Krótka opowieść o tym, jak straciłam głowę dla talerzy.

Ta historia zaczyna się jak każda inna. Ona młoda, w wielkim mieście, jeszcze szuka siebie. Do tej pory poznała ikeowskie stoliki, szafę komandor i jednokolorowe miski, ale podświadomie pragnie alternatywy… Znajduję.

Ale tak na poważnie, nie chodzę jeszcze do terapeuty, a o uzależnieniach trzeba przecież rozmawiać. Myślę, że to odpowiednie miejsce.

Kilka miesięcy temu została mi polecona fejsbukowa grupa Perły z odzysku. Zajrzałam raz i zakochałam się. O grupie tej pisałam już tutaj, ale nie zaszkodzi się powtórzyć. Perły zrzeszają aktualnie prawie 65 tys. pasjonatów prlowskiego i vintage’owego stylu. Cel i funkcję tej grupy dobrze określa pierwszy punkt regulaminu, w którym czytamy:

„Na grupie Perły z odzysku dzielimy się wszystkim co związane z przemianą starego i niechcianego w nowe i pożądane z ukierunkowaniem na meble, dodatki w stylu vintage czy PRL.”

 

Co znalazłam na Perłach z odzysku? Alternatywę i ludzi, którzy zarazili mnie swoją pasją. Z początku byłam tylko podglądaczem i nie miałam pojęcia czym są Chierki, Liski, kury z Ząbkowic. Pierwszy raz słyszałam też o Fabryce Porcelany w Ćmielowie czy Chodzieży. Ale ciekawiło mnie to, więc zaglądałam na grupę regularnie i chłonęłam oferowana wiedzę.

Z bagażem podstawowych informacji przekopałam mój rodzinny dom i okazało się, że znajduję się w nim sporo pereł. Talerze z których co dzień jadałam posiadały sygnatury zakładu z Chodzieży, te które używane były na specjalne okazje były z Wałbrzychu, odnalazłam także dwa Liski, czyli fotele produkowane w latach 70. projektu Hanny Lis oraz jeszcze niezidentyfikowany przeze mnie kobaltowy wazon. <3

Dwa dzbanki pochodzenia niemieckiego //archiwum prywatne

Jak zdobywać perły?

Ja korzystam z aukcji internetowych oraz giełd antyków czy giełd rzeczy używanych. Ponadto, jest jeszcze jedno niezwykłe miejsce gdzie można znaleźć te cuda: śmietnik. Niestety większość z nas żyje od remontu do remontu i gdy zmieniamy wystój mieszkania wyrzucamy stare i ‚niemodne’ przedmioty. W większych Polskich miastach funkcjonują nawet grupy, gdzie wtajemniczeni przekazują sobie informacje, na jakim śmietniku można dziś znaleźć coś ciekawego. Brzmi niewiarygodnie, prawda?

Moja pierwsza zdobycz. Komplet kawowy z Wałbrzychu // archiwum prywatne

Moje pierwsze łupy!

Wróćmy jednak do mojej historii. Nadszedł więc czas, gdy i ja upolowałam swoją pierwszą perłę. Był to zestaw kawowy z Fabryki Porcelany z Wałbrzychu. Wypatrzyłam go na jednej z aukcji internetowych i zapłaciłam 10 zł! Byłam w siódmym niebie, zwłaszcza, że moja mama posiada identyczny komplet, który dostała w prezencie ślubnym.

Włocławek, Koło i nie tylko // archiwum prywatne

Następnie zakochałam się we Włocławku. Piękne niebieskie zdobienia urzekły mnie całkowicie i zaczęłam polowanie. Zdobyłam cudowny wazon za 2 zł na giełdzie antyków, kilka talerzy i innych naczyń ala Włocławek, nie mniej urokliwych.

Miodowy zestaw duraleksowy (prawdopodobnie Huta Szkła Laura)  // archiwum prywatne

A później to już z górki. Coraz częściej zaczęłam odwiedzać aukcję internetowe i co weekend zaglądałam na giełdy rzeczy używanych. Kupując coś kieruję się zasadą „jeśli mi się podoba to biorę”. Nie każda perła musi przecież posiadać sygnaturę.

Niezidentyfikowane cudaki // archiwum prywatne

Więcej szczęścia niż…

W kolekcjonowaniu porcelany, szkła użytkowego czy ozdobnego, ważne jest szczęście. Z porcelaną jest nieco łatwiej, gdyż powinny widnieć na niej sygnatury. Jednak zawsze istnieje możliwość, że jej nie znamy lub jest już tak zamazana, że nie wiadomo skąd dany przedmiot pochodzi.

Ze szkłem jest dużo większy problem, gdyż po prostu trzeba znać model, jeśli chcemy mieć pewność, że kupujemy popielniczkę z Huty Szkła w Ząbkowicach, a nie masówkę niewiadomego pochodzenia. Oczywiście są projekty, które bez problemu pozna nawet laik, ale niestety nie ma jeszcze takiego miejsca gdzie w szybki i sprawny sposób można sprawdzić co się kupiło. A szkoda.

Niezwykle ciekawa butelka z szklaneczkami kupiona na giełdzie rzeczy używanych // archiwum prywatne

Co kupuję?

Aktualnie zajmuję się kolekcjonowaniem szkła, porcelany i ceramiki. A jest to niezwykle wymagające hobby, jeśli chcemy wiedzieć co posiadamy. A zazwyczaj chcemy. Tak jak już wcześniej mówiłam ja kupuję przez pryzmat estetyki, jeśli coś mi się podoba i pasuje do wystroju mojego mieszkania to biorę. Zawsze jednak jest ta ciekawość, co posiadam, czy to Włocławek, a może Koło? Dlatego za każdym razem gdy wracam z łowów zasiadam do komputera i wpisuję w wyszukiwarkę:

„lane szkło”
„lane szkło popielniczka”
„kolorowe szkło”
„kolorowe szkło huta”
„kolorowe szkło prl”

Najczęściej bazuję na grafikach, czasami uda mi się ustalić skąd pochodzi moja perła, ale w większości przypadków trzeba zadowolić się  okresem kiedy została wykonana. Wspomniałam wcześniej, że jest to wymagające hobby. To prawda, jeśli chcemy być ‚specjalistami’ i oprowadzać naszych znajomych po  swoich włościach, tłumacząc co to za piękny kobaltowy wazon, skąd pochodzi i kto go zaprojektował – to trzeba się uczyć! Wyszukiwać informacje, aktywnie uczestniczyć na forach, pytać sprzedawców na giełdach. Do tego potrzebny jest jednak czas. Jednak bazując na swoim przekładzie, powiem, że jeśli w grę wchodzi hobby to ani czas, ani pieniądze, ani odległość nie gra roli.

Trochę Chodzieży i odrobina Mirostowic // archiwum prywatne

O moim uzależnieniu.

W tytule posta piszę, że straciłam głowę dla talerzy. Niestety nie tylko dla nich. Obecnie moja kolekcja liczy ponad 50 talerzy z Chodzieży, Włocławka, Wałbrzycha, Koła i Tułowic. Ponadto, posiadam 15 półmisków sygnowanych polskimi i niemieckimi znakami nawet sprzed 1940 roku. W mojej kolekcji znajdują się także dwa komplety kawowe, jeden już wspominany z Fabryki w Wałbrzychu, drugi duraleksowy, w kolorze miodowym. (Według Pani, od której go kupowałam, zestaw ten otrzymała jej babcia, więc trochę lat już sobie liczy.) Mam także siedem wazonów, w tym tylko jeden zidentyfikowany (Włocławek), papierośnicę z kolorowego szkła, kupioną za 2 zł! A także dwa niemieckie dzbanki oraz niezwykle ciekawą butelkę, do której dopasowałam dwie okrągłe szklanki. Uwielbiam także kubki (używam do picia grzanego wina) mam kilka z Chodzieży, Mirostowic i Budzynia. Ostatnio zdobyłam niezwykle ciekawy zestaw kieliszków i czarek wraz z karafką, niestety mam sprzeczne źródła pochodzenia tego cudaka. Oczywiście nie może zabraknąć wspominanego szkła! Posiadam ponad 60 sztuk białego szkła z okresu PRLu (kieliszki, szklanki).

Zestaw ceramiki bułgarskiej // archiwum prywatne
Drużyna reprezentująca szkło // archiwum prywatne

Pamiętacie jak na początku pisałam o uzależnieniu? Teraz wszystko jasne!

Zapraszam także do przeczytania tekstu: Nadchodzi meblowy renesans PRLu.

Odwiedźcie też naszego Facebooka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *