Gorillaz Humanz – recenzja płyty

dnia

Kiedy w 2001 r. ukazał się debiut Gorillaz, wszyscy myśleli że ten projekt to odskocznia Damona Albarna od zbawiania świata z zespołem Blur. Czas jednak zweryfikował oczekiwania. Kiedy niekończąca się telenowela pod tytułem Damon Albarn vs Graham Coxon łamała serduszka fanom indie rocka wtedy Brytyjczyk zaczął być utożsamiany z Gorillaz. Nikt nie miał mu tego za złe. Lecz teraz Damon ma już 49 lat na karku. Powstaje więc pytanie: Czy nadal ma on coś ciekawego do powiedzenia?

Od wydania poprzedniej płyty Gorillaz minęło sześć lat. The Fall  był interesującym albumem. Raczej szkicownikiem niż pełnoprawną płytą. Krótkie elektroniczne przejściowe krajobrazy brzmiały jak ostatnie słowo Damona Albarna jeżeli chodzi o ten projekt. No cóż główna idea zespołu czyli jego kreskówkowość nie intryguje już tak bardzo jak te kilkanaście lat temu. Albarn też już nieco zardzewiał jeżeli chodzi o pisanie krótkich wybuchowych singli (pamiętacie Feel Good Inc. ?). Więc po co powstało Humanz?

A po co się wydaje albumy w 2017 r? Oczywiście żeby skrytykować Trumpa. Przemysł muzyczny już przed wyborami wyssał ostatnią kroplę oryginalności z tego tematycznego jeziorka. Więc wiecie suchary, suchary, suchary. Politycznie zaangażowany album? Politycznie pieniężnie zaangażowany album. Ciekawe jaki poziom będzie prezentował nowy album Rogera Watersa? Pewnie zerowy.

Z Gorillaz nie jest jeszcze tak źle. Na płycie nie ma nadmiernego spinania pośladków, a całość wydaje się być bezpretensjonalna. Płyta obraca się w klimatach dancehallu i hip hopu. Albarn nie wymyśla tutaj prochu strzelniczego, ale nikt go o to nie prosił.

Za to przydałyby się dobre piosenki, a z tym album ma wyraźnie problem. Na płycie mamy dwadzieścia utworów, po przesłuchaniu całości w głowie został mi jeden może dwa utwory. Reszta rozmywa się w popowym ironicznym marazmie, który dekoncentruje słuchacza. Poziom utworów jest strasznie nierówny.  Najbardziej chyba zachwyca singlowy Andromeda, który udowadnia nam że dancehall w wykonaniu Gorillaz nadal może być zjadliwy. Niestety całość uzupełniają jedne z najgorszych kompozycji Albarna.

Gorillaz to oczywiście goście. Jak zwykle na płycie tego projektu znajdują się czołowe nazwiska. Albarna tym razem wspierają między innymi: Danny Brown, Pusha T, Graham Coxon (!), Noel Gallagher (!!!!!) i Vince Staples. Trudno wskazać który występ jest najlepszy, łatwiej przychodzą na myśl te gorsze. Duet z De La Soul rozczarowuje chyba najbardziej. Starcze wypalenie i kryzys wieku średniego przebijają z tego utworu.

Największą wadą Humanz jest przesycenie. Krążek powinien być o połowę krótszy. Niestety ale obserwujemy smęcącą  i snującą się przeplatankę, która niczym twój wąsaty wujek próbuje być cool i na czasie. Nie ma nic gorszego

Ocena: 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *