Dlaczego adaptacje gier ponoszą porażki?

Niedawno premierę miały dwie adaptacje gier – Tomb Raider i Rampage: Dzika Furia. Film z Alicią Vikander otrzymał 49% pozytywnych recenzji na Rottentomatoes, a widowisko z Dwaynem Johnsonem 51%. Wyniki bardzo przeciętne, ale niestety to jednocześnie najlepiej oceniane filmy w historii adaptacji gier. Dlaczego w dobie ekranizacji książek i komiksów bijących rekordy popularności wciąż nie doczekaliśmy się dobrego filmu opartego na grze?

Co roku jesteśmy zasypywani adaptacjami komiksów Marvela, które regularnie zarabiają ogromne pieniądze i zbierają świetne recenzje. Wśród adaptacji książek również od czasu do czasu wyrasta kasowa seria. Dlaczego w takim razie filmy oparte na elektronicznej rozrywce ponoszą nieustanną porażkę? Gry obecnie cieszą się ogromną popularnością, coraz więcej tytułów posiada narrację rodem z kinowego widowiska, interesującą, rozbudowaną fabułę i kreację świata.

Co takiego dzieli gry, od książek i komiksów? Tylko jeden, ale bardzo znaczący szczegół – narracja. W każdym innym medium narracja jest bierna. Niezależnie, czy mówimy o filmie, serialu, komiksie, książce – odbiorca zawsze pozostanie biernym obserwatorem. Wszystko przebiega dokładnie tak, jak autor danego dzieła sobie zażyczył. W przypadku gier mamy do czynienia z gameplayem – to my, odbiorcy, gracze wchodzimy w interakcję ze światem przedstawionym. Wcielamy się w bohatera (lub bohaterów), kierujemy nim, wchodzimy w relacje z postaciami pobocznymi, wykonujemy najróżniejsze czynności, podejmujemy za niego decyzje. Coraz więcej powstaje gier, w których gracz posiada coraz to większą swobodę – czy to w eksploracji terenu, czy zachodzenia w interakcje z NPC-tami, czy podejmowaniu wyborów wpływającymi na przebieg fabuły.

Foto: WP Gry
Ach, ile frajdy, a fabuły brak

To gameplay jest esencją gry. Im bardziej jesteśmy swobodni, zdolni do wykonywania najróżniejszych akcji, wpływania na otoczenie, bohaterów, czy przebieg historii tym rozgrywka staje się coraz bardziej satysfakcjonująca. Kiedy próbujemy przenieść grę na inne medium, tracimy to.

Co (nie) warto przenosić z gier do świata filmu?

Kiedy twórcy zabierają się za adaptację gry, powinni zadać sobie pytanie – co interesującego można przenieść z jednego medium na drugie? Wiele tytułów zawdzięcza swój kultowy status, popularność, albo po prostu sympatię dzięki świetnie rozplanowanemu gameplayowi. W kinach obecnie wyświetlany jest Tomb Raider, kiedyś oglądać mogliśmy np. Need For Speed, a w planach jest obecnie adaptacja Call of Duty i Grand Theft Auto. Tomb Raider i Need For Speed poniosły porażkę, a zapowiadane Call of Duty i Grand Theft Auto wg mnie tylko podzielą ich los. Dlaczego? Ponieważ gry na motywach których powstały/powstaną te filmy oparte są przede wszystkim na rozgrywce.

Eksplorowanie starożytnych grobowców, nielegalne wyścigi, wojna z terroryzmem, albo działalność przestępcza – w wydaniu growym, w którym bierzemy bezpośrednio udział, brzmi fascynująco, ale z kolei w wydaniu filmowym wypada sztampowo. Czym Tomb Raider wyróżnia się na tle takiego Indiany Jonesa, albo Need For Speed na tle Szybkich i Wściekłych itd? Czym nadchodzące Call of Duty różniło by się od Helikoptera w Ogniu, albo 13 godzin: Tajnej misji w Benghazi?  Niczym tak naprawdę szczególnym.

Wojna na Bliskim Wschodzie? Tego nigdy jeszcze nie było w kinie!

To udowadnia, że niestety nie każda gra, niezależnie jak dobra i popularna, nadaje się na adaptację. Co w takim razie warto brać na warsztat? Gry, w których pozostałe elementy prezentowałyby się interesująco w formie filmowej.

W takim razie co? Może fabuła? Mnóstwo gier posiada fantastyczną historię, czy w takim razie one nadawałyby się na film? Niekoniecznie. Gry posiadają dużo luźniejsze ramy czasowe, tytuły skupiające się na fabule zwykle wymagają dziesiątek, albo nawet setek spędzonych godzin – to czas, który umożliwia na stworzenie rozbudowanej, wielowymiarowej i niebanalnej historii. Filmy niestety mają mocno ograniczony czas. Jeżeli spróbowalibyśmy zaadaptować np. fabułę Grand Theft Auto V musielibyśmy okroić ogromną ilość materiału, tak aby zmieścić to ok. 2 godzinach.

In a world of pure imagination

Może warto się przyjrzeć, jakie adaptacje gier spotkały się sporą sympatią ze strony widzów? Wielu bardzo ciepło wspomina Warcrafta, Sillent Hill i Mortal Kombat. Nie są to dobre filmy, posiadają masę wad, problemów scenariuszowych, narracyjnych i aktorskich, ale miały ten jeden element, za które wielu ludzi je polubiło – świat.

Nic tylko zatrzymać się i podziwiać widoki.

Wiele gier posiada fantastyczną kreację świata, niespotykaną w żadnym w innym medium. To jest aspekt, który przy odpowiednim budżecie łatwo przenieść na film. Jest on bardzo ważny dla materiału źródłowego, wielu fanów oczekuje wiernego przeniesienia uroku świata ze swoich ulubionych gier. Jest to jednocześnie aspekt, który może być atrakcyjny dla zupełnie nowych odbiorców. W trakcie seansu Tomb Raider zwyczajny widz zauważy kolejne, sztampowe kino przygodowe w settingu które zna z każdego innego filmu przygodowego. Przy WarCrafcie zauważy krainę Azeroth pełną niespotykanych potworów i czarów, której nie znajdzie w innych filmach fantasy.

Ekranizacje gier nie tylko dla graczy

Warcraft: Początek dobrze się spisał, jeśli chodzi o budowanie świata, ale niestety nie ułatwiło to seansu sporej części widowni. Gry, szczególnie z cyklu World of Warcraft posiadają niespotykany fandom na całym świecie, ale nie oznacza to, że filmy powinny być kręcone tylko pod nich. Film był bardzo głęboko zakorzeniony w lore gry, posiadał masę wątków nawiązujących, do gier których sam nie tłumaczył w przejrzysty sposób. Wbrew pozorom blockbustery, niezależnie do jakiej marki podpiętej są najczęściej oglądane przez niedzielnych widzów. Większość kinowej widowni składa się z przeciętnych ludzi, którzy po prostu szukają rozrywki na weekend. Jeżeli do nich film nie dotrze, oznacza to klapę finansową.

W World of Warcraft gra obecnie ponad 10 mln graczy, którym do gustu bardzo przypadł Warcraft: Początek od Duncana Jonesa. Mimo to, film i tak okazał się klapą, ponieważ nie był wystarczająco przystępny i atrakcyjny dla przeciętnej widowni. Fani materiału źródłowego stanowią jedynie ułamek. Ważniejsze jest, aby seans zadowalał tych, którzy nie znają pierwowzoru.

Twórcy wielu adaptacji, czy to komiksów (np: Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości), książek (np: Mroczna Wieża), czy gier (np: Silent Hill, albo wspomniany Warcraft) o tym zapomina tworząc liczne, zawiłe odwołania, nieścisłości fabularne, które zrozumieć można tylko po zapoznaniu się z materiałem źródłowym. Fani marki zwykle czerpią większą frajdę wyłapując tyle niuansów, ale niestety reszta pozostanie z poczuciem zagubienia, zmęczenia i frustracji.

Duży The Rock spotyka jeszcze większą małpę. Przepis na największy sukces kasowy.

Wyświetlany obecnie w amerykańskich kinach Rampage: Dzika Furia odnosi sukces kasowy. Jest to zasługa nie tylko obecności Dwayne’a Johnsona (najlepiej zarabiającego obecnie aktora) w obsadzie, ale również jak ten film został skrojony. Twórcy wykorzystali jedynie sam koncept gry Rampage (wielkich, zmutowanych zwierząt demolujących miasto) i osadził go w ramach konwencjonalnego filmu. W obecnych czasach dobrze zarabiają wysokobudżetowe monster movies pokroju Kong: Wyspa Czaszki i Godzilli, dlatego pomysł na film wydawał się atrakcyjny również dla niedzielnej widowni. Dzięki temu widowisko stało się bardziej przystępne. Spora część widowni nie zdaje sobie nawet sprawy, że film który, obejrzeli w kinie, jest adaptacją gry z lat 80. Nie przeszkodziło to filmowi zarobić w weekend 150 mln dolarów na całym świecie (przy budżecie 120 mln).

Relax, take it easy

Innym problemem wielu adaptacji gier jest stosunek twórców do materiału źródłowego. Ważne jest, aby za film odpowiedzialni byli ludzie, którzy znają pierwowzór, rozumieją go, darzą należytym szacunkiem. Fabuła nie musi (wręcz nie powinna być) dokładnym przełożeniem historii znanej z gry, bo nie starczy na to czasu. Ważne jest oddanie należytego hołdu, aby fani w trakcie seansu mogli poczuć się jak w domu. Film Assassin’s Creed miał właśnie ten problem, że twórcy nie zrozumieli fenomenu gier. Zamiast skupiać się na Anonimusie, podróżach po różnorodnych epokach historycznych i śledzeniu losów asasynów, spędzaliśmy zdecydowaną większość czasu we współczesności i oglądaliśmy długie, ekspozycyjne sceny dialogowe.

Foto: Digital Trends

Potrzebny jest jednocześnie dystans twórców, odrobina samoświadomości. Assassin’s Creed mimo dosyć absurdalnego zarysu fabularnego i pomysłów, które poza grą wydawały się kuriozalne, w filmie były potraktowane z całkowitą powagą. Ton był zbyt przedramatyzowany, brakowało miejsca na rozluźnienie, przez co seans męczy i popadał w pretensjonalność. Po części Warcraft: Początek miał z tym problem. Świat gier ze studia Blizzard jest kolorowy, barokowy, pełen groteskowo wyglądających postaci i scenografii. W filmie zostało to świetnie odwzorowane, ale niestety zapomniano o humorze, który był obecny od początku serii. Film kazał traktować się z całkowitą powagą, pomimo bardzo kiczowatej estetyki, przez co powstawał kontrast.

Podsumowanie

Twórcy adaptacji gier powinni pamiętać, że filmy, które tworzą, są przede wszystkim rozrywką. Powinny dostarczać niesamowitych wrażeń, odrobiny dreszczy, napięcia, ekscytacji z eksplorowania niezwykłych światów i odrobiny humoru dla rozluźnienia tonu. Jednocześnie powinny być skrojone tak, aby nie tylko fanom przypadły do gustu, ale też zwyczajnej widowni. Nie powinny za bardzo polegać na odniesieniach, znajomości materiału źródłowego – muszą być przystępne i atrakcyjne dla jak największej grypy widzów. Dokładnie taką koncepcję obrał Marvel, dzięki czemu ich filmy osiągają ogromne sukcesy, docierają do tak masowego odbiorcy – zarówno do fanów komiksów, jak i niedzielnych widzów, dzieci i dorosłych.

Tomb Raider i Rampage: Dzika Furia są najwyżej ocenianymi filmami na podstawie gier. Nadal są to bardzo przeciętne recenzje, ale jest to wyraźna poprawa po fatalnie przyjętych poprzednich adaptacjach. Być może to dowód na to, że twórcy zaczynają powoli rozumieć, jak podchodzić do tematu. Niezależnie od tego, ile złych filmów jeszcze powstanie, prędzej czy później doczekamy się lepszych czasów, ponieważ gry cieszą się zbyt wielką popularnością, aby Hollywood miałoby z nich rezygnować. Niegdyś identyczny problem posiadały adaptacje komiksów, które teraz dominują na box office. Czas pokaże.

One Comment Add yours

  1. Yeti napisał(a):

    Ponoszą porażki – odnosi się zwycięstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *