To ja, to moja rodzina, to mój dom – „Widnokrąg” w Teatrze Żeromskiego

Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie? Czy w tym wspomnieniu jest bliska Ci osoba? Może to jakieś miejsce lub rzecz? To dobry czy zły moment? Co wywołuje ta klisza w pamięci? Często do niej wracasz? Wszystkie te migawki z przeszłości – zapachy, kolory, konkretne przedmioty – mają często niesamowitą moc przenoszenia nas do minionych wydarzeń i związanych z nimi obrazów. Odtwarzanie ich co jakiś czas może mieć nawet terapeutyczny potencjał. W końcu… kto nie stawia sobie pytań o własną tożsamość?  

fot. Krzysztof Bieliński

Powielę więc na początku słowa Wiesława Myśliwskiego, a zarazem słowa, którymi w zgodzie z książką rozpoczyna swój spektakl Michał Kotański: Ten mały, chuderlawy człowieczek na fotografii, o wytrzeszczonych oczach, w gabardynowym, jakby za dużym płaszczu i przygniecionym, jakby za dużym kapeluszem – to mój ojciec. Obok niego, w granatowym marynarskim ubranku z krótkimi majtkami, w marynarskiej białej czapce na głowie, w sandałkach i podkolanówkach – to ja. Matki nie ma z nami. Więc pewnie to niedziela. […] Matka prawdopodobnie gotuje obiad, bo cóż by mogła innego robić w tę letnią, słoneczną niedzielę, jak to widać na prześwietlonej słońcem fotografii (Widnokrąg, Wiesław Myśliwski, Warszawa 1996).

fot. Krzysztof Bieliński

Te proste słowa otwierają opowieść, która zarówno u Myśliwskiego, jak i Kotańskiego będzie powoli płynąć, tonąc w szczegółach, które na ogół nie mają dla nas takiego znaczenia. Może nie mają teraz. Ale w pamięci, z tyłu głowy, zapamiętujemy fakturę materiału, kolor nieba czy grymas twarzy bliskiego.

Pierwsza rzecz najbardziej zauważalna to minimalizm scenografii. To zaledwie dwa ruchome ekrany, na których co chwila zmieniają się projekcje, w zależności od miejsca, o którym w danym momencie się mówi. Oprócz tych ekranów są też drzwi, które stają się uniwersalnym symbolem i przejściem do wielu pomieszczeń rozmieszczonych przecież u Myśliwskiego w różnych częściach kraju. Pojawia się jeszcze duży drewniany stół i łóżko. Wystarczająco, by przekonać widza o zmianie przestrzeni.

fot. Krzysztof Bieliński

Na więcej uwagi zasługuje tutaj rola Wojciecha Niemczyka − to on prowadzi widzów jako narrator, czyli dorosły już Piotr, główny bohater Widnokręgu. Z wielką lekkością rysuje przed wszystkimi obraz swojej rodziny, znajomej wsi czy też miasta, w którym zamieszkał z rodzicami po przeprowadzce. Rozczula się nad kogutem, który w każdą niedzielę był na obiad. Cyzeluje pojedyncze słowa, okrążając stół, przy którym właśnie rodzina spożywa posiłek. Komentuje to tak, jakby właśnie oglądał emocjonujące wydarzenie wielkiej rangi. Jednak z tymi emocjami pozostaje sam – przecież to tylko dalekie wspomnienie z dzieciństwa.

fot. Krzysztof Bieliński

Cały spektakl to coś na kształt ruchomych obrazów, które ułożone w logiczną konstrukcję bez problemu pozwalają odnaleźć się w długiej historii. Z jednej strony dobrze, że powstała taka uniwersalna opowieść na scenie, która nie dzieli widowni na pokolenia, fanów czy sceptyków teatru. Z drugiej jednak… nie mogę nie powiedzieć, że jest to zwyczajnie poprawnie zrobiony spektakl, bez szczególnych dodatkowych interpretacji reżysera. Wyraźnie da się odczuć szacunek Kotańskiego do Myśliwskiego − pisarz był nawet obecny na premierze.

Być może dzieła o poszukiwaniu swojej tożsamości powinny takie być – trochę dla wszystkich, oparte na schematach zrozumiałych dla wielu pokoleń, gdzie twórcy nie wpychają na siłę odbiorcy ich własnej wizji, ale budują historię, bazując na uniwersalnych obrazach. Lubisz wracać do przeszłości? Możesz to zrobić w Kielcach na Widnokręgu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *