Filozofia po góralsku na scenie

dnia

Są takie nazwiska, które każdy kojarzy. Nawet jeśli nic nie umiemy ich przypisać do konkretnej działalności, dziedziny czy przestrzeni to nadal możemy być pewni, że coś znaczą, skoro tyle razy „obiły nam się o uszy”. Józef Tischner? Ksiądz? Filozof? Człowiek? O sobie mówił w odwrotnej kolejności – człowiek, filozof, ksiądz. Postać niezwykle istotna dla polskiej kultury. Tylko co dzisiaj możemy o nim powiedzieć w kontekście teatru? Wiele.

zdjęcie ze strony Teatru STU

Jego nazwisko nasunęło mi się podczas kolejnego wypadu w Tatry. Chociaż przyznaję – zawsze jak zmierzam w stronę Zakopanego – pierwsza osoba, która przychodzi mi na myśl (ze świata artystycznego) to Witkacy. Ale na Witkacym sztuka się nie kończy.

W kwietniu 2009 roku miała miejsce premiera spektaklu „Wariacje Tischnerowskie. Kabaret filozoficzny” (Teatr STU w Krakowie). Realizacji podjął się Artur „Baron” Więcek – reżyser i scenarzysta filmowy, który już nie raz pokazywał widzom, kim jest Józef Tischner. Wcześniej przybliżył jego postać w dokumentach „Jegomość Tischner i jego filozofia po góralsku” (2006) czy „Tischner. Życie w opowieściach” (2008).

Rok 2009 wydaje się dość odległy, szczególnie jeśli chodzi o recenzowanie czegokolwiek. Jednak bieżący rok przyniósł możliwość odświeżenia sobie pewnych obrazów. W marcu zarejestrowano spektakl dla szerszej publiczności i pokazano w telewizji. Na pewno znajdziecie go też w sieci.

fot. Paweł Nowosławski

Pierwsze co mi się nasunęło po ponownym obejrzeniu tego spektaklu to pewnego rodzaju życzenie i prośba – wizja filmowa to coś czego czasami nijak nie da się przełożyć na wizję teatralną. Dlatego jeśli coś się nie klei, a jesteśmy dobrzy w swojej dziedzinie – to zostańmy przy niej. Wędrowanie z filmu do teatru (i na odwrót oczywiście też) nie każdemu wychodzi na dobre. W przypadku „Wariacji Tischnerowskich” dało się właśnie to odczuć.

Brakuje tutaj swobody, energii, polotu i jakoś tak ogólnie – pomysłu. To, co urzeka w tekście Tischnera, który jest bazą spektaklu, ginie w ustach aktorów. Widzimy próby odnalezienia się w przestrzeni, z której są śmiało podejmowane kontakty z widownią. Wszystko się działo gdzieś obok – ani do końca kabaret, ani filozofowanie. Sytuację ratują dwaj aktorzy – Jerzy Trela i Andrzej Róg. Poddali się swoim postaciom, a przede wszystkim wyczuli, gdzie jest granica między przerysowaniem a oddaniem ducha górali.

fot. TVP

Jak zawsze zachęcam do samodzielnej konfrontacji. Chociaż dla mnie duch Tischnera i góralskiego „myndrkowania” zepchnięto na drugi plan – a nie tak miało chyba być… W tym wszystkim trzeba czuć dynamikę, szczerość i swobodę. Nie tym razem – nie udało się.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *