Dorwać Gunthera- ̶Z̶a̶b̶ó̶j̶s̶t̶w̶o̶ Samobójstwo kariery Schwarzeneggera

Nikomu kto dorastał w latach 80 i 90 nie trzeba przedstawiać legendarnego Arnolda Schwarzeneggera.  Niestety, podobnie jak każda dawna gwiazda kina akcji nie cieszy się już taką popularnością. Killing Gunther, w Polsce przetłumaczony jako Dorwać Gunthera zapowiadany był jako pastisz kina akcji i swego rodzaju hołd dla aktora.

Tytułowy Gunther (Arnold Schwarzenegger) jest najsłynniejszym, żyjącym płatnym zabójcą. Wielu młodych, ambitnych kolegów po fachu pragnie go zabić i odebrać jego tytuł. Jednym z nich jest Blake (Taran Killam, pełniący jednocześnie funkcję reżysera i scenarzysty), który razem z ekipą utalentowanych (?) cyngli organizuje zamach.

Dorwać Gunthera nie jest typowym akcyjniakiem, tylko czarną komedią z elementami akcji zrealizowaną w konwencji found footage. Wydarzenia obserwujemy z perspektywy ekipy filmowej nagrywającej dokument o zabójstwie Gunthera, który miałby służyć Blakeowi jako swego rodzaju trofeum. W owym paradokumencie zagłębiamy się w podziemny świat płatnych zabójców (oczywiście w mocno podkolorowanej wersji). Ekipa którą poznajemy składa się z różnych, specyficznych indywiduów – mamy specjalistów od trucizn, materiałów wybuchowych, hakowania, człowieka obdarzonego mechaniczną ręką itd.

Zwiastuny nie napawały optymizmem. Zapowiadały raczej tanią, głupią i mało śmieszną komedię sensacyjną z Arnoldem Schwarzeneggerem. Czy zapowiedzi przełożyły się na jakość filmu?

Foto: IMDb

Kino klasy B to mało powiedziane

Film wygląda wyjątkowo tanio i amatorsko, jednak nie w sposób w jaki konwencja found footage by tego wymagała. Pomijając gadające głowy, prawie w ogóle nie czuć, że oglądamy paradokument. Klimat psują m.in. liczne, fatalne, wyraźnie wygenerowane komputerowo efekty specjalne. Wszelkie efekty tryskającej krwi, wybuchów i postrzałów są w CGI na poziomie serii Sharknado. Dorwać Gunthera nawet nie potrafi udawać konwencji paradokumentu. Poza efektami pojawia się cała masa zabiegów filmowych psujących poczucie found footage – zbyt statyczna praca kamery, konwencjonalny montaż, brak jakichkolwiek niedoskonałości w obrazie i dźwięku, oraz podkład muzyczny. Ani przez moment nie czuć, że mamy do czynienia z pseudo dokumentem, twórcy w żaden ciekawy sposób nie wykorzystują konwencji.

Humor tak głupi, że głowa boli

Dorwać Gunthera jest bardzo prostacką, mało pomysłową komedyjką. Humor często ogranicza się do zwykłego rzucania bluzgami, przestarzałych i oklepanych gagów sytuacyjnych, czy żartach o wymiotowaniu. Niemal każdy dowcip jest przewidywalny, pozostawia nas w najlepszym przypadku obojętnym, a w najgorszym (i najczęstszym) zażenowanym. Równie kiepsko jest z bohaterami. Film stara się przedstawić Blakea i jego ekipę jako zbieraninę dziwaków i nieudaczników, która w zamyśle miała dostarczać masę humoru wynikającego z ich charakterów i profesji. Może w przypadku lepszego reżysera i scenarzysty by tak było. W praktyce żadna postać nie jest zabawna, ani przez moment. Każdego z nich można opisać 1-2 słowami, wszyscy są chodzącymi archetypami które oglądaliśmy w filmach tysiące razy. Zamiast bawić, irytują. Z każdą minutą oglądanie ich robi się coraz bardziej męczące i tylko czekamy na pojawienie się Arnolda Schwarzeneggera.

Foto: IMDb

Arnold? Jaki Arnold?

Pewnie każdy po zwiastunach przewidywał, że to nie będzie najlepszy film, ale wiele można wybaczyć kiedy oglądamy Arnolda Schwarzeneggera. Żaden z niego wybitny aktor, ale swoją charyzmą i poczuciem humoru niemal zawsze potrafi uprzyjemnić seans. Niestety, cała kampania marketingowa to jedna, wielka bzdura. To nie jest historia Gunthera, tylko tej żenującej bandy nieudaczników polującej na niego. Nie widzimy tytułowego zabójcy ani po pierwszych 30 minutach, ani nawet po pierwszej godzinie, tylko w samy finale filmu. Nie przesadzam, przez pierwsze 70 minut ani przez chwilę nie zobaczymy Schwarzeneggera wokół którego w ogóle kręcił się cały marketing.

Kiedy aktor faktycznie pojawia się na ekranie, jest najjaśniejszym (a właściwie jedynym) punktem całego filmu. Arnold ponownie udowadnia, że posiada duży dystans do samego siebie, potrafi bawić się swoim wizerunkiem – odnosi się zarówno do swoich kultowych ról (rzucając parę znanych one-linearów), jak i życia prywatnego (mieszkanie w Kalifornii, austriackie korzenie). Sceny z udziałem gwiazdora są głupie, ale dzięki jego charyzmie na swój sposób pocieszne. Niestety, ale pierwsze 70 minut filmu były do tego stopnia beznadziejne, że nawet najwybitniejsza kreacja aktorska nie była by w stanie uratować seansu.

Podsumowanie.

Dorwać Gunthera wygląda jak kiepski, pełnometrażowy, amatorski filmik na YouTubie w którym gościnnie wystąpił Arnold Schwarzenegger. Zdecydowana większość seansu to absolutna nuda, pełna żenujących żartów, na dodatek fatalnie zrealizowana. Pozostaje mieć nadzieję, że aktor jak najprędzej wróci na właściwe tory, a Taran Killam nie zbliży się więcej do żadnego filmu.

Ocena: 2.5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *