Komedia pomyłek – recenzja książki „Autostopem przez Galaktykę”

Świat jest dziwny. Wiem, nie jest to odkrywcze zdanie. Jednak kwestia niezrozumiałości mechanizmów rządzących światem to rzecz pasjonująca w rozmyślaniu nad sensem życia. Rzeczą tą zajmowały się jedne z najważniejszych umysłów w historii, począwszy od starożytności a kończąc na współczesności. Z tego ostatniego okresu pochodzą jedni z najważniejszych przedstawicieli egzystencja- lizmu w historii, jak Albert Camus czy Martin Heidegger. Jednak obok ich prac można by też śmiało postawić świetną komedię science fiction autorstwa pewnego angielskiego pisarza.

„Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa, bo o tej książce mowa, opowiada historię Arthura Denta, zwykłego i niczym nie wyróżniającego się mieszkańca Anglii, który pewnego ranka dowiaduje się, że jego dom zostanie zburzony. (Jest to oczywiście informacja, wobec której nie może być zaskoczony, gdyż była ona przecież dla niego dostępna w jakiejś piwnicy w urzędzie miejskim.) W międzyczasie okazuje się także, że jego przyjaciel Ford Prefect jest kosmitą badającym ziemię. Ford ratuje Arthura z planety Ziemia, gdyż zgodnie z  planami budowy hiper- przestrzennej obwodnicy galaktycznej Ziemia ma zostać całkowicie zniszczona. (Jest to jednak informacja oczywista dla Ziemian, gdyż była ona od 60 lat dostępna w jakiejś piwnicy na Alfa Centauri. ) Tak oto Arthur i Ford wyruszają w podróż po Galaktyce.

– Ale czy możemy mu ufać?
– Ja osobiście ufałbym mu do końca świata.
– Aha – to znaczy jak długo?
– Jakieś dwanaście minut. Idziemy, muszę się napić.*

Ten fabularny punkt wyjścia, daje autorowi możliwość ubrania historii w niesamowicie śmieszne i absurdalne sytuacje. Inteligentny humor, który aż wylewa się z każdej strony książki, dostarcza czytelnikowi ogromnej radości jak podczas sensu „Latającego Cyrku Monty Pythona”. Podobnie zresztą jak kultowa grupa komików, Douglas Adams poprzez swoją książkę wyśmiewa postrzeganie świata jako niezwykłego i wspaniałego, a uwypukla jedynie jego absurd.

Dziś musi być czwartek. Nigdy nie mogłem się połapać, o co chodzi w czwartki.*

Skoro już mowa o absurdzie, to warto też wspomnieć o ideologicznej wymowie książki. Trochę może dla komicznego efektu przesadziłem we wstępie, pisząc że „Autostopem przez galaktykę” można by stawiać na równi z twórczością Alberta Camus’a. Warto jednak wspomnieć, że Adams ustawia głównego bohatera swej książki w podobnej sytuacji co francuski egzystencjalista postrzega mityczną postać Syzyfa. Arthur został postawiony w życiu w sytuacji absurdalnej i obiektywnie bezsensownej, jaką jest przemierzanie kosmosu po zagładzie swojej planety z robotem z depresją i ucieczka przed kosmitami torturujących innych swoją poezją.

Syzyf natomiast po zdradzie Olimpijskich Bogów został skazany na wieczne targanie pod górę kamienia, który spada z powrotem na ziemię gdy Syzyf jest już u szczytu. Camus nie widzi celu i sensu w zadaniu Syzyfa i śmiało nazywa je absurdalnym. Jednak twierdzi również, że Syzyf jest tak naprawdę człowiekiem szczęśliwym. Mimo bezsensowności swojego zadania, po prostu je akceptuje i wykonuje dalej. Arthur podobnie jak Syzyf po prostu przyjmuje do wiadomości, że planeta na której żył przestała istnieć (martwiąc się tym tylko przez chwilę) i daje się ponieść Fordowi w galaktyczną przygodę. Nie próbuje szukać sensu w tym wszystkim co zaszło. Staje się to dla niego nieistotne bo wie, że go tego sensu już nie ma.

W swej książce Douglas Adams dokonał rzeczy niezwykle trudnej, jaką jest połączenie czystej rozrywki z intelektualnym rozkminianiem sensu życia. Te dwa najważniejsze aspekty książki sprawiają, że jej lektura jest warta spróbowania. Będzie to wyborna podróż, na którą oczywiście trzeba będzie zabrać ręcznik (dlaczego? – wyjaśniania szukajcie w książce).

  • cyt.: D. Adams , Autostopem przez galaktykę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *