Irytujące sytuacje w mieście

Kierowca w większych miastach potrafi zostać wyprowadzony z równowagi z co najmniej kilku różnych powodów. Sytuacji w których łatwo można się zirytować sporo jednak wymienię te najbardziej rażące. 

Zuchwali rowerzyści 

Też lubię pojeździć na rowerze, to fajny środek transportu i daje frajdę z jazdy, tylko mniej więcej połowa osób wsiadających na rowery sądzi, że to karoca Króla. Jedzie Wasz pan, macie mnie przepuścić. A co tam stanę sobie na środku skrzyżowania, może jeszcze napompuję dętkę, bo coś mało powietrza jest. Niektórzy ludzie wsiadając na rower tracą mózg, poczucie orientacji w przestrzeni i czują się panami drogi.

foto: flickr.com

Rowerzyści powinni jeździć po chodnikach i ścieżkach rowerowych. Chyba, że masz taki rower, który toleruje tylko gładkie jak stół powierzchnie, jesteś kolarzem, albo chodnik zwyczajnie nie nadaje się do przejazdu po nim. Sam jeżdżąc w mieście rowerem poruszałem się chodnikami, bo tak jest po prostu szybciej i wygodniej. Stałem raz za gościem na rowerze na skrzyżowaniu. Facet stał i czekał na zielone światło, chociaż mógł zwyczajnie ominąć skrzyżowanie przejeżdżając chodnikiem. Jak jedziesz po drodze, to jedź z mózgiem. W przeciwnym wypadku Twoja droga może się diametralnie skrócić.

Maratony i bezsensowne marsze

Dlaczego maratony odbywają się w dużej mierze w miastach? Wychodzę z założenia, że chodzi o widownię i nic więcej. Żeby był większy rozgłos, a Ciebie biegnącego w jaskrawych nike’ach mogli potem podziwiać znajomi na facebooku, widząc Twoje niezwykłe poświęcenie w przebiegnięciu 2 km. Bo niby kto Ci przyjedzie do wygwizdajewa górnego, żeby się spocić i wypluć płuca na leśnej trasie, gdzie nikt tego nie zobaczy. Sponsorzy tylko stracą kasę rozkładając bannery między drzewami, bo reklama dotrze tylko do okolicznych wiewiórek. Gdyby jeszcze biegali po chodnikach, to nie miałbym żadnych zastrzeżeń, ale blokowanie ulic tylko po to, żeby gromada ludzi mogła sobie pobiec nie ma najmniejszego sensu i doprowadza do szybszego siwienia gości spieszących się do pracy, domu czy innych mniej lub bardziej istotnych miejsc.

foto: flickr.com

Maratony to jeszcze nic przy takiej paradzie równości. Krew mnie zalewa jak widzę tych pseudofacetów proszących się o uwagę w leginsach z przyczepionymi gumowymi pachołkami na czole. Nikt Wam nie włazi do łóżka i nikogo nie interesuje co robicie, z kim i dlaczego. Nawet to co chcecie mieć pomiędzy nogami jest wyjątkowo nieinteresujące.  Tak zwyczajnie większość ma to gdzieś, bo mają większe zmartwienia. Celebrowanie swoich związków poprzez zamykanie ulic i paradowanie z kolorowymi parasolkami to nic innego jak utrudnianie życia innym uczestnikom ruchu drogowego. Nawet nie próbujcie komentować, że jestem nietolerancyjny. To słowo zostało rozszarpane na strzępy nad czym bardzo ubolewam.

Dziurawe drogi i ślamazarne remonty

O stanie naszych dróg już powiedziano chyba wszystko, więc jest to raczej przypomnienie, że ich stan w pewnych regionach przypomina pobojowisko. Jadąc taką ścieżką masz tylko w głowie 2 pytania. Ogólne, odnoszące się stanu nawierzchni „dlaczego” oraz pytanie rzucone w stronę Twojego samochodu „ciekawe co z moim zawieszeniem”. Najbardziej jednak wkurzające jest podejście przedsiębiorstw, urzędów itp. odpowiedzialnych za naprawy dróg.

foto: flickr.com

Najpierw postawią pachołki albo zamkną pół ulicy, żeby przez następne 2 tygodnie kompletnie nic się na niej nie działo. Oczywiście remont kilometrowego odcinka trwa zazwyczaj od dekady do tzw. poziomej ósemki. Jak już 4 pokolenie budowlańców ukończy odcinek, to jest on przejezdny przez około miesiąc, następnie ponownie zamknięty i rozkopany, bo im się przypomniało, że trzeba rury kanalizacyjne wymienić. Dodatkowo lepiej byłoby jeżeli jest to możliwe, przeprowadzać remonty w nocy, a najlepiej w systemie 3 zmianowym. Jeżeli nie byłoby dokładnie, to przynajmniej szybko.

Flegmatyczni kierowcy

To jest chyba numer jeden na mojej liście. Mogę stać 2 godziny w korku, jeździć po dziurawych jak ser drogach czy wymijać niezdecydowanych rowerzystów lecz nic tak nie wyprowadza z równowagi jak samochód przed nami jadący ultra wolno lub wykonujący dany manewr trzy lata w zawieszeniu na pięć. Nie mówię o sytuacjach kiedy możesz takiego delikwenta wyprzedzić, bo wtedy nie ma problemu. Rodzi się on, gdy nie możliwe jest wyprzedzanie i musisz toczyć się za takim leniwcem z prędkością emeryta z balkonikiem. Skręca jakby układ kierowniczy był z betonu, a koła z kamieni. Taki trochę Flinston.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *