HISTORIA NIEJEDNEGO ROZKŁADU. „Edyp Tyran” w Teatrze im. Wilama Horzycy

dnia

Wydaje się nam czasem, że w sztuce chaos jest mile widziany – bo z tego zamętu rodzą się emocje i namiętności, uwidaczniają się ludzkie lęki, na wierzch wychodzą głęboko skrywane ambicje i marzenia. Zdaje się także, że ten nieład powinien decydować o głębokim indywidualizmie twórczym. Nic bardziej mylnego. Chaos jest dobry wtedy, kiedy w pewnym momencie możemy powiedzieć „stop” i zacząć porządkować rozrzucone elementy. Kiedy coś, co było w oderwaniu od rzeczywistości nagle nabiera sensu na tle innych komponentów. Tego przede wszystkim zabrakło w toruńskim spektaklu „Edyp Tyran” – porządku – w reżyserii Wojtka Klemma, reżysera teatralnego, który przez długi czas był związany ze sceną niemiecką (głównie berlińską) i co godne podziwu – pełniącego funkcję asystenta samego Franka Castorfa w latach 2002-2005.

fot. Monika Stolarska

Znajdujemy się w przestrzeni łączącej w sobie wiele odniesień – z jednej strony kształt budynku, który mógłby być tebańskim pałacem, z drugiej – strefa industrialna z wykorzystaniem aluminium. Stonowana kolorystyka też daje dodatkową możliwość – bo sama scenografia gra dużą rolę w tej realizacji, będąc jednocześnie jednym z głównych bohaterów i cichym obserwatorem, pozwalającym skryć się postaciom w swoim wnętrzu. Daje pewne przekonanie o monumentalności, które powinno w nas wzbudzić szacunek do miejsca oraz szczególnego rodzaju świętość. Ale wiadomo – nic świętego się tam nie wydarzy.

fot. Monika Stolarska

O ile sama scenografia i ogólnie strona wizualna dają jeszcze nadzieję na uwspółcześnioną wersję mitu o królu Edypie, która faktycznie będzie opowieścią o władzy, o gnijącym państwie, o człowieku skazującym siebie za popełnione czyny, ale nie w udrapowanych na ciałach aktorów prześcieradłach – to niestety pozostałe (a zasadnicze) elementy… leżą. Stroje zaakceptuje każdy uczestnik kultury popularnej, może nawet wskaże z jakiego sklepu pochodzą ubrania, albo jeszcze lepiej – stwierdzi, że w szafie ma podobny dres lub koszulę.

To, co na starcie zabiera twórcom możliwość uporządkowania tego, co będzie się działo na scenie, to połączenie kilku tekstów, wypowiedzi, wyobrażeń… I pomyślicie – przecież to dzisiaj „normalne” na deskach teatralnych. I zgadzam się z tym – ale tylko wtedy, jeśli jest to logiczne, zrozumiałe i opiera się na świadomym wyborze.

fot. Monika Stolarska

Tekstem wyjściowym jest oczywiście „Król Edyp” Sofoklesa – dzieło znane każdemu jeszcze ze szkoły, kiedy zachodzące między bohaterami relacje wydawały się nam czystą fantastyką i abstrakcją. Autorzy pozwolili sobie na zmianę tytułu i przeniesienie środka ciężkości ze słowa „król” na „tyran” – dzisiaj jednoznacznie kojarzącego się negatywnie, a pierwotnie oznaczającego po prostu władcę. I wydaje się, że w tym miejscu zaczęły się problemy.

Powstał kolaż z kilku tekstów generalnie odnoszących się do pojęcia rządzenia, do relacji (głównie na linii ojciec – córka) oraz w miarę świeżych aluzji politycznych. Znajdziemy tu m.in. cytaty z „Króla Leara” Szekspira czy Coetzee’go „W sercu kraju”. Niestety dobranie tych utworów i zestawienie ich ze sobą nie spełniło swojej funkcji – do pierwszego rozkładu doszło już tutaj. Nie tylko państwo Edypa uległo rozkładowi – ale także przeprowadzenie spektaklu wokół jednego łączącego motywu.

I wszyscy się w tym pogubili – bo na dodatek widzom została podana zsyntetyzowana wersja o polskiej polityce – czyli kilka fraz wypowiedzianych  przez Jarosława Kaczyńskiego wrzuconych w całą akcję. Coś o kotach, coś o byciu podrzutkiem, coś o zdradzieckich mordach… Wśród tego chór, czyli dzieci Edypa trochę tańczący, trochę śpiewający – ale nie antyczne partie pochodzące z tragedii, tylko raz chrześcijańskie piosenki, raz znane wszystkim utwory – np. „Hej, sokoły”.

fot. Monika Stolarska

Cóż, ta realizacja nie należy do moich ulubionych, delikatnie mówiąc. Jeśli ktoś chce – niech zobaczy historię o niejednym rozkładzie – jak rozłożyć na łopatki kilka dobrych tekstów, jak pozwolić zagubić się dobrym aktorom, jak marnuje się scenografia o dużym potencjale… Była to opowieść o procesie rozpadania się – jednak nie państwa Edypa, ale twórczej wizji, nad której chaosem nikt nie zapanował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *