Goniąc smoki.

dnia

Pomyślałam sobie, że może warto wrócić do korzeni fantasy. Do takich wiecie, najbardziej podstawowych z podstawowych elementów tego gatunku. A nie ma nic bardziej fantasy w fantasy niż smoki. Chyba, że są to smoki od Jeźdźców z Pern. Bo wtedy zaczynają się schody.

Którędy na Pern?

Od razu się przyznaję, że czytałam tę książkę wieki temu, więc żeby móc Wam o niej opowiedzieć musiałam posilić się kilkoma recenzjami i opisami fabuły. I wtedy wróciły wszystkie wspomnienia. Zwłaszcza te dramatyczne.

Bo widzicie, Anne McCaffrey bardzo chciała napisać książkę, która ma w sobie smoki, dzieje się w innym świecie i jeszcze do tego wszystkiego ma elementy romansowe w sobie. I najlepiej żeby miało jeszcze dużo tomów, bo jak wiadomo im więcej tomów tym lepiej. Sami się domyślcie czy cokolwiek tu działa tak jak powinno. Ale od początku.

Z nieznanych powodów ludzie lądują na innej planecie – przylatują jakimiś statkami kosmicznymi i osiedlają się na Pernie. Dlaczego? Kiedy przylatują? Co nimi kieruje? McCaffrey nie uważa, że to ważne. więc nigdy się nie dowiadujemy. W trakcie okazuje się, że co dwieście lat Pern mija się z jakąś planetą, która wypuszcza Nici. I teraz uwaga, te Nici spadają na Pern i chcą go zniszczyć, bo taka jest ich natura. Założenie brzmi świetnie, mamy obcą planetą, którą chce zniszczyć coś co zamieszkuje inną planetę. Czad. Więc co robią ludzie?

Wykorzystują smoki.

Ludzie, którzy przybyli na Pern statkami kosmicznymi, którzy posiadają wiedzę i umiejętności do zbudowania jakiś maszyn, korzystają ze smoków, na których trzeba siedzieć okrakiem. I żeby jeszcze ci ludzie wpadli na pomysł jakiś zabezpieczeń! Nope. Siedź okrakiem i lataj.

Lessa i jej smok – Ramoth/deviantart.com
Bella i Edward na smokach.

Anne McCaffrey w 1968 roku napisała pierwszy tom. Idę o zakład, że Stephenie Meyer czytała chociaż trzy tomy Jeźdźców z Pern. Schematy zachowań i sposób wyrażania emocji jest na takim samym poziomie. Ja wiem jak to brzmi, ale poważnie, choćby z czystej ciekawości sięgnijcie po pierwszy tom McCaffrey. Dawno nie trafiłam na tak kartonowe i jednowymiarowe postaci. A jak dodacie do tego przemoc w związku i gwałty przypudrowane namiętnością to wychodzi wam niedorobiony Twilight. Albo nawet gorzej – 50 Shades of Grey. 

Przez pierwszy tom odnosiłam wrażenie, że autorka sama nie wie jak te postaci mają się zachowywać. Mamy Lessę, Władczynią Weyru Benden, dziewuszysko tak niestabilne emocjonalnie, że chwilami ma się wrażenie, że to już osobowość wieloraka. Oczywiście jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, odkrywa sposób cofania się w czasie, o którym przez wieki nikt nie pomyślał, pyskata do granic i zazdrosna o swojego mężczyznę. Wypisz wymaluj Mary Sue. Potem McCaffrey funduje nam F’lara. Z jakiegoś powodu kiedy się złości (a robi to notorycznie) potrząsa Lessą. Tworzy to przekomiczne obrazy. Albo raczej tworzyłoby gdyby autorka posługiwała się jakimiś szczegółowymi opisami. W ogóle F’lar to jakiś furiat i zazdrośnik.

Jest tu też cała plejada nic nie wnoszących postaci drugoplanowych, które są jeszcze bardziej bezbarwne i jednowymiarowe.

Świat, który nie trzyma się kupy.

Nie wiem co kierowało McCaffrey gdy stwierdziła wybierała gatunek, w jakim będzie pisała, ale zdecydowanie ktoś jej źle poradził. Fantasy nie wymaga tłumaczenia pewnych fenomenów, fantasy rządzi takimi prawami i przyjmujemy to z całym inwentarzem. Gorzej gdy autor do świata science fiction próbuje wsadzić elementy fantastyki. Bo wtedy zaczyna się robić kaszanka. Science fiction wymaga od autora wyjaśnień – wymaga żeby napisać skąd ludzie wzięli się na Pernie, jak przylecieli, dlaczego używają smoków zamiast zbudować broń, dlaczego w ogóle smoki są na Pernie, jakim cudem Nici spadają z innej planety na Pern i przemierzają przestrzeń kosmiczną, atmosferę w nienaruszonym stanie i tak dalej. Pytania mnożą się z każdym przeczytanym zdaniem w tych książkach. Z jednej strony dostajemy masę informacji w pierwszym tomie, ale z drugiej nie wiem właściwie jak te smoki wyglądają. Jest zupełnie zaburzona proporcja pomiędzy rozbudowanym światem, który stworzyła McCaffey a tym czego czytelnik dowiaduje się o otaczającym bohatera świecie. Jedyne co wiemy to ilość ochów i achów w alkowie F’lara i Lessy.

Mapa Pernu/ deviantart.com

To jest absolutnie zmarnowany potencjał!

Czy coś się zmienia w dalszych tomach? Możliwe. Podejrzewam, że tak, bo od wydania pierwszego tomu minęło dokładnie 50 lat, a przez ten czas powstało kolejnych kilkanaście tomów. Obecnie współautorem jest syn Anne McCaffrey.

Czy mam ochotę sprawdzać co się zmieniło?

Absolutnie nie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *