Dwie strony notatek cz. 1

Przemierzając przez te wszystkie etapy szkolnictwa od podstawówki na studiach skończywszy. Zrozumiałem, że są tylko dwa rodzaje notatek.

Siedząc na jakimś mniej lub bardziej ważnym wykładzie, przysypiając nieco, tudzież błądząc pustym niczym karton po mleku wzrokiem, po jeszcze bardziej pustych ścianach lub postaciach siedzących w ławkach, przypadkiem zatrzymałem moje rozpędzone w szale otępienia oczy na zeszycie koleżanki z ławki. Następnie skierowałem go na swój zeszyt, potem na jej i tak kilka razy. Aż wreszcie czacha się rozgrzała, zadymiła. Oho, parowóz ruszył. I w tym momencie wpadła mi myśl takowa do głowy.

metody-robienia-notatek-kopia1

Gdziekolwiek byście się nie znaleźli, kimkolwiek byście nie byli i cokolwiek byście nie robili, ten schemat nigdy nie ulega zmianie (i chyba nigdy nie ulegnie). Wy kobiety, dziewczynki, nastolatki i inne gromadzące się w worku z napisem „płeć piękna”. Macie zapisane w DNA kod pt. „robienie zajebiście kolorowych i stylowych notatek”. Możecie bazgrolić niczym lekarz w standardowej przychodni, ale to nadal bardzo dobrze złożone i urozmaicone o kolorowe wstawki bazgroły.

Każdy przecinek innym kolorem.Podpunkty oznaczone literkami, miejscami zmieniające się w kropeczki, gwiazdeczki, plusiki, minusiki, czy co tam jeszcze zdołacie wymyślić. Natomiast po drugiej stronie barykady notatkowej znajdują się wszyscy, mający kabel między nogami czy inny długopis. W tej strefie mroku i niechcianych ciąż, panuje swoisty rozgardiasz połączony z pustką i brakiem przydatności naraz.

Porozsypywane w rzędzie (jak gdyby przypadkowo) symbole przypominające zapewne litery alfabetu tworzą w tej białej przestrzeni coś, co można nazwać zdaniami. Pourywane, w połowie niezrozumiałe lub po prostu jakoś tam sklejone, tworzą notatkę z mniej lub bardziej wyszukanego przedmiotu, zapewne ekstremalnie ważnego i równie nieprzydatnego. Oczywiście znajdą się zarówno białe kruki w tym odwiecznym mroku, jak i czarne owce w kolorowym świecie, lecz są to przypadki tak odosobnione, że można by rzec ze sporą śmiałością o takich notatko-twórcach „legendy”.

Podkładając tę tezę pod okulary z filtrem motoryzacyjnym, wyłonią nam się twórcy takich perełek jak Fiat panda, multipla, jakaś tam Łada czy inne badziewie. Mając po swojej przeciwległej stronie nową Mazdę 6, Alfę Romeo w praktycznie każdej postaci czy nową Dacię? Dacie (albo i nie) Logan . I teraz zastanówmy się. Jak mogłoby to wyglądać, gdyby projektanci aut zamienili się w projektantki, ale nie z rodzaju tych inteligentnych, błyskotliwych i znających się na rzeczy. To byłoby zbyt nudne. Po niezbyt wyszukanych przemyśleniach, wybrałem te najbardziej jaskrawe, czytaj:stereotypowe.

Wystarczy,że spojrzycie oczami wyobraźni, a dostrzeżecie te wszystkie przestylizowane pojazdy, mające na wyposażeniu poduszki powietrzne o zapachu lawendowym czy motywy kwiatów szalejące wszem i wobec po całych karoseriach. Lustra, lustereczka i wszystko to, co odbija obraz, ukazując twoją Twarz w innym miejscu niż Twoja głowa, pokrywałoby znaczną część kokpitu. Do wysuwanych szufladek na kubki dołączyłyby mniejsze, na szminki czy inne smarowidła. Zegary byłyby strasznie uproszczone. Na obrotomierzu nie byłoby nic poza jedną kreską z dopiskiem „zmień bieg, bo za głośno”. W miejscu licznika prędkości, znajdowałby się trzy wskazania. – Za wolno, chyba wystarczająco i (dla wariatek po wciśnięciu trybu „spieszę się do fryzjera”), za szybko.

W miejscu standardowych wycieraczek moglibyście się spodziewać łapek ze ściereczkami z mikrofibry w kolorze neonowej zieleni. Napęd byłby zawsze na wszystkie koła, łącznie z zapasowym, do którego moglibyście podłączyć miskę i w czasie jazdy sałatka w bagażniku sama by się wymieszała. Gama silnikowa w katalogu prezentowałaby się mniej więcej tak: za wolny, taki sobie, słabo brzmi i ostatni dla wariatki: za szybki. Jeżeli chodzi o wybór koloru nadwozia. No to od tego są osobne „katalogi”, każdy mający jakieś 300 stron i prezentujące jeden kolor i masę odcieni.

Zapewne byłaby też opcja dla zapalonych fanek szydełkowania, w której sama musiałabyś sobie uszyć fotele.  Z jednej strony taki obrót sprawy byłby prostszy ze względu na użytkowanie. Żadnej zabawy w liczby, wszystko na tacy podane. Koła to koła, opona to opona. Bagażnik byłby mierzony nie w litrach tylko w ilościach walizek. Prostolinijność do bólu. Gorzej z kwestią wizualną. Tutaj też byłoby do bólu… ale głowy, z nadmiaru opcji do wyboru.

Spokojnie drogie Panie. Powstanie część druga, odbijająca piłeczkę.

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *