Gdyby Ulica Beale umiała mówić – Do the Right Thing

dnia

Nurt Black Live Matter w kinie coraz prężniej się rozwija. W 2018 r. mogliśmy oglądać dla przykładu Twin Peaksową Atlantę, jak i policyjny komedio-dramat Spike’a Lee. Jednak najciekawszą postacią tego nurtu jest bez wątpienia Barry Jenkins. W końcu jego pełnometrażowy debiut wygrał Oscara za najlepszy film. Młody reżyser powraca ze swoim najnowszym filmem, który znowu wzbudzi kontrowersje wśród miłośników kina.

Młodziutka Tish kocha Fonny’ego nad życie. Z wzajemnością, bowiem chłopak nie widzi świata poza nią. Zostają jednak rozdzieleni, gdy Fonny trafia do więzienia pod zarzutem gwałtu na pewnej Portorykance. Chłopak ma doskonałe alibi, ale zdaje się, że w oczach policji niweluje je kolor jego skóry. Tish i Fonny nie przestają się jednak kochać, spodziewają się zresztą dziecka, a dziewczyna i jej doświadczona przez życie matka podejmują różne próby uwolnienia chłopaka od postawionych mu zarzutów. Czy miłość i rodzinna solidarność będą w stanie złagodzić traumę dłuższego pobytu w więzieniu?

FOTO: IMDb

Moonlight zaprezentowało nam artystę niezwykłego. Barry Jenkins przemawiał do nas językiem poezji i europejskiej tradycji kina autorskiego. Jego debiut miał tak wyraźny styl, że podzielił kinomanów na dwa obozy. Jego drugi film, może tylko podkreślić linię dzielącą oba obozy. Gdyby ulica Beale umiała mówić to po raz kolejny poetycki obraz, poruszający tematykę społeczną. Który inteligentnie gra z konceptem realizmu w kinie.

Bo kwestia społeczna jest tutaj mocno dyskusyjna. Owszem film penetruje problem ważny i robi to z należytym szacunkiem. Ale postacie mówią tutaj do siebie pół słówkami, poruszają się i uśmiechają jak w bajce, patrzą sobie przeciągle w oczy… Gdyby Ulica Beale umiała mówić to mieszanka społecznej wściekłości Spike’a Lee i liryzmu Williama Szekspira.

Jak to działa? Różnie. Są sceny, które chce się zapamiętać na zawsze, są też takie o których chcemy zapomnieć jak najszybciej.  Jenkins czasem w swojej estetyce przesadza i wywołuje nudę, a także pretensjonalność.  Cierpi też na tym warstwa kina społecznego. Podobnie jak w Moonlight, nie do końca możemy usłyszeć brzmienie problemu, jest on zagłuszany przez piękne kadry i muzykę.

FOTO: IMDb

Właśnie muzyka. Nominowany do Oscara soundtrack autorstwa Nicholasa Brittela jest przepiękny. Łączy on znakomicie elementy muzyki klasycznej, jazzu, i prog-rocka. Brzmi trochę jak kompozycje Jonny’ego Greenwooda zmieszane z późniejszymi płytami zespołu Talk Talk. Ten melancholijny kondukt pogrzebowy znakomicie wzbogaca świat stworzony przez Barry’ego Jenkinsa. Zdecydowanie największy plus całego filmu.

Teraz czas na najważniejsze: Raszim. Jak film Jenkinsa poradził sobie z tym aspektem?  W Moonlight mieliśmy bardzo mało rasizmu. Mieliśmy za to homofobię i uzależnienie od narkotyków. Gdyby ulica Beale umiała mówić, za to przedstawia starcie szczerych wartości ludzkich z ludzkim ograniczeniem. Rasizm w filmie Jenkinsa przybiera ciekawy wyraz. Jest to wyraz surrealistycznego horroru. Nie jest to jednak subtelny wydźwięk znany z Uciekaj, jest to wprost przerażający horror, który jest wypisany na twarzach bohaterów. Można dosłownie obgryzać paznokcie, kiedy na ekranie pojawia się biały człowiek.

Najlepszym przykładem tego jest monolog postaci granej przez Briana Tyree Henry’ego. Aktor znany z Atlanty , gra tutaj przyjaciela Fonny’ego, który wraca z więzienia. Jego monolog o przykrościach, które go spotkały w więzieniu. Henry skryty w cieniu,łamiącym głosem nerwowo zaciągając się papierosem opowiada okropności jakie go spotkały w tle słychać mroczne ambientowe granie Brittela. Efekt jest piorunujący. Warty Oscara.

Natomiast warta Oscara na pewno nie jest rola Reginy King. Jest ona bardzo dobra w filmie, ale Emma Stone, Rachel Weisz i Marina de Tavira zasłużyły bardziej na statuetkę. Przyczepić się również muszę do pary głównych aktorów. Jest to pierwszy raz, kiedy na ekranie widzę zarówno KiKi Layne jak i Stephena Jamesa, więc nie wiem do końca czy aktorzy nie potrafią odnaleźć się w specyficznym świecie Jenkinsa, czy są po prostu złymi aktorami. Niestety mogli zagrać to lepiej.

FOTO: IMDb

Gdyby ulica Beale umiała mówić to film specyficzny, który nie każdemu się spodoba. Mimo wszystko polecam ten film gorąco. Obecnie mamy bardzo mało reżyserów z tak wyrazistym stylem. Więc nawet jak nie zachęcił was opis filmu, ocena na Filmwebie, trailer, lub ta recenzja to i tak dajcie szansę temu filmowi. Warto sobie tutaj wyrobić własną opinię.

Ocena: 7/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *