„Glass” – Rozbity film

Fani Niezniszczalnego i Split w końcu doczekali się kontynuacji łączącej bohaterów obu filmów ze sobą. M. Night Shyamalan po raz kolejny budzi kontrowersje i zasypuje masą zwrotów akcji. Czy reżyser kontynuuje swoją dobrą pasę, czy powrócił do złej formy sprzed lat?

Niezniszczalny jest powszechnie uważany za ścisłą czołówkę najlepszych dokonań M. Nighta Shyamalana. Film ten dokonywał ponadczasowej i do dziś oryginalnej dekonstrukcji mitu superbohatera. Później, niestety, reżyser popełniał coraz to gorsze produkcje, zapracowując sobie na tytuł najgorszego reżysera w Hollywood. Ostatnie jego dokonania, jak Wizyta a w szczególności Split, okazały się niespodziewanymi hitami i sporym zaskoczeniem dla krytyków. Równie wielkim zaskoczeniem było zakończenie tego drugiego filmu, w którym pojawia się główny bohater Niezniszczalnego.

Glass jest crossoverem, swego rodzaju podsumowaniem cyklu zapoczątkowanym blisko 20 lat temu. W przeciwieństwie jednak do innych filmów grupowych z motywem superbohaterów, dzieło Shyamalana jest dużo skromniejsze i stara się bardziej wnikać w psychologię bohaterów.

Foto: IMDb

Oczekiwania a efekt końcowy

Pierwsze 20 minut dostarcza dokładnie to, czego fani Niezniszczalnego i Split oczekiwali. David Dunn (Bruce Willis) działa jako Strażnik, superbohater, który za pomocą swoich mocy, tropi Kevina, psychopatycznego mordercę o pseudonimie Horda (James McAvoy). Dostajemy bardziej przyziemną, brudną odmianę historii superhero zapowiadającą się na trzymający w napięciu thriller. Później jednak dochodzi do gwałtownego zwrotu akcji i dwójka bohaterów zostaje zamknięta w ośrodku psychiatrycznym, razem z Elijahem Pricem, czyli Misterem Glassem (Samuel L. Jackson), dawnym mentorem i obecnie arcywrogiem Davida Dunna.

Pierwszym poważnym problemem jest pomysł ze szpitalem psychiatrycznym. Jednym z największych atrakcji crossoverów jest możliwość obserwowania interakcji między bohaterami z różnych filmów. Tutaj błyskawicznie postacie z Niezniszczalnego i Split zostają zamknięte w izolatkach i aż do trzeciego aktu nie dochodzi praktycznie do żadnej konfrontacji między nimi. Innym, jeszcze poważniejszym, problemem jest kierunek, w jakim zmierza Glass. Podobnie jak w filmie z 2000 roku, M. Night Shyamalan próbuje dokonać dekonstrukcji superbohaterów.

Foto: Filmweb

Pusta dyskusja nad etosem superbohatera

David, Kevin i Elijah są przez lekarzy uważani za zwykłych ludzi z urojeniami, których poddają licznym terapiom. Wątek ten stanowi cały, niemiłosiernie długi i nudny drugi akt. Zamiast obserwować długo oczekiwane starcie, oglądamy tylko rozwleczone, ekspozycyjne i nic nieznaczące wywody o superbohaterach. Tutaj szczególnie widać, że M. Night Shyamalan od czasu Niezniszczalnego nie miał chyba częstego kontaktu z popkulturą. Wszelkie poruszane dylematy, komentarze odnośnie komiksów i superbohaterów były już w wielu innych filmach, na dodatek wykorzystane o wiele ciekawiej.

Wszyscy w tych czasach wiedzą, że komiksy odnoszą się do naszej rzeczywistości, że geneza superbohatera powiązana jest z traumą, albo że geniusz zła zawsze ma ukryty plan. M. Night Shyamalan zaś wyciąga swoje postrzeżenia zupełnie jakby dokonywał wielkiego odkrycia. Nic tak naprawdę nie ma nowego do powiedzenia, przez co popada w banał. Bohaterowie non stop powtarzają swoje tyrady, tłumaczą łopatologicznie analogie do komiksów, które nikogo już nie zaskoczą. Mało tego, wszelkie poruszane dysputy nie mają absolutnie żadnego znaczenia dla historii. Czy trójka naszych bohaterów naprawdę ma supermoce, są bezsensu, ponieważ i tak dokonywali czynów typowych dla supeherosów i złoczyńców. Superbohatera wcale nie identyfikują supermoce, tylko ich czyny, o czym mogliśmy przekonać się w Kick-Assie, Watchmen, Super, albo nawet w Batmanie.

Foto: Movie Quotes and More

Shyamalan w pigułce

Glass idealnie podsumowuje twórczość M. Night Shyamalana. To film, który miewa pewne przebłyski. Reżyser w kilku momentach może pochwalić się warsztatem jak np. w trzymającym w napięciu I akcie. Zdjęcia, albo muzyka w paru momentach potrafią budować klimat i wzbudzić ciarki. Podobnie jest z aktorstwem. James McAvoy ponownie jest fantastyczny i dostarcza jeszcze więcej szalonych kreacji psychopaty z 24 osobowościami. Postać Samuela L. Jacksona niestety przez 2/3 filmu jest praktycznie nieobecna i dopiero w trzecim akcie ma cokolwiek do zagrania. I, niestety, ten trzeci akt jest najgorszą częścią całego filmu.

Reżyser powszechnie znany jest ze swoich szokujących zwrotów fabularnych. Tutaj postanowił przebić samego siebie, serwując nie jeden, nie dwa, nie trzy, ale aż cztery plot twisty. Z czego każdy kolejny popełnia coraz to gorsze błędy – albo są przewidywalne, albo naciągane, albo absurdalne, albo też psują sens całej serii. Fani Niezniszczalnego powinni być dodatkowo rozczarowani tym, jak potraktowano postać Bruce’a Willisa (który znowu gra na autopilocie). Jego story arc jest powtórką z części pierwszej, tylko wykonaną gorzej, zaś zakończenie jego wątku przypomina kiepski żart. Finał jest najgorszym przykładem silenia się na ambicje. Reżyser na siłę chce prowokować do myślenia, szokować nietypowym rozwiązaniem, ale zamiast tego otrzymujemy historię pozbawioną sensu, konkluzje które niczego nie wnoszą, oraz bardzo rozczarowujące podsumowanie wątków trójki bohaterów.

Podsumowanie

Glass wydaje się mocno spóźnionym filmem i przykładem przerostu formy nad treścią. Sili się na wielką dekonstrukcję superbohaterów, ale nie ma nic nowego do powiedzenia. To film, któremu wydaje się, że jest mądrzejszy niż jest w rzeczywistości. Nie jest to ani tak oryginalna i ciekawa dekonstrukcja jak Niezniszczalny, ani trzymający w napięciu thriller jak Split, a już tym bardziej satysfakcjonujące podsumowanie całej serii. Jest nudny, płytki, odtwórczy i zwyczajnie pretensjonalny.

Ocena: 4/10.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *