Prawdziwa historia – Najgorszy film Romana Polańskiego?

Trudno o równie prestiżowego, polskiego reżysera co Roman Polański. Szczególnie dużym uznaniem cieszy się wśród miłośników thrillerów psychologicznych. Jego najnowszy film, Prawdziwa historia jest swego rodzaju powrotem do korzeni.

Delphine Dayrieux (Emmanuelle Seigner) jest powszechnie rozpoznawalną i cenioną pisarką, która cierpi na brak weny twórczej. W trakcie podpisywania autografów spotyka swoją wielką fankę, tajemniczą kobietę przedstawiającą się jako Elle (Eva Green), która z czasem zaczyna coraz mocniej przywiązywać się do Delphine i wpływać na jej życie. Główna bohaterka stopniowo czuje się przez nią zniewolona, w jej życiu zaczyna dochodzić do niepokojących wydarzeń.

Jednym z najczęściej powtarzających się motywów w filmach Romana Polańskiego (szczególnie na samym początku jego kariery) jest paranoja. Zarówno jego debiut, czyli Nóż w Wodzie, ale także zagraniczne produkcje jak Wstręt, Dziecko Rosemary i Lokator skupiały się na małej grupie bohaterów (lub nawet pojedynczym bohaterze) zamkniętych w niewielkiej przestrzeni, którzy powoli zaczynali popadać w obłęd i tracić kontakt z rzeczywistością. Prawdziwa historia zdecydowanie wpisuje się w to.

Film przypomina swego rodzaju koszmar senny artysty-celebryty. Główna bohaterka jednocześnie cieszy się sporym uwielbieniem, ale także krążą wokół niej kontrowersje przez które dostaje liczne listy z pogróżkami i krzywdzące komentarze na forach internetowych. Czuje presję i ma problemy ze stworzeniem kolejnego dzieła. Jednak najbardziej niepokojąca okazuje się najwierniejsza fanka grana przez Evę Green. Jest tajemnicza, jej pochodzenie i intencje do samego końca nie będą pewne. Nachodzi Delphine, pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, zdaje się obserwować swoją idolkę i manipulować jej życiem. Z każdą minutą główna bohaterka czuje się coraz bardziej przytłoczona i zaczyna powoli miewać problemy z stanem emocjonalnym, nachodzą ją niepokojące koszmary senne.  Rośnie poczucie zaszczucia, niepewności i zagrożenia… przynajmniej teoretycznie.

Foto: IMDb

Prawdziwa historia upadku artysty

Roman Polański chociaż wraca do swoich ulubionych tematów, nie posiada już tej samej wprawy i energii co dawniej. Chociaż technicznie prezentuje się nad wyraz dobrze, gorzej niestety jest z całą resztą. Podczas tworzenia thrillera psychologicznego, zwłaszcza poruszającego temat paranoi i szaleństwa kluczowe jest wiarygodne wykreowanie bohaterów. Musimy uwierzyć w postacie i w ich stan psychiczny. Niestety tutaj tego zabrakło.

Polański próbuje stopniowo budować napięcie, poczucie obłędy, powoli odsłania kolejne karty dotyczące bohaterek i relacji między nimi. Brzmi to dobrze na papierze, ale w praktyce zabrakło jakichkolwiek subtelności. Od samego początku Elle wygląda na groźną, nieobliczalną osobę. Im częściej się pojawia na ekranie, tym częściej widzimy ją w przesadnie niepokojących ujęciach na tle przedramatyzowanej muzyki Alexandra Desplat. Sam wybór aktorki wydaje się zbyt oczywisty, ponieważ Eva Green już od kilku lat jest kojarzona z postaciami demonicznych i nieobliczalnych kobiet.

Zachowanie i sposób myślenia bohaterek daleki jest od wiarygodności. Nie potrafimy zrozumieć motywacji Delphine, dlaczego tak szybko zaprzyjaźnia się z Elle i obdarza ją wielkim zaufaniem mimo licznych, podejrzanych znaków. Relacja między nimi jest poprowadzona sztucznie, nie potrafimy uwierzyć w nią. Główna bohaterka nie wzbudza żadnej sympatii, przez cały czas widzimy ją tylko zmęczoną, sfrustrowaną na cały świat i naiwnie wierzącą we wszystko co postać Evy Green mówi. Nie pomaga w tym przedramatyzowane aktorstwo, które momentami tworzy niezamierzenie komiczny efekt jak np. reakcja Delphine i Elle w trakcie czytania hejtów na Facebooku. Stan psychiczny protagonistki dodatkowo obrazują sekwencje snu, oparte na zbyt dosłownej symbolice i kiczowatych efektach specjalnych.

Foto: IMDb

Przewidywalne szaleństwo

Roman Polański niegdyś odkrywał nowe horyzonty, tworzył pomysłowe thrillery badające mroczne zakamarki ludzkiego umysłu. Tutaj niestety tylko powiela tropy i rozwiązania znane z jego własnych filmów, albo thrillerów które sam zainspirował. Mamy tutaj zarówno pomysłu żywcem wzięte Dziecka Rosemary, ale także Misery, albo Elle. Jest to do tego stopnia widoczne, że praktycznie można czekać i zgadywać jakim filmem twórcy będą inspirowali się w kolejnej scenie. Towarzyszy nieustanne poczucie odtwórczości. Twisty fabularne są nie tylko przewidywalne i oklepane, ale momentami też pozbawione sensu z perspektywy całej historii. Wiele zwrotów akcji wynika z mocno naciąganych zbiegów okoliczności.

Reżyser każe traktować swój film z całkowitą powagą, ale niestety wszystko jest do tego stopnia wtórne i przerysowane, że przypomina pastisz. Idiotyczne zachowanie Delphine i antagonistki, przedramatyzowane aktorstwo, absurdalne zbiegi okoliczności, przesadnie ilustracyjna muzyka, ujęcia Evy Green rodem ze starych horrorów, albo kiczowate sekwencje snu – to wszystko nie pozwala traktować Prawdziwej historii zbyt poważnie. Przez pierwszą połowę film nawet śmieszy swoją nieudolnością, ale im dalej w las, tym seans coraz bardziej się dłuży. Tempo akcji jest zbyt powolne, pełno tu pobocznych wątków, które niczemu nie służą i do niczego nie prowadzą.

Podsumowaine

Prawdziwa historia miała być dla Romana Polańskiego powrotem do korzeni, a zamiast tego przypomina tanią podróbkę stworzoną przez debiutanta. Jest zbyt przewidywalny, absurdalny i przerysowany, praktycznie w każdym aspekcie. Sceny które miały niepokoić i trzymać w napięciu, prędzej wzbudzają uśmiech politowania. Jest to zdecydowanie najgorszy film w dorobku reżysera.

Ocena: 3,5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *