Koniec monotonii Ligi Mistrzów?

dnia

Ostatnie lata dla kibiców Bayernu, Realu, czy Barcelony to lata niezwykle udane. Wielkie ukłony i gratulacje należą się zwłaszcza ekipie Zidane, która zdaje się zmierzać po trzeci z rzędu tytuł Ligi Mistrzów.

Jednak to co dla jednych zdaje się zbawienne dla innych jest przekleństwem. Kibice drużyn spoza wymienionej wyżej trójki skazani byli rokrocznie na tę samą monotonię. W przeciągu ośmiu ostatnich lat niemal rokrocznie widywaliśmy w półfinale 2 ekipy hiszpańskie (Real oraz Barcelonę lub Atletico Madryt) oraz ekipę Bayernu Monachium. Pewną niewiadomą stanowić mógł czwarty półfinalista, jednak ze sporą dozą prawdopodobieństwa można było wskazać którąś spośród ekip z wysp. Choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, iż takie, a nie inne pary półfinalistów były przypadkowe to narastające poczucie hegemonii zaczynało działać frustrująco.

Półfinaliści Ligi Mistrzów (grafika za footrol.pl)
Półfinaliści Ligi Mistrzów (grafika za footrol.pl)

Trudno odebrać tym rozgrywkom emocje – wszyscy pamiętają remontadę Barcelony, jej blamaż z Bayernem czy finał Real versus Atleti, ale Lidze Mistrzów ewidentnie brakowało powiewu świeżości. Giganci, jakkolwiek by nie grali w większości meldowali się na finiszu elitarnych rozgrywek, o niemalże pewnym zwycięstwie Realu nie wspominając. Przy tym wyniki pojedynczych spotkań – zwłaszcza w fazie Pucharowej – często oscylowały w granicach 1:0, 2:0, 2:1…

Tym bardziej cieszy tegoroczne wdarcie się do elity Romy i Liverpoolu. Ci pierwsi pokazali wszystkim, że zachowawcza gra może bardzo łatwo zostać obnażona, Ci drudzy natomiast, że brak doświadczenia nie jest w stanie przyćmić finezji i fantazji. Dokonali tego w iście widowiskowy sposób. Pierwszy raz od dawna byłem świadkiem fazy ćwierćfinałowej w ramach której tak ochoczo padały wyniki 3:0 i wyższe. Gdy dodamy do tego niesamowite dwumecze w Lidze Europy (z Olympique Marsylia – RB Lipsk na czele) otrzymamy obiecujący zwiastun przyszłych rozgrywek.

Jak bowiem inaczej nazwać sytuację w której wydawało by się ustalony ład zostaje tak nagle i z przytupem zachwiany przez słabsze dotąd ekipy. Na domiar dobrego sytuacja wciąż jest dość dynamiczna. O ile nikt nie wyciągnie Jurgena Kloppa z Liverpoolu, ten może pokusić się o zbudowanie całkiem niezłej potęgi na Anfield (już mówiło się choćby o zainteresowaniu Dybalą). Podrażniony Guardiola zapewne również pofolguje nieco w kwestii transferów szczególnie w defensywie. Nałóżmy na to niepewną sytuację transferową Barcelony, szykującą się rewolucję w Chelsea i kształtujący się nowy porządek w lidze włoskiej i otrzymamy mieszankę wybuchową.

Klopp jako manager Liverpoolu (fot. dailystar.co.uk)
Klopp jako manager Liverpoolu (fot. dailystar.co.uk)

Rosnące budżety, karuzele transferowe i ogólna płynność rynku piłkarskiego zwiastować mogą małą rewolucję nie tylko w lidze włoskiej. Wciąż niewyjaśniona pozostaje sytuacja finansowego fair play w PSG, a już za ich plecami wyłaniają się żądne zmian Lyon, Marsylia i Monaco. Liga portugalska również pomału zaczyna stawać na nogi, a transfery piłkarzy pokroju Bas Dost pokazują, iż choć kluby te nie dysponują wielkim budżetem potrafią grać na rynku. Nawet w samych Niemczech pozycja Bawarczyków wydaje się mniej pewna. Dalej zespół ten dystansuje konkurencje, ale w peletonie poza Lipskiem pojawia się choćby Schalke. To co w ciągu kilku ostatnich lat stało się pewnikiem zapewne w przeciągu dwóch trzech lat przeminie, a fani Ligi Mistrzów znów cieszyć się będą niejednostajnymi emocjami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *