Dlaczego wszystko co robię, staje się polityczne?

Od kilku tygodni na moim Spotify leci zapętlona płyta Feminopolo, którą poznałem przez wpis na blogu sprzed miesiąca. Myślałem sobie o tym, ile wartościowych tekstów dziewczyny zawarły w tych kilkunastu utworach, po czym pomyślałem, że wielu osób do siebie nie przekonają, bo są tak polityczne… Zaraz, co? Jakie polityczne?

Na całej płycie znajdują się może dwa albo trzy wersy, które można uznać za polityczne. Po prostu mój mózg automatycznie połączył feminizm z nastrojami antyrządowymi. Niestety, stało się to w ostatnich latach oczywiste. No przecież wiadomo, że prawo do równości płci, mniejszości rasowych czy wyznaniowych, to coś, co interesuje tylko jedną stronę. W przeciągu ubiegłych dwóch tygodni zauważyłem, że prawie każda czynność, którą wykonuję, prędzej czy później zahacza o politykę. Nawet jeśli tego nie planuję.

Wizyta w Gdańskim Muzeum II Wojny Światowej zaczyna się neutralnie. Razem z Panią Doktor – historykiem sztuki UG i koleżanką ze studiów zaczynamy komentować ekspozycję. Rozmowa schodzi na kontrowersję, jaką była interwencja rządu w elementy wystawy. Nie mija 15 minut, a my prowadzimy trzyosobową debatę na temat przyszłości narodu. Nie do końca wiem o czym mówię, ale zabieram głos w dyskusji.

Jakiś czas później, z niezrozumiałego dla mnie powodu, ląduję na środowym wieczorze karaoke w barze Politechniki Gdańskiej. W palarni dosiada się do nas koleś o barkach wielkości szafy Komandor. Na bluzie ma znak Polski Walczącej i Husarza. Ignoruję ten historyczny bezsens, tak jak moje koleżanki ignorują jego pytanie “Chcecie się może napić z prawdziwym patriotą?” Gdy on odchodzi, my żartujemy sobie z 500+, bo oczywiście kojarzy się z patriotyzmem.

Jestem w Warszawie na wigilii w filmówce Andrzeja Wajdy jako absolwent. Życzenia składane przez wykładowców przeradzają się w przemówienie pt. “Oby po zmianie prezesa w PISFie na rządowego pachołka, ktoś z nas dał jeszcze radę nakręcić film”. Próbuję jak najbardziej odciąć się od polityki, ale tak jak wszyscy w pomieszczeniu, jestem smutny.

W pubie rozmawiam z koleżankami, które studiują prawo. Mówimy o pomocy humanitarnej dla Afryki. Kilka zdań później rozmawiamy już na temat Trybunału Konstytucyjnego. Nie rozpoznaję nazwisk ludzi, o których mówią. Próbuje nadążać, ale nie znam się na polityce.

Europejskie Centrum Solidarności. Ekspozycja dotyczy PRL-u i walki z systemem. Spędzam dziesięć minut wpatrując się w satyryczny rysunek o milicji rozgramiającej demonstracje. Myślę o tym, że niedługo eskalacja skrajności po obu stronach znowu doprowadzi do tej sceny.

Przy wyjściu z tej wystawy znajduje się moja ulubiona część. Wielka ściana, na którą każdy może przyczepić karteczkę z wiadomością dla innych odwiedzających. Byłem tam już kilka razy i zawsze wychodziłem pełen optymizmu, przez wszystkie wiadomości o miłości i pojednaniu. Tym razem nawet przypięte karteczki są skrajne. Próbuje zerwać karteczkę, na której napisane jest “Fuck ISIS. Jebać uchodźców. Nie chcemy tu kozojebców”, ale jest za wysoko. Proszę o pomoc dwie dziewczyny z mojej uczelni, które akurat przechodzą obok. Odmawiają mi, tłumacząc, że zgadzają się z przekazem. Powołują się przy tym na wolność słowa. Ze złości gniotę w kieszeni rasistowską karteczkę, którą zerwałem wcześniej.

Siedzę w pierwszym rzędzie podczas spektaklu o Beksińskich w Bydgoskim Teatrze Polskim. Pojawia się żart o współczesnym TVP. Wyłączam się na kolejne dwadzieścia minut sztuki i myślę, czy nie napisać o tym wszystkim felietonu.

Jestem na piwie z aktorką ze spektaklu. Po godzinie rozmowy na różne tematy, pyta mnie wprost, czy myślę, że to wszystko niedługo pójdzie się jebać.

Pierwszy raz biorę to pytanie na poważne. Pierwszy raz nie wiem co odpowiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *