Dlaczego wyzwania czytelnicze na mnie nie działają

dnia

To miał być wpis na początek roku, bo najczęściej wtedy internet zalewają grafiki z różnymi wyzwaniami czytelniczymi. Zresztą pisałam o tym ostatnio tutaj, ale traf chciał, że pojawił się ten nieszczęsny serial, i cóż… priorytety?

Ambicja niszczy zabawę

Przy okazji wpisu o kompleksach czytelniczych, wspominałam o tym, że w podstawówce wychowawczyni naszej klasy rozliczała nas z przeczytanych książek. Musieliśmy prowadzić specjalne szesnastokartkowe zeszyty, w których pisaliśmy krótkie opisy lektur, które przeczytaliśmy. I oczywiście ja, będąc sobą, pod koniec roku tych zeszytów, zapisanych koślawym pismem pierwszo-, drugo- i trzecioklasiski, miałam po kilkanaście. Oczywiście każda recenzja była opatrzona rysunkiem adekwatnym do książki.

Yup, byłam TYM rodzajem dzieciaka.

W trzeciej klasie podstawówki sięgnęłam po „Pana Tadeusza”, którego kocham do dziś, a później nie liczyło się już właściwie co czytam tylko ile.

I przestałam pamiętać o czym czytam. Książki zaczęły zlewać mi się w jedno. Zepsułam sobie zabawę.

Podziwiam innych

Z całego serca podziwiam tych, którym nie niszczy frajdy dobijanie do 52 książek w roku. Albo tych, którzy potrafią przeczytam dwie książki, które zostały zekranizowane. I nie ma w tym ani grama kpiny! Wiem jak wyglądałoby to w moim przypadku.

Mając osobowość skłonną do obsesji, wyznaczanie sobie takich celów skończyłoby się pewnie jakimś załamaniem nerwowym. Kiedy przesłuchałam płytę z musicalu Hamilton musiałam wiedzieć wszystko o aktorach, znaleźć każdą wersję na yt, obejrzeć milion wywiadów z Linem-Manuelem Mirandą, a teraz czeka na mnie zamówiona kilka tygodni temu biografia Aleksandra Hamiltona w angielskiej wersji, bo nie ma niestety jeszcze polskiego wydania. Czy zdążyłam przeczytać? Nie jeszcze, bo w międzyczasie odkryłam Kroniki Królobójcy i kaligrafią. Nawet nie pytajcie co się działo jak zainteresowałam się Powstaniem Warszawskim.

Moje drugie imię powinno brzmieć – encyklopedia informacji nikomu niepotrzebnych, a nie Maria.

Pomocnik

Pomyślałam jednak, że może wśród Was są osoby, które nie wpadają w obsesje tak łatwo i może poszukują jakiś ciekawych wyzwań. Poniżej wrzucam kilka linków, które mogą Wam pomóc!

Strategiczne rozwiązanie domowej biblioteczki 

Wyzwania na różne poziomy  (te są co prawda z zeszłego roku, ale książki się nie przedawniają!)

I grafika z dwóch portali. Jedna jest od Ostatniej Tawerny:

a druga od Wiedźmowej Głowologii:

Zostawiam Was i te wyzwania czytelnicze – gotowi, do startu… !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *