Dlaczego krytycy kochają horrory, a widzowie nienawidzą?

Coraz częściej na najróżniejszych portalach o tematyce filmowej możemy spotkać się ze zjawiskiem, w którym dany horror jest bardzo pozytywnie odbierany przez wielu krytyków, a z kolei przez wielu widzów skrajnie negatywnie. Ostatnio tak było w przypadku filmu Dziedzictwo. Hereditary. Skąd to wynika spróbuję wytłumaczyć w moim artykule.

Dziedzictwo. Hereditary zdecydowanie podzieliło publikę. Przez krytyków okrzyknięty „arcydziełem współczesnego horroru”, a przez sporą część widowni uważany za film niestraszny, nudny, a nawet śmieszny. Do jakiejkolwiek strony internetowej o tematyce filmowej byśmy nie zajrzeli, zobaczymy skrajnie różne opinie. W chwili w której piszę ten tekst na Rotten Tomates otrzymał od krytyków 89% pozytywnych opinii (średnia aż 8,2), zaś od widzów zaledwie 57% (średnia 3,2/5). Na naszym rodzimym Mediakrytyku średnia zebranych ocen wynosi 8,0, a na Cinemascore (portalu zbierającym oceny od widzów wychodzących z kina) tylko D+.

Żeby było ciekawiej, to nie pierwszy przypadek horroru, który zebrał dobre, albo nawet świetne recenzje od krytyków, ale został negatywnie przyjęty przez szerszą publikę. Bardzo podobnie wyglądała sytuacja To przychodzi po zmroku, Coś za mną chodzi, Czarownica: Bajka ludowa z Nowej AngliiBabadook i wiele więcej. Co łączy wszystkie te filmy, skoro zbierają tak mieszane opinie?

Krytycy kontra widzowie

Czym różni się podejście krytyków, od widzów? Krytycy z zawodu zajmują oglądaniem i następnie recenzowaniem filmów, niezależnie od swoich preferencji. Im bardziej profesjonalne podejście, tym bardziej „trzeźwa” powinna być analiza filmu. Przeciętni widzowie oglądają wyłącznie dla rozrywki, dlatego kierują się selekcją na jaki film mają ochotę wybrać się do kina. Wybór zależy oczywiście od ich filmowych upodobań, oraz oczekiwań wobec danego tytułu. I tu przechodzę do sedna, czyli oczekiwań. To one potrafią mieć większy wpływ na seans niż sama jakość filmu. Jeżeli otrzymamy to na co liczyliśmy, bardziej prawdopodobnie jest że wyjdziemy z kina usatysfakcjonowani, a jeżeli dany tytuł rozejdzie się z oczekiwaniami, istnieją większe szanse że będziemy rozczarowani. Idealnym potwierdzeniem jest portal Cienmascore. Większość filmów powszechnie krytykowanych, nawet te uznawane za najgorsze, jak np. Mumia, Emotki. Film, albo Transformers: Ostatni Rycerz otrzymały pozytywne oceny, ponieważ większość widzów dostała to czego oczekiwała.

Atmosfera > jump scare

Czego w takim razie widzowie wymagają od horrorów? Warto wcześniej odpowiedzieć sobie na pytanie, czym w ogóle jest horror? Według Słownika terminów filmowych Marka Hendrykowskiego, horrorem nazywamy:

Gatunek dramatu sensacyjnego, którego celem jest wywołanie uczucia przerażenia i strachu u odbiorcy. Zasadę konstrukcyjną leżącą u podstaw filmu grozy stanowi połączenie wywołującego lęk tematu z ekscytującym sposobem jego opowiedzenia i odpowiednimi chwytami.

Jest wiele sposobów na wzbudzanie strachu u widzów. Najpopularniejszym jednak chwytem są jump scary obecne w wielu kasowych horrorach, jak np. To, seria Obecność, Annabelle, albo Naznaczony. Jump scary to prosty filmowy zabieg, który polega na dosłownym przestraszeniu widza przerażającym obliczem (zwykle zjawy), które wyskakuje znienacka, z hukiem, często nawet w stronę widowni. Pozwala to nie tylko dostarczyć to, czego widownia teoretycznie oczekuje (strachu), ale też utrzymać jej uwagę. Niestety, jest to powszechnie zbyt często stosowane.

Wiadomo, że strach jest kwestią subiektywną. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to zwyczajnie wtórne i… płytkie. Większość przerażających scen w przeciętnych horrorach służy jedynie straszeniu, nic za nimi więcej nie idzie. Mamy się bać tylko dlatego, że straszna zjawa wyskoczyła z krzykiem prosto w stronę kamery. Ludzie często dają się przestraszyć na jump scarach, nie dlatego, że jest to tak wyrafinowany i sugestywny zabieg, ale dlatego że jest to naturalna reakcja na niespodziewany głośny hałas.

Horrory powinny stosować najróżniejsze chwyty na wzbudzenie strachu. Nie tylko rozpraszającymi duchami, które tylko wyskakują w stronę kamery i robią głośne „buu” jak w tegorocznym Winchester: Dom Duchów, albo Naznaczony: Ostatni klucz. Kluczowe w dobrym filmie grozy jest wykreowanie odpowiedniej atmosfery – zdjęcia, scenografia, muzyka, montaż – każdy najmniejszy element filmowy powinien być odpowiednio nastrojony. Świetnym przykładem jest Hereditary. Dziedzictwo.

Jak stworzyć straszny film?

Wielu widzów krytykuje dzieło Ariego Astera za zbyt wolne tempo i nacisk położony na dramat rodzinny. Paradoksalnie, to właśnie dlatego optymiści uważają to za straszny film.

Poznajemy rodzinę w trakcie żałoby. Obserwując stopniowo ich relacje, reakcje na kolejne tragiczne (i paranormalne) wydarzenia, odkrywamy ich mroczne sekrety, myśli które dotychczas skrywali. Przy każdej kolejnej scenie bohaterowie zaczynają coraz dobitniej wyrażać swoją frustrację, poczucie beznadziei i pustki. Zaczyna na nich ciążyć coraz silniejsze poczucie winy, które doprowadza ich do powolnej autodestrukcji.

Foto: Den of Geek

Niezależnie od Waszych przekonań, nikt nie zaprzeczy, że przypadkowe uśmiercenie najbliższej osoby jest dużo bardziej prawdopodobne (i przerażające), niż zwykły duch wyskakujący zza szafy. Dużo bardziej od opętań prawdopodobna jest depresja, wieczne poczucie winy, żal do samego siebie i osób z najbliższego otoczenia. To właśnie te zwyczajne, z pozoru nudne wydarzenia stanowią siłę filmu Ariego Astera, a fantastyczne występy aktorskie i dialogi tylko potęgują efekt.

Dzięki nadbudowanej części dramatycznej, lepiej wybrzmiewa warstwa „horrorowa”. Podąża tropami typowymi dla współczesnych filmów grozy – mamy wątki nawiedzenia, opętania i okultyzmu – ale dzięki różnorodności konwencji i wyrafinowanemu podejściu reżysera nie popadają one we wtórność. Bardzo inteligentnie podchodzi do straszenia, unikając typowych, schematycznych jump scarów. Obserwujemy personifikację sił zła w wielu formach, ale objawia się ona stopniowo. Dzieje się masa niepokojących, nadprzyrodzonych zjawisk, ale przeważnie widzimy je na dalszym planie, albo w cieniu, dzięki czemu są bardziej tajemnicze. Nie raz trudno w ogóle uświadomić sobie, na co aktualnie patrzymy, co potrafi być jeszcze bardziej przerażające. Wraz z rozwojem seansu, demoniczne siły coraz mocniej podkreślają swoją obecność, stają się bardziej namacalne. Tworzy to atmosferę wszechobecnego zła, narastającego napięcia i zagrożenia. Zdjęcia pogrążone w szaroburej kolorystyce, wszechobecny mrok, niepokojące ujęcia na postacie, elementy otoczenia i klimatyczna muzyka tworzą nastrój rodem z sennego koszmaru.

Wiele współczesnych horrorów „kochanych przez krytyków, nienawidzonych przez widzów” stosuje bardzo podobne podejście, szczególnie To przychodzi po zmroku, Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii i Babadook.

Dobry horror = dobry film

Kluczem do stworzenia dobrego horroru jest… stworzenie dobrego filmu. I tutaj dochodzą filmy o których pisałem na początku. Dziedzictwo. Hereditary, Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii, albo To przychodzi po zmroku nie kładą nacisku tylko na straszeniu jump scarami (właściwie to wcale). Te filmy koncentrują się na każdym aspekcie filmowym. Na przekonywującej kreacji świata, na budowaniu klimatu. Na poruszenie problematyki, która mogłaby skłaniać widzów do refleksji i wokół której można oprzeć punkt ciężkości. Na rzetelnie napisanych i wyreżyserowanych scenach, które mają wzbudzać w widzach niepokój. W wymienionych wyżej filmach, wszelkie przerażające zjawiska mają swoje uzasadnienie. Nie mają tylko straszyć, ale też mieć swoje podłoże w fabule, kreacji świata, albo w jakiś sposób odnieść się do bohaterów. Tu przechodzę płynnie do ostatniego aspektu, który jest kluczowy w horrorze – bohaterów.

Często w filmach zapomina się o znaczeniu postaci. Większość z nich to tzw mięso armatnie, które po prostu ma paść ofiarą antagonisty. Jeżeli jednak uda się stworzyć wiarygodnych bohaterów, których problemy, emocje, przemyślenia, będą grały ważniejszą rolę w filmie, wtedy film nabierze większego ładunku emocjonalnego.

Foto: ChicagoNow

Weźmy np. Uciekaj! (które wyjątkowo spotkało się z pozytywnym przyjęciem z obu stron) – uwaga: akapit zawierać będzie spojlery. Koncept przypominać może horrory jakich wiele. Główny bohater przekracza próg domu skrywającego mroczne sekrety. Historia prowadzi do schematu rodem ze slashera z motywem psychopatycznej rodziny. To co jednak wyróżnia film Jordana Peela, to problematyką wokół której się obraca. Główny bohater jest czarnoskóry, zaś oprawcy rasy kaukaskiej. Posiadają oni z obsesją na punkcie Afroamerykanów, których porywają, zniewalają i przeprowadzają szalone zabiegi z ich mózgami. Dzięki temu Uciekaj! z dosyć typowego slashera stał się oryginalną i niepokojącą satyrą rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Film straszniejszy od większości współczesnych horrorów. Nie dlatego, że uświadczymy w nim sceny gore, albo zjawiska paranormalne, ale dlatego że porusza autentyczne zjawisko jakim jest rasizm, które samo w sobie jest niepokojące.

Dlaczego widzowie nie lubią dobrych horrorów?

Spora część krytyki wynika z przyzwyczajeń przeciętnej widowni. Większość publiki horrorów stanowi młodzież, która oczekuje niewymagającej rozrywki. Liczą na sprawdzoną formułę, czyli film ze schematem który znają z wielu innych horrorów, który nie będzie od nich oczekiwał zaangażowania i po prostu dostarczy sporej porcji jump scarów. Producenci niestety dają to, czego oczekują. Rezultatem są horrory pokroju tegorocznego Prawda czy wyzwanie. Film kiepski, kiczowaty, płytki polegający tylko na banalnym straszeniu zdeformowanymi twarzami zjaw. Zebrał zasłużenie masę negatywnych opinii (tylko 14% na Rotten Tomatoes), ale spełnił swój cel – target filmu był zadowolony (B- na Cinemascore) i przy budżecie nędznych 3,5 mln zarobił aż 92,6 mln. Wielu fanów horrorów ma pretensje do jakości współczesnych produkcji, ale winę tak naprawdę ponoszą widzowie, którzy tłumnie idą na kiepskie filmy.

Horrory o których pisałem w wcześniejszym nagłówku, są ambitniejszymi filmami, które wymagają od widzów większego zaangażowania. Atmosfera grozy jest odczuwalna, tylko wtedy, kiedy widownia będzie skupiona na seansie. Nie będzie tylko czekała na straszydło wyskakujące krzykiem  zza rogu, ale także będzie czujne obserwowała bohaterów, ich perypetie, rozwój fabuły wszelkie mniej lub bardziej subtelne zjawiska mające miejsce.

Osobiście mogę przytoczyć przykład, jak oczekiwania przeciętnej widownia mijają się z sensem ambitniejszych horrorów. Podczas mojego seansu Dziedzictwo. Hereditary większość widowni stanowiła młodzież w wieku gimnazjalnym i licealnym. W trakcie oglądania, przy każdej kolejnej dramatycznej, niepokojącej lub strasznej scenie, widzowie coraz głośniej wybuchali śmiechem. Kiedy osobie siedzącej obok wypadł głośno telefon na podłogę, praktycznie cała sala krzyczała ze strachu. Ten mały wypadek dostarczył formy strachu, jakiej oczekiwali po filmie, czyli po prostu jump scarów. Dla porównania, na seansie wielu, dużo gorszych, bardziej sztampowych i nijakich horrorów pokroju Annabelle, Winchester: Dom duchów i Naznaczony: Ostatni klucz widzowie (również złożona z młodzieży) mniej się śmiała, a częściej skakała w fotelach.

Podsumowanie

Panujące powszechnie trendy i przyzwyczajenia widzów mocno ograniczają perspektywę na kino grozy. Obecność i pierwszy Naznaczony to solidne, przyjemne w oglądaniu filmy, jednak nie reprezentują jedynego, słusznego podejścia do horrorów. Na szczęście w ostatnim czasie udziela się wielu utalentowanych filmowców z świeżym podejściem do gatunku, jak wspomniany Ari Aster, ale też John Krasinsky czy Jordan Peele. Pozostaje mieć nadzieję, że widownia z czasem zmieni swoje przyzwyczajenia i zacznie spoglądać na horrory, nie jak na bezrefleksyjną przejażdżkę po gabinecie strachu, tylko jak na poważne filmy, które straszą i niosą przy tym pewne wartości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *