Halloween – 40 lat później

Noc Halloween — czas, w którym ludzie ozdabiają domy upiornymi dekoracjami, organizują imprezy, a dzieci w strojach najróżniejszych straszydeł zbierają cukierki i robią psikusy. To także najlepszy czas na oglądanie horrorów, a co może być lepszego na Halloween niż seans… Halloween?

Święto Halloween ma takie szczęście, że na jego cześć powstał jeden z najlepszych i najbardziej przełomowych horrorów. Historia Michaela Myersa, psychopaty mordującego w noc Halloween zawładnęła masową wyobraźnią i w dużej mierze przyczyniła się do powstania nurtu kina grozy, jakim jest slasher. Halloween Johna Carpentera w przeciwieństwie do większości naśladowców pokroju serii Piątek 13-go nie stawiał na seks i przemoc, tylko budowaniu napięcia i atmosfery grozy. To było niesamowicie emocjonujące kino, pełne prostych, ale niezwykle pomysłowych rozwiązań na wywołanie strachu. Wprowadził także ikoniczne dla kina grozy postacie — poza Michaelem, był jeszcze dr Samuel Loomis (Donald Pleasance), oraz Laurie Strode (Jamie Lee Curtis).

Horror doczekał się aż 8 kontynuacji oraz 2 remaków, które budziły wśród widzów i krytyków mieszane opinie. Jedynym wyjątkiem jest najnowsza część.

 

Foto: Digital Spy

Stare nowe Halloween

Nowe Halloween obiera podobny kierunek, co wiele współczesnych filmów. Jest to requel — czyli sequel jednocześnie rebootujący pozostałe kontynuacje. Wszystkie części Halloween, poza jedynką zostały wymazane z kanonu. Michael Myers po masakrze z 1978 roku wrócił do szpitala psychiatrycznego. Laurie Strode nieudolnie próbowała ułożyć sobie życie — obecnie jest samotna, uznana za niepoczytalną, a jej stosunki z córką i wnuczką dalekie są od udanych. Wszystko przez jej traumę i obsesję na punkcie zamaskowanego mordercy — przez całe 40 lat czekała na jego powrót, aby ostatecznie się z nim rozliczyć. W końcu się doczekała.

Reżyser, David Gordon Green wspólnie z producentem, samym Johnem Carpenterem przywrócili klimat pierwszego Halloween, którego brakowało w każdej, dotychczasowej kontynuacji. Podobnie jak w pierwowzorze, akcja rozkręca się dosyć powoli. Film ponownie tworzy mroczną, tajemniczą aurę wokół Michaela. Znów wiemy o nim dokładnie tyle, co w części pierwszej — wiemy tylko, że jest ucieleśnieniem zła, którego jedynym celem jest zabijać. Dużą uwagę poświęcono oprawie. Ponownie zdjęcia są pełen długich, melancholijnych ujęć, w których widzimy postacie w wielkiej, pustej przestrzeni, co potęguje wrażenie niepokoju i odosobnienia. Jeszcze lepiej wypada ścieżka dźwiękowa autorstwa Carpentera. Nie tylko doświadczymy utworów doskonale znanych z serii, ale także zupełnie nowych, również opartych na oldschoolowych, syntezatorowych brzmieniach.

Innym czynnikiem składającym się na emocjonujący seans są postacie. To jeden z tych nielicznych slasherów, w których bohaterowie to coś więcej niż mięso armatnie. Laurie Strode, jej rodzina i parę innych postaci to pełnoprawni bohaterowie, z własnymi charakterami, przeszłością, posiadający ze sobą skomplikowaną relację. Nie są idealni, posiadają swoje słabości, ale są też na tyle wyraziści, że przekonują i budzą sympatię. Oczywiście, przoduje Jamie Lee Curtis. Jej bohaterka przechodzi bardzo podobną przemianę co Sarah Connor w drugiej części Terminatora — od niewinnej, przerażonej final girl, po twardą, nieugiętą (ale też niezrównoważoną i dręczoną traumą) wojującą matkę/babcię. Autentycznie wierzymy w jej emocje, determinację.

 

Foto: Quentin.pl

Film dla fanów (i nie tylko)

Halloween jest sentymentalną podróżą do części pierwszej. Wielokrotnie cytuje pierwowzór, rzucając ciekawymi nawiązaniami. Często bawi się konwencją, wywraca tropy fabularne znane z jedynki, oraz z masy innych slasherów. Potrafi zaskoczyć ciekawym zwrotem, rozluźnić atmosferę autentycznie zabawnym gagiem itd. Chociaż film ignoruje wydarzenia z poprzednich odsłon, nie znaczy, że ignoruje je całkowicie. A to koncepcja do złudzenia przypomina Halloween: 20 lat później, a to przewiną się gdzieś maski z Halloween 3: Sezon czarownic itd. Nawet groteskowa przemoc coś ma w sobie z filmów Roba Zombiego. To hołd nie tylko dla pierwszej części, ale i całego cyklu.

Wciąż jednak Halloween jest pełnoprawnym slasherem, aniżeli pastiszem, lub posthorrorem. Znowu mamy historię zamaskowanego psychopaty efektownie mordującego bandę nastolatków. Twórcy znaleźli złoty środek, między campowym slasherem a dobrym kinem grozy. Pierwsza połowa stopniowo buduje atmosferę i kreuje postacie, w drugiej otrzymujemy porządną mieszankę akcji, gore, a nawet czarnego humoru. Film ma wiele pomysłowych sekwencji, które autentycznie trzymają w napięciu. Reżyser dobrze wie, jak budować suspens, czego najlepszym przykładem jest finalne starcie Laurie z Michaelem — cholernie emocjonujące, efektowne i satysfakcjonujące.

I podobnie jak każdy inny slasher, rządzi się swoimi prawami, które po prostu trzeba zaakceptować. Michael Myers jak w każdej części (i większość innych slasherowych morderców) jest obdarty z ludzkich cech, ma siłę i wytrzymałość mocno przewyższającą przeciętnego człowieka, a bohaterowie potrafią zachowywać się nielogicznie i popełniać głupie błędy. Nadal mamy do czynienia ze schematami, w których ktoś zlekceważy zagrożenie, tylko po to, aby popchnąć fabułę do przodu. Jest to jednak ten sam poziom umowności co w filmie Johna Carpentera, czyli na poziomie tolerancji.

 

Foto: In The Seats

Podsumowanie

Zdawałoby się, że reanimacja tak starego i wałkowanego cyklu nie ma sensu — zarówno z artystycznych, jak i biznesowych pobudek. A tymczasem dostaliśmy najlepsze Halloween od czasu jedynki. Twórcy doskonale rozumieli materiał źródłowy, stawiając nacisk na stopniowe budowanie napięcia i Michaela budzącym grozę. Stworzyli film oldschoolowy i stylowy, wg starego schematu, ale też samoświadomy, inteligentny i zaskakujący. Straszy i jednocześnie dostarcza sporo rozrywki. Idealny na halloweenowy seans, ale też na każdą inną porę. Tak dobrego slashera brakowało od bardzo dawna.

Ocena: 8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *