Fotorealizm czy stylizacja?

dnia

Gry, jako wytwór popkultury znacznie dojrzały w przeciągu kilku ostatnich lat. Stąd nie dziwi fakt iż stylizacja coraz chętniej przenika do świata grafiki gier. W opozycji do tego nurtu stoi jednak branżowy pewnik – fotorealizm, który scharakteryzowałem ostatnio w tym artykule.

Pytanie, które rodzi się w głowie wielu graczy brzmi: „czy słusznie?”. Czy ciągłe prześciganie się w nominalnej rozdzielczości czy dokładności modeli nie jest zwyczajnie nudne? Zdecydowanie tak. Owszem, technologia daje programistom ogromne pole do popisu.  Dzięki rosnącej mocy obliczeniowej, coraz lepszym algorytmom oraz rosnącej popularności silników gier mogą oni wykonywać operacje niewyobrażalne jeszcze parę lat temu. Jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że fotorealizm jest nam narzucany na siłę jako najlepsza, a przy tym najbezpieczniejsza dla deweloperów opcja.

Przykładem hiperrealizmu w grach
Przykład hiperrealizmu w grach

Trendy są zmienne, jednak obecny szał na fotorealistyczną grafikę zalał graczy bliźniaczo podobnymi produkcjami: opartymi na tych samych sprawdzonych rozwiązaniach, podobnej grafice czy założeniach. Grafika, która kiedyś oczarowałaby wszystkich staje się zatem standardem, a nawet pewnego rodzaju minimum, poniżej którego gra, niezależnie od historii, jest nieakceptowalna. Pogoń za realizmem zapędza więc programistów w ślepą uliczkę.

A może stylizacja?

Tutaj pojawia się kwestia – czy nie lepiej uciec się do pewnej stylizacji grafiki. Niekoniecznie delikatnego zabiegu, który ugruntowałby opowiadaną historię w ściśle określonych realiach. Choć jest to zabieg odważny, nie zawsze odniesie on planowany efekt. Przykładem niech będzie tzw. pixel art – nurt stawiający na stylizację gier na produkcje z lat 80′ czy 90′. Choć wydaje sie o banalny, wręcz infantylny, kunszt odpowiedniego wykonania grafiki w tej stylistyce, tak by nie wydała się ona brzydka to ciężka praca. Produkcja taka musi zatem dodać do prostych, często 2-wymiarowych grafik coś co je wyróżni – np. żywe, intensywne barwy. Zatem pixel art dobrze wykonany daje niesamowitą otoczkę melancholii świetnie budując przy tym klimat gry. Źle zrobiony – daje uczucie niesmaku, czy przekonanie o skąpych umiejętnościach deweloperów.

Mimo tego faktu, wydaje się iż stylizacja graficzna – pod warunkiem iż dobrze zrobiona – przynieść może sporo korzyści. Jednak i to przekonanie jest błędne. Nawet świetnie oprawiona, wystylizowana grafika nie zda się na nic, nie pasując kompletnie do opowiadanej historii, realiów gry, czy nawet ogólnego postrzegania studia deweloperskiego. Grafika zatem pozostaje jedynie kolejnym spośród wielu narzędzi deweloperów służącym do budowania klimatu gry. Tylko, i aż, ze względu na to, że właśnie warstwę audiowizualną oceniamy jako pierwszą budując na jej postrzeganiu opinię o świecie gry czy jakości produkcji.

Kluczem do sukcesu wydaje się zatem odpowiednie akcentowanie i zbilansowanie dzieła. Gra z jednej strony musi być oczywiście spójna, także pod kątem graficznym, jednak artyści nie mogą bać się pójścia w nieco inną, czasem nawet mocno abstrakcyjną stylistykę w trosce o dobre wyniki sprzedażowe. Sukces gry zbudować może właśnie przesada, hiperbolizacja abstrakcjonizmu osadzona esencjonalnie w świetnej szacie graficznej, co pokazuje przykład tytułów takich jak Antichamber czy Remmemoried.

Antichamber gameplay.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *