Hereditary – Szepty i krzyki

Historia lubi się powtarzać. Ten truizm to jeden z potencjalnych tematów do dyskusji o filmie Ariego Astera, ale nie tylko. To może być także komentarz do przyjęcia owego horroru przez widzów, co wpisuje się w pewną, zauważalną od dawna, tendencję. Wychodzi ciekawy artystycznie, unikający schematów film grozy – krytycy pieją z zachwytu, zwyczajni widzowie kinowi wychodzą rozczarowani z pytaniem pt.: „Co to w ogóle było?”, na ustach. Noty mówią same za siebie – 87 na Metacriticu, D+ od publiczności na Cinema Score. W czym problem?

Ciężko mi się wypowiadać w imieniu niedzielnego widza, ponieważ sam nigdy nie byłem fanem gatunku w najbardziej ludycznym rozumieniu „pójścia na straszny film”. Taki rodzaj rozrywki nie tylko nigdy nie był dla mnie szczególnie atrakcyjny, a zwyczajnie nieskuteczny. Konwencjonalne techniki straszenia, obrzydzania szybko przyswajałem i równie szybko mnie nudziły. Dlatego zawsze doceniałem filmy, które grały przede wszystkim atmosferą i implikowanymi znaczeniami – stawały się przerażające, gdy naprawdę zaczynaliśmy myśleć o tym, co zobaczyliśmy.

Także będąc zdania, że ostatnie kilka lat były dla horroru, być może najciekawszymi w krótkiej historii kina, trudno mi będzie zrozumieć perspektywę rozczarowanego zapaleńca. Mając nie tylko tak interesujące filmy jak Pod skórą czy Czarownica, a także bardziej komercyjnie strawne, a też pomysłowe Ciche miejsce, nie widzę powodów, by kręcić nosem. Nie rozumiem potrzeb widzów w przywiązaniu do schematów i oczekiwaniu jednoznacznych rozwiązań. Nie zrozumiem, ale mogę wyjaśnić, dlaczego tak bardzo podobało mi się Hereditary.

Foto: Den of Geek

Zgon na pogrzebie

Film otwiera tekst nekrologu, informujący nas o śmierci Ellen Graham, osierocającej  zamężną córkę Annie (Toni Collette), z dwójką wnucząt. Ten wycinek z gazety będzie prawdopodobnie najbardziej obiektywną informacją, jaką uzyskamy z narracji.  Zaraz potem oglądamy na dużych zbliżeniach, drobiazgowo wykonane dioramy scenek z życia rodzinnego, tak bliskie życia, że w końcu jedna niezauważalnie morfuje się w rzeczywiste, nieprzeskalowane wydarzenie. Dochodzi do pogrzebu, jednak to, co dzieje się w rodzinie nie przypomina ortodoksyjnych wyobrażeń żałoby. Śmierć seniorki zdaje się przynosić coś pomiędzy niejasnym niepokojem, a ulgą.

Film od samego początku macha nam przed nosem standardowymi, horrorowymi kliszami. Jest córka Annie, Charlie (debiutująca, bardzo dobra Milly Shapiro) – typowa krypna dziewczynka z niepokojącymi wizjami, alergią – przedwczesną strzelbą Czechowa, oraz tendencją do kląskania, która może okazać się czymś więcej niż tikiem nerwowym. Martwe zwierzęta jako zły omen? Też są. Odnalezione książki z zagadkowymi wiadomościami i dziwnymi językami? Miła, starsza pani z sąsiedztwa, z zainteresowaniami spirytystycznymi? Chyba wiem, dokąd to wszystko zmierza…

Foto: IMDb

Nie oglądaj się teraz

Wasze wszystkie podobne założenia zostaną bardzo szybko zdemontowane i przekształcone, w formę nierozpoznawalną. Owszem, film skorzysta z co najmniej kilku oczekiwanych chwytów, rozwiązań nam znanych, ale zawsze zabierze się do sprawy w zupełnie nieoczekiwanym momencie, na unikalny sposób. Kiedy już dojdzie do pierwszego, naprawdę makabrycznego wydarzenia, będziemy oczekiwać, że to początek ciągu kolejnych koszmarów. Ale nie, film robi  nam coś gorszego. Zamiast wykorzystać ten pierwszy policzek jako wstęp, przygotowujący nas na kolejną serię wstrząsów, Aster siłą wpycha nam owe zdarzenie do gardła i nakazuje nam trawić cały jego bagaż, wraz z bohaterami. Nie szczędzi nam niczego z ich traumy – raz będzie psychologiczny suspens niewypowiedzianych brudów emocjonalnych, jak u Bergmana, innym razem rozpaczliwy tragikomizm Lelanda Palmera padającego na grób córki w oryginalnym Twin Peaks. Całe spektrum przypadkowego teatru żałoby.

A propos teatru, to jeden z bohaterów, pomiędzy kolejnymi wypalonymi skrętami, uczy się o greckiej tragedii. Jeśli po zeszłorocznym Lanthimosie macie dość górnolotnych odwołań do fatum i ofiary z Ifigenii w filmach, to spokojnie, bo u Astera analogie są dużo luźniejsze i bezpretensjonalne. Niepozorny, wycofany syn Peter (zagrany boleśnie płaczliwie, ale celowo przez Alexa Wolffa), niczym eurypidesowski Herakles, o którym nie chce słuchać, ignoruje wszelkie znaki, zwiastujące tę tragedię skali pokoleniowej. W nurcie horroru, który reprezentuje Hereditary nie chodzi jednak tyle o los, spełniane boskie porządki, a o genetykę.

Foto: IMDb

Groza dziedziczna

Rodzina, której perypetie śledzimy, ma długą historię chorób psychicznych. W jednej scenie Annie z gorzkim dystansem wyrzuca wszystko grupie wsparcia – zmarła matka miała osobowość dysocjacyjną i demencję, ojciec cyklicznie w depresji, a brat był schizofrenikiem i anorektykiem. Kobieta wychodząc za mąż za „normalnego”, ale przy tym dalekiego od zrozumienia jej problemów Steve’a (minimalistyczny Gabriel Byrne), miała nadzieję uchronić swoje dzieci od toksycznych wpływów Ellen.

Mimo, że nie zobaczymy na ekranie nieboszczki we własnej osobie, wyposażonej w funkcje życiowe, można postawić tezę, że to ona jest główną bohaterką filmu, a jej obecność odczuwalna jest przez cały czas. Przemawia ona chociażby w niezwykle mocnej scenie rodzinnej kłótni, w której widzimy po reakcjach członków oraz subtelnych gestach i spojrzeniach Toni Collette, jak bardzo Annie zaczyna przypominać zachowaniem swoją rodzicielkę. Budowanie przez nią tych miniaturowych modeli chwil z życia, pozbawianie ich kontekstu, porządkowanie, kategoryzowanie, jakkolwiek kreatywne – nie pomoże.

Niewypowiedziany lęk przed upodobnieniem się do własnych rodziców, przodków, powtarzaniem ich błędów jest bardzo powszechny. Dlatego często bywał też przedmiotem zainteresowania twórców fantastyki grozy. Mamy oczywiście najbardziej klasyczny przykład w postaci kilkukrotnie adaptowanej Zagłady Domu Usherów Poe. Ale przypomnijcie sobie choćby dziwaczne Potomstwo Cronenberga, w którym nawet ubezwłasnowolnienie matki nie powstrzymuje „dziedziczonej przemocy” w manifestowaniu się w postaci karłów z tłuczkami. Albo przykład znany każdemu – Polański i Dziecko Rosemary. To w końcu także opowieść o kobiecie, która boi się, że jej dziecko z gwałtu będzie przypominało ojca. A że tatusiem może być sam Szatan, to już grubsza sprawa…

Foto: IMDb

Zło we mnie

Więc film Astera wpisuje się w pewną tradycję gatunkowej problematyki, podobnie jak zapożycza typowy sztafaż klątw, satanistycznych kultów i seansów spirytystycznych. Bierze te wszystkie elementy i tworzy z nich swoistą mikro-mitologię, odpowiednią dla świata przedstawionego. Faktem jest, że wszystkie te elementy właściwie do samego finału zostają gdzieś zepchnięte na trzeci plan. A jak już przychodzi do możliwych wyjaśnień, to mogą się okazać nieco niejasne i widz wyczekujący jednoznacznego rozwiązania fabuły może poczuć się oszukany.

Jednak film nigdy nie próbował udawać, że będzie tradycyjnym horrorem i stopniowo odkrywając przed nami tajemnice, zbuduje napięcie do klasycznego rozwiązania. Nie, od samego początku jesteśmy przygotowywani na oglądanie dramatu psychicznej degradacji rodziny, z perspektywy osoby/osób z zaburzoną percepcją rzeczywistości. Wszelkie elementy typowo gatunkowe mają bardziej na celu nas zdezorientować, zwiększyć odczucie niepewności do tego, co jest prawdziwe, a co wytworem chorego umysłu. Na tej właśnie niepewności, a także rozdzierającej niezdolności do radzenia sobie ze stratą, w akceptowalny dla otoczenia sposób, budowana jest groza opowieści, plus wspomniane lęki związane z dziedziczonymi cechami. Tylko widz naprawdę pozbawiony wyobraźni mógłby nie dostrzec, dlaczego coś bezpośrednio go dotyczącego, może być dalece bardziej przerażające niż oczekiwane, wyskakujące monstra.

Foto: IMDb

Horror a’la Bergman

Ale może po raz ostatni zaufajmy jeszcze wrażliwości widzów. Może jest jakiś powód, dla którego nie zauważają wszystkich tych intrygujących treści. Poziomów, na jakich ten film jest bardziej przerażający, niż większość zwyczajowo oglądanych. Może coś na poziomie formy, w jakiej film został podany nie siada?

Bo znowu, to jest bardzo autorskie dzieło. Także z własnym, nietradycyjnym sposobem realizacji. Podobnie jak w Czarownicy, też niezależnego studia A24, która eksperymentowała z naturalnym oświetleniem, tu również atmosferę zawłaszczają skąpe, posępne strumienie światła z pojedynczych lamp. Począwszy od wspomnianego już pierwszego ujęcia z dioramami, praca kamery Pawła Pogorzelskiego jest bardzo precyzyjna i opanowana. Każdy kadr to zalążek małego dzieła sztuki, powoli odkrywającego się przed nami. Próżno tu szukać łatwych środków w rodzaju trzęsawki kamery czy szybkiego montażu w bardziej żywiołowych momentach. Nawet u zenitu najbardziej intensywnej kłótni w filmie, kamera zachowuje równowagę, spokojnie rejestrując przebieg psychologicznego rozkładu, nie szczędząc nam ani jednego, rozpaczliwego gestu dialogujących.

Ponownie – jak ktoś lubi ciekawe, filmowe rozwiązania, pokocha to wszystko i będzie przykuty do ekranu przez całe dwie godziny z kawałkiem. Jeśli jednak widz jest przywiązany do tradycyjnych środków wyrazu, potrzebuje żeby emocje na ekranie były komunikowane w znajomy sposób, będzie zdezorientowany albo znudzony. Podobnie z tempem filmu, któremu absolutnie nigdzie się nie spieszy i poświęca fabularny pęd, na rzecz budowania postaci. Nieważne jak niesamowitą robotę aktorską robi cała obsada, z nieskończenie ekspresyjną Toni Collette na czele. Jeśli widz oczekuje straszaka o duchach, a dostaje tyleż egzaltowany, co introspektywny, dramat psychologiczny, z okultystycznymi dziwactwami, jakby na doczepkę, to niezależnie jak dobry by nie był –  nie doceni i rozczaruje się.

Foto: IMDb

Werdykt?

Hereditary to film bliski wybitności. Fantastycznie wyważony, przemyślany, doskonale zagrany i nieustannie zaskakujący. Wymaga jednak trochę innego typu wrażliwości, niż standardowy gatunkowiec, dlatego oglądanie go jako część ramówki „maratonu grozy” nie sprawdzi się. Jeśli jednak lubicie intrygujące eksperymenty w ramach przetartych ścieżek i uderzanie w bardziej wyrafinowane, podskórne lęki – nie zawiedziecie się.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *