. Teraz po obejrzeniu Kruka zaczynam pokładać spore nadzieje i zaufanie w twórcach tego kanału. Czyżby nauczyli się i zrozumieli co to znaczy dobry serial? Że nie potrzeba fajerwerków i wodotrysków, a wystarcza dobra obsada, charakterystyczny reżyser, fantastyczna muzyka i samo się robi?

Bardzo sobie życzę, by powstawało więcej takich obrazów. Niech będą krótkie tak jak Kruk, niech mają i sześć odcinków, ale dopóki historia jest o czymś, dopóty ja jestem szczęśliwym i usatysfakcjonowanym widzem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *