FRAGMENTY (ludzkie). O fotografii teatralnej Magdy Hueckel

Nie mamy dzisiaj problemu z definicją, odbiorem czy akceptacją medium jakim jest fotografia. Współczesność przyzwyczaiła nas do myślenia, że ona po prostu jest – bo przecież to podstawa utrwalenia wzruszającej chwili, ładnego uśmiechu, rajskiego widoku czy (bardziej pragmatycznie) zapisania w formie zdjęcia informacji z otaczającej nas rzeczywistości bez konieczności wyciągania notesu i długopisu, jeśli jeszcze w ogóle nosimy je przy sobie.

Rozwój tej dziedziny pozwolił chociażby na wyróżnienie jej specjalizacji – na pewno słyszeliście o fotografii artystycznej, użytkowej,portretowej, plenerowej, okolicznościowej… A jak tam wiedza o fotografii teatralnej?

foto: archiwum prywatne

Teoretycznie ten, kto uczęszcza do teatru (lub po prostu czasem tam bywa) wie, że każdy spektakl jest dzisiaj obudowany dodatkowymi materiałami w postaci opisu, wyróżnienia kontekstów, plakatu, muzycznych inspiracji i przede wszystkim – zdjęć – które uchylają rąbek tajemnicy, uruchamiają wyobraźnię i pomagają zdecydować, czy mamy ochotę wybrać się na dane przedstawienie. To tak w uproszczeniu.

foto: archiwum prywatne

Do tej krótkiej refleksji skłoniła mnie niedawno obejrzana wystawa – instalacja „HUECKEL/ TEATR vol. II” w Galerii Sztuki Wozownia w Toruniu, gdzie można obejrzeć (jeszcze do 27.03.2018) fotografie teatralne Magdy Hueckel, artystki wizualnej, fotografki teatralnej, scenografki, podróżniczki, autorki m.in. albumu fotograficznego „HUECKEL/ TEATR” wydanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

Kwestia pierwsza – co widzę, co mam przed sobą, z jaką formą się spotykam, czyli słów kilka o budowie. Wchodzę do galerii, zostaję skierowana na prawo, do pomieszczenia, które znajduje się na parterze budynku. Wejście jest zasłonięte czarną grubą folią. Moja pamięć od razu przenosi mnie do skojarzeń z workami z takiej właśnie folii, gdzie trzyma się zwłoki. Po rozchyleniu tego specyficznego szeleszczącego tworzywa oślepia mnie światło z projektora podwieszonego na suficie. Ten projektor trzeba zostawić na później, bo według wskazówek najpierw mam skierować się w lewą stronę. I oto po przejściu czegoś na kształt krótkiego korytarza, także z czarnej folii, widzę ekran, na którym wyświetlane są zdjęcia. Zmieniają się co kilka sekund. Jest ich zaledwie kilka.

Teraz cofam się do miejsca, w którym oślepił mnie projektor.  Tutaj znowu zdjęcia w formie projekcji, te same – tylko, że zmienia się tempo. Wszystko dzieje się szybko, niektóre obrazy zlewają się właściwie w jedno, dodatkowo faluje materia – projektor skierowany jest na wejście/ wyjście z folii…

foto: archiwum prywatne

Kwestia druga – co zobaczyłam, co poczułam, z jaką sferą mam do czynienia, czyli słów kilka o kompozycji i porządku. Kiedy wchodzi się na wystawę zdjęć można spodziewać się ich wywołanych w określonym formacie, na dobrym papierze, często oprawionych w ramy, zawieszonych w przestrzeni galerii na wysokości wzroku, co utrwala w nas bardzo schematyczny porządek, jak takie wydarzenie powinno wyglądać. Ale nie tutaj – więc błyskawicznie zmienia się perspektywa odbioru, ponieważ  przestrzeń uległa przeobrażeniu, ukryciu pod ciemną i nieprzyjemną materią.

Zobaczyłam projekcje mocnych wizerunków fragmentów ludzkich ciał, w bardzo ciemnym pomieszczeniu, gdzie najpierw przyzwyczajasz się do widoku ciała po przejściach, w pewien sposób ułomnego, które już dawno wyszło poza ramę, a proces dekonstrukcji jest niestety nieodwracalny. Po takim krótkim wstępie następuje atak tych samych obrazów, które sprawnie muszą zostać zakodowane przez wzrok.

Taka multiplikacja wzmaga efekt – popatrz tutaj na ciało, które i Ty posiadasz, spójrz na jego kondycję, spójrz czy spełniło się ono jako stereotyp czy idealizacja. Magda Hueckel celowo wybrała zdjęcia z tych spektakli, które ciało zniszczone postawiło w centrum przekazu. Nie sposób nie wrócić myślami do podskórnego poczucia zagrożenia – czułam się tak, jakbym weszła w sam środek kostnicy. Jedynym elementem mylącym mogła być tylko w tym przypadku psychodeliczna, jednostajna muzyka. Podejrzewam, że w kostnicy takiej muzyki nie mają.

foto: archiwum prywatne

To, co można powiedzieć bez wahania o Magdzie Hueckel to jej niezwykła umiejętność do unieruchamiania ruchu, do ukazywania pewnego rodzaju paraliżu ciała, do tropienia jednostki w chaosie, jakim czasem bywa spektakl, gdzie postaci gubią się wśród tłumu. Warto też zwrócić uwagę na przestrzeń, w której chwyta ona postaci – ma się wrażenie bycia na uboczu, na marginesie, wejścia w świat kolorów szarych i stłumionych przez historię. Jej fotografia teatralna zyskała nową jakość – nie jest dokumentacją sceny oraz akcji, ani przyjemnym portretem twarzy aktora w pełnym makijażu. Jej zdjęcia zadają pytanie o naszą gotowość do nowego postrzegania rzeczywistości, o punkt graniczny czy subiektywną perspektywę odbioru.

Artystka wciąż wyznacza w teatrze drogę autonomicznego spojrzenia fotografa. Myślę, że jest jednym z fundamentów współczesnej fotografii, która swobodnie operuje zakrzywioną perspektywą, jednocześnie komponując świat na własnych zasadach w ramach jednego zdjęcia. Dzięki jej twórczości łatwiej spojrzeć na innych fotografów, których zdjęcia są ciekawą propozycją w ramach promocji spektakli. A teraz czas na indywidualną konfrontację z tematem – polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *