Guardians: Misja superbohaterów – rosyjscy Avengers

Superbohaterowie już od dawna stanowią ważną część amerykańskiej popkultury. Ostatnimi czasy ich popularność wzrosła za sprawą licznych filmów i seriali telewizyjnych. Każdy z nas zdążył się przyzwyczaić (albo nawet znudzić) typowym, amerykańskim podejściem do kina superhero. Dlatego ciekawostką pozostaną nie amerykańskie produkcje, takie jak rosyjski Zashchitniki (po ang. Guardians).

Radziecki naukowiec, Kuratov, zyskał nadludzkie moce i postanowił przejąć władzę nad światem. Organizacja rządowa „Patriot” próbuje go powstrzymać, wykorzystując do tego Strażników – drużynę super ludzi, którzy niegdyś padli ofiarą straszliwych eksperymentów szaleńca.

MV5BYzFkZDk3MDAtMDRhMy00NGZkLTgyNTItZjUxYzg5MjM0ZmJlXkEyXkFqcGdeQXVyNjAwNTYwNDg@._V1_
Foto: IMDb

Wydawało się, że Rosjanie wykażą się innym podejściem do filmów o superbohaterach. Niestety, Guardians: Misja superbohaterów to nic innego jak rosyjska podróbka produkcji Marvela i DC, co od razu rzuca się w oczy. Film na każdym kroku kopiuje współczesne amerykańskie adaptacje komiksów (z Avengers na czele) – identyczna fabuła, design, muzyka, a nawet tonacja. Pojawia się organizacja przypominająca S.H.I.E.L.D., żeński odpowiednik Nicka Fury’ego, złoczyńca podobny do Elektro i Banea, bohaterowie z mocami podobnymi do Magneto, Whiplasha, Susan Storm, Nightcrawlera, Quicksilvera, czy Hulka. Było by to do zaakceptowania, gdyby to była parodia, albo pastisz amerykańskich blockbusterów. Niestety, Guardians kreuje się na autentyczne widowisko, przez co uwydatnia swoje kolejne wady.

Efekty wizualne są dokładnie takie, jakich można było się spodziewać po rosyjskiej produkcji imitującej amerykańskie hity – wyglądają sztucznie, tanio, na poziomie filmów klasy B. Większym jednak problemem jest scenariusz i reżyseria. Historia w tego typu produkcjach wcale nie musi być oryginalna, rozbudowana, czy głęboka. Wystarczy, żeby była zrozumiała, wciągająca i emocjonująca. Tutaj nie dość, że fabuła jest do bólu sztampowa i płytka, to w dodatku poprowadzona bardzo nieciekawie. Historia przebiega wg schematu, który doskonale znamy z amerykańskich filmów. Nie ma tutaj miejsca na jakąkolwiek oryginalność, autentyczne zwroty akcji, czy emocje. Jeżeli ktoś oczekuje akcji, też niewiele dostanie. Tytułowi Strażnicy rzadko pojawiają się na ekranie, a przez większość czasu prowadzą nudne rozmowy.

MV5BNTA4ODZlMDktYzk5Yi00NDFkLThkYzktY2NlY2I5NGE3M2E0XkEyXkFqcGdeQXVyMTExNDQ2MTI@._V1_
Foto: IMDb

Twórcy widocznie nie mieli zielonego pojęcia, jak wykreować bohaterów z krwi i kości. Każdą postać poznajemy tylko przez ekspozycje. Nie mają osobowości, charakteru, nie ma między nimi chemii. Jakiekolwiek motywacje są banalne – złoczyńca zamierza przejąć władzę nad światem, a Strażnicy pragną tylko zemsty. Nikt nie posiada ideologii, czy dylematów moralnych, nic co by nadało tym postaciom charakteru, albo głębi. Nie są to postacie które mogą wzbudzić sympatię, czy zapaść w pamięć.

Guardians: Misja superbohaterów miał być blockbusterem w wykonaniu Rosjan, a zamiast tego wyszedł film klasy B z kategorii „tak złe, że aż dobre”. Jest to produkcja na tak żenująco niskim poziomie i z tak bezczelnie skopiowanymi pomysłami, że całość wzbudza uśmiech politowania. Owszem bawi, ale nie w sposób jaki byśmy sobie życzyli. Tylko dla koneserów złego kina.

Ocena: 2/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *