Kendrick Lamar – King Kunta

dnia

W jednej ze scen pochodzących z teledysku do utworu HUMBLE Kendrick stoi pod obdrapanym mostem. Na nosie spoczywają okulary, a na twarzy gości mina intelektualisty. Na drugim tle znajdują się inni „niggas” w typowym dla siebie stroju. Trudno o bardziej autoironiczną, ale także i cholernie trafną auto-diagnozę. Czy K-Dot, artysta który rozpala tą dekadę do czerwoności rzeczywiście na to zasługuje?

Wizyta w Białym Domu, 11 nominacji do Grammy oto pokłosie poprzedniego albumu Kendricka. Album, na którym padały ważne nazwiska i ważne tematy. Kiedy w 2015 r. nagrywasz płytę na której przewijają się nazwiska 2Paca i Martina Luthera Kinga to musisz być pretensjonalny. Chyba że nazywasz się Kendrick Lamar. Z tego powodu znacznie bardziej lubię wracać do lżejszych płyt Kendricka, czyli Section 80 i Good Kid m.a.a.d. city. Na tych płytach kontekst społeczny nie przykrywa w znaczącym sposobie dobrych utworów. Kiedyś mój znajomy powiedział o To Pimp a Butterfly: „To jest tak podniosłe i nadęte, że aż wstyd pierdnąć”. Nie mógłbym się bardziej zgodzić.

Naprawdę łatwo zapomnieć o warstwie muzycznej jeżeli mowa o Kendricku. Przywołać tutaj można jego równie jaskrawego kolegę czyli Kanye Westa. W obu przypadkach mówmy o artystach, których dzieła są niejako dodatkiem do ich imageu. Oboje są świetnymi muzykami, którzy nagrywają fantastyczne płyty, ale kiedy ich nazwiska padają w dyskusji  to tytuły ich utworów pojawiają się dopiero po kilku minutach rozmowy. Ich wyraziste osobowości  to jednocześnie ich największy problem.

Więc czy Kendrick rzeczywiście zasługuje na miano muzycznego króla tej dekady? Sam muszę przyznać iż sądzę, że raper jeszcze nie nagrał płyty, która by potwierdziła go jako wielkiego artystę, uczyniła go nieśmiertelnym za życia, wytoczyła nowe kierunki i  końcu wpisała go do panteonu największych. Jednak Kendrick już jest jednym tchem wymieniany obok Notoriusa B.I.G. czy Wu Tang Clanu. Pomagają tu te społeczne koneksje. Czy używanie terminu aktywista-muzyk to dzisiaj klucz do sukcesu. Czy po latach będziemy pamiętać słowa nie płyty?

Odpowiedź brzmi nie. Wystarczy spojrzeć na Davida Bowiego, którego status legendy umacniały bardziej kolejne stylistyczne mariaże, nie płyty, które co prawda były innowacyjne, ale nie przez to pamiętamy Brytyjczyka. Zresztą to my kreujemy sposób słuchania muzyki, artyści się dostosowują. Dzisiaj o albumach mówi się w wąskich kręgach wtajemniczenia. W szerszym gronie zainteresowania znajdują się single, za to wszyscy wiemy z kim sypia Kanye West. Należy sobie zadać pytanie kto może być bardziej reprezentatywny dla tej dekady. Na początku XXI wieku Radiohead zwiastowało koniec świata.W tej dekadzie Kendrick zapewnia nas że wszystko będzie w porządku. Taki obrót sprawy.

Za  tydzień będziemy mieli okazję posłuchać  nowego albumu Kendricka Lamara. Płyta na której będą gościć między innymi U2 (sic!) i James Blake może nam sporo wyjaśnić w kwestii muzycznego emploi artysty. Jak na razie najlepszym obrazkiem podsumowującym karierę muzyka jest wspominany już koncert w Białym Domu, gdzie K-Dot radośnie rapuje „two bullets in my uncle Tony’s head”. Afroamerykanie radośnie podskakują do tych słów. Dla tych ludzi Kendrick już jest mesjaszem.

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *