Dwunastu Odważnych – Wojna, wojna nigdy się nie zmienia

Marvel nie tylko dostarczył nam mnóstwo bardzo udanych rozrywkowych filmów i innowacyjny pomysł łączonego uniwersum. Studio także odkryło wielu utalentowanych, charyzmatycznych aktorów. Jednym z nich jest Chris Hemsworth, którego zobaczyć możemy w opartym na faktach filmie wojennym Dwunastu odważnych.

Jest rok 2001. Po tragicznym zamachu na World Trade Center wielu weteranów wojennych za wszelką cenę chce wrócić do służby w celach odwetu na Al Kaidzie. Jednym z nich jest Mitch Melson (Chris Hemsworth) który dotychczas pracował tylko za biurkiem. Oddział który zostaje jemu przydzielony składa się z 11 żołnierzy, zmuszeni będą współpracować z siłami Sojuszu Północnego w walce z islamskimi ekstremistami.

Dwunastu Odważnych opiera się na schemacie, który doskonale znamy z kina wojennego. Niewielka garstka żołnierzy na bliskim wschodzie zmuszona zmierzyć się z wrogiem o przeważającej liczebności. Widzieliśmy to już w Helikopterze w Ogniu, 9 Kompanii, Ocalonym, 13 Godzin: Tajna misja w Benghazi, a nawet w rodzimej Karbali. Jakim cudem po tylu latach nie znudziły nam się filmy wojenne mimo tak powtarzalnego schematu? Każdy z nich posiadał przynajmniej ten jeden wyróżniający się element – jedne kładły nacisk na widowiskowość scen akcji, inne na atmosferze zagrożenia, kreacjach postaci i relacji między nimi, jeszcze inne na portretowaniu piekła wojny. Co w takim razie ma do zaoferowania Dwunastu Odważnych?

Foto: Festival Reviews

Nihil novi

Debiut filmowy Nicolaia Fuglsig cierpi na najgorszą przypadłość filmów. Nie żenuje realizacją, aktorstwem, albo scenariuszem, tylko absolutną przeciętnością, brakiem wysiłku w jakimkolwiek aspekcie. Wszystko tutaj jest uśrednione, żaden element się nie wyróżnia. Niby próbuje ukazać bohaterów z ludzkiej strony poprzez relacje z kompanami i rodziną, ale ogranicza się to do krótkich, sztampowych wymian zdań. Niby główny bohater nigdy  wcześniej nie walczył i nikogo nie zabił, ale w żadnym stopniu nie odbija się to na nim. Teoretycznie mamy desperacką walkę niewielkiego oddziału z ogromną armią terrorystów, ale nie czuć w ogóle wagi sytuacji. Same sceny batalistyczne wieje nudą, bo postacie nas nie obchodzą i żaden aspekt inscenizacji, pracy kamery, czy montażu nie przyciąga naszej uwagi.

Obsada prezentuje się atrakcyjnie, poza Chrisem Hemsworthem występują jeszcze Michael Shannon, Michael Peña i Trevante Rhodes. Twórcy nie wykorzystali obsady, nie mają w ogóle miejsca zabłysnąć. Wątki obyczajowe potraktowane są skrótowo, bez jakiegokolwiek rozwoju i zakończenia (jak np: wątek rodziny postaci Shanona). Tytuł sugeruje, że obserwować będziemy bohatera zbiorowego – nic bardziej mylnego. Poza protagonistą, paroma bohaterami drugoplanowymi (granymi przez wymienionych aktorów) i postaci generała Dostumem (Navid Negahban ) cała reszta to tło. Żaden z bohaterów wbrew temu co mówią nie przechodzi absolutnie żadnej przemiany. O tym, że Mitch Melson nigdy w życiu nie walczył i nie zabił człowieka dowiadujemy się tylko z dialogów, bo nie widać tego po jego zachowaniu czy sposobie działania. Wszystko jest potraktowane albo po macoszemu, albo skrótowo, albo w ogóle pominięte.

Foto: AvaxHome – onion.plus

Podsumowanie

Jest to krótsza recenzja, ponieważ tym razem naprawdę nie ma o czym pisać. Dwunastu Odważnych jest najzwyczajniej nijaki, nie wzbudza żadnych emocji, nudzi nawet w najbardziej dynamicznych momentach. Nie ma tu absolutnie niczego wartego uwagi, nawet dla miłośników kina wojennego.

Ocena: 3+/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *