I Don’t Feel at Home in This World Anymore – Karate Kid

Już od kilku lat Netflix próbuje zawładnąć światem, nie tylko tym telewizyjnym. Lecz dopiero w tym roku gigant streamingu stał się poważnym graczem na rynku filmowym. Okja została nominowana do konkursu głównego w Cannes, natomiast o Mudbound mówi się w kontekście przyszłorocznych Oscarów. Niestety I Don’t Feel at Home in This World Anymore wygląda jak ubogi krewny tych dwóch filmów.

Ruth Kimke pracuje w szpitalu i jest outsiderką do kwadratu. W głębi siebie trzyma skrywaną odrazę do  świata i wściekłość, która eksploduje w momencie kiedy złodzieje okradają jej dom. Ruth z pomocą ekscentrycznego sąsiada Tony’ego przygotowuje zemstę.

Filmy Netflixa mówią do nas językiem indie, poruszają tematy młodzieżowe i kreują przerysowanych protagonistów outsiderów. Dlatego I Don’t Feel at Home in This World Anymore jest rasowym przedstawicielem filmowej oferty Netflixa. W reżyserskim debiucie Macona Blaira znajdziemy hiperbolizowaną samotność, skrywany gniew na świat i niefrasobliwe podejście do tkanki czysto filmowej.

Foto: IMDb

Podejście to objawia się w eklektyzmie filmu. Obraz Blaira rozpoczyna się jak typowa komedia, gdzie protagonista będzie ku naszej uciesze dzielnie zbierał ciosy. Jednak w połowie I Don’t Feel at Home in This World Anymore zamienia się w Tarantinowską rewoltę przemocy. Dynamizm i balans pomiędzy pierwszą a drugą częścią filmu nie istnieje, dlatego ogląda się to co najmniej źle. Tak jakby na planie było dwóch reżyserów.

Warsztat reżysera to kolejna duża wada I Don’t Feel at Home in This World Anymore. Na ekranie dzieje się straszna nuda. Malcolm Blair jest naprawdę słabym reżyserem, który nie potrafi w ciekawy sposób opowiedzieć naprawdę fajnej historii. Wygląda to tak jakby ktoś postawił kamerę, z myślą „samo się nakręci”. Nie wiem skąd Blair się wziął, ale ja w tym przypadku radziłbym reżyserowi wrócić do szkoły filmowej.

Amatorszczyzna przejawia się w wielu cechach tej produkcji. Muzyka  tutaj jest typowym przykładem zbioru kompozycji, które uzyskasz gdy wpiszesz w Google: „Free movie music”.  Film stacji Netflix jest po prostu momentami nie do oglądania. Skutecznie usypia widza i zabija wszelką przyjemność z oglądania.

Foto: IMDb

A szkoda bo jak już wspomniałem ten film ma naprawdę fajny koncept. Bronią się tutaj przede wszystkim aktorzy. Szerzej nieznana Melanie Lynskey znakomicie odtwarza neurozę swojej bohaterki. Ale show kradnie tutaj Elijah Wood, którego ekscentryczność magnetyzuje. Gwiazda Władcy Pierścieni już od dawna nie jest kojarzony tylko z sagą o Śródziemiu, ale takie role jak ta w tym filmie pomaga mu zachować status niezależnej gwiazdy.

Netflix tym filmem udowodnił, że jeszcze wiele musi się nauczyć. Doceniam strategię dawania kamery nowicjuszom, ale niech to będą nowicjusze z odpowiednią wizją, którą będzie się dobrze oglądać. Jeżeli mamy już być na zawsze skazani na jałowe, siermiężne i pozbawione życia produkcje, to Netflix niestety długo na rynku filmowym nie pociągnie.

Ocena: 3/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *