Galeria śmierci. „Wyjeżdżamy” w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego

dnia

Lubimy podróże. Możemy wtedy wziąć plecak, spakować kilka rzeczy i ruszyć przed siebie w nieznanym kierunku. Możemy wziąć walizkę, wypchać ją starannie przygotowanymi ubraniami i przedmiotami, i obrać zaplanowany kurs. Możemy przesuwać kursorem komputerowej myszki po wirtualnych mapach nie ruszając się z domu, bez konieczności pakowania się. Dla niektórych codzienna przeprawa autobusem przez miasto też zyskuje rangę wielkiej wyprawy. Nocny powrót do domu piechotą także nieraz staje się niezłą wędrówką po ciemnych zakamarkach ulic. Czyli… podróżować każdy może – trochę bliżej, trochę dalej.

fot. Magda Hueckel

W kolejną dużą artystyczną podróż ruszył znany i ceniony reżyser teatralny oraz operowy – Krzysztof Warlikowski. Tutaj wyprawa była też w dość specyficzny sposób naznaczona powrotem do utworów izraelskiego dramatopisarza – Hanocha Levina. 13 lat temu polski twórca zrealizował „Kruma” – spektakl uznany za wybitny i przełomowy – szczególnie jeśli chodzi o inscenizacje akurat tego dzieła. Już „Krum” mówił o powrocie do świata objętego paraliżem, w którym wszystko ciągle jest w tym samym punkcie, stałe, poszarzałe. A jeśli cokolwiek rusza do przodu to w powtarzalnym rytmie (i to rytmie przygnębiających uroczystości rodzinnych).

fot. Magda Hueckel

W czerwcu 2018 roku przyszedł czas na kolejny kolaż z publikacji Levina w połączeniu z tekstami Tadeusza Kantora, Henryka Grynberga i Marcina Wichy. I powstała opowieść o chęci i niemożności, o planowaniu i kalkulowaniu, o zderzeniu rzeczywistości z marzeniami.

fot. Magda Hueckel

Wszystko toczy się między decyzjami o wyjeździe, kolejnymi pogrzebami, trochę jak w pośpiechu, między rozczulającymi rozmowami a szybkimi transakcjami, raz mówieniem tylko do widza, by potem obrócić się do niego plecami. Mimo ogólnego przygnębienia z powodu odwiedzin w galerii śmierci, Warlikowski za pomocą Levina dostarcza widzom dużą dawkę humoru. Szczególnie przez postać prostytutki (mocno przerysowanej w niektórych momentach), której udało się wyrwać i wyjechać oraz Angelę – amerykańską narzeczoną, która robi z życia reality show.

fot. Magda Hueckel

Dla widzów, którzy są dobrze zaznajomieni z twórczością Warlikowskiego będzie to następna podróż przez skrajne emocje i sytuacje graniczne bohaterów, których chyba już gdzieś kiedyś widzieliśmy i słyszeliśmy. Co nie oznacza wcale, że mają nam mniej do powiedzenia. Dla tych, którzy może dopiero zaczynają swoją przygodę z reżyserem będzie to pewnie szarpanina aktorów na żywo (w dodatku co parę minut przy trumnie), w dobrej scenografii Małgosi Szczęśniak, przy dobranej przez Pawła Mykietyna muzyce.

Kolejna ważna propozycja Nowego Teatru (Warszawa).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *