Deadwood Film – Bez przebaczenia

Żyjemy w erze remake’ów telewizyjnych. Nie tak dawno mogliśmy oglądać nowe odcinki takich kultowych produkcji jak: Z Archiwum X, czy też Twin Peaks. Niekiedy te powroty wychodzą lepiej (patrz drugi przykład), inne gorzej (patrz pierwszy przykład). Jedno jest pewne, dzisiejszy rozbudowany rynek serialowy, wyciąga dłoń do nostalgicznego widza. Z Deadwood jest jednak inaczej. Powstający po trzynastu latach od emisji ostatniego odcinka, film musiał dokonać niemożliwego. Zamknąć w satysfakcjonujący sposób sagę pełną niesamowitych postaci, która miała potencjał na jeszcze kilka sezonów. Na szczęście ta sztuczka udała się.

W samym Deadwood też upłynęło sporo czasu od naszej ostatniej wizyty. Akcja filmu dzieje się dziesięć lat po zakończeniu serialu. Fabuła orbituje wokół kilku wątków. Z czego najważniejszym z nich jest rozwiązanie konfliktu z Hearstem, który przyjeżdża do miasteczka, wyrównać rachunki. Całe miasto musi się zjednoczyć jeszcze raz przeciwko wspólnemu wrogowi.

FOTO: IMDb

Podobało mi, jak  skończył serial. Te nagłe urwanie wątków i absolutne zwycięstwo Hearsta było pięknym zakończeniem. Było coś poetyckiego w Alu wycierającym krew swojej pracownicy, którą niewinnie zamordował, bo to aby chronić swoją ukochaną. Zakończenie Deadwood, było bardzo w stylu tego serialu, podkreślała doskonale tezy tej produkcji.  Czyli faktu, iż brutalny kapitalizm niszczy wszystko na swojej drodze, nawet zjednoczone wspólnoty.

Dlatego do filmu miałem mieszane uczucia. Chciałem powrócić do świata Deadwood i jeszcze raz usłyszeć słowo Cocksucker, ale z drugiej strony bałem się, iż powrót do serialowej mieściny będzie  rozczarowujący. Z obozu dobiegały niepokojące wieści: Śmierć Powersa Boothe’a, starcza demencja Davida Milcha… wszystko to nie nastrajało zbyt optymistycznie.

Na szczęście powrót udał się kapitalnie. Zaskakuje mnie z jaką świeżością udało się uchwycić klimat Deadwood. Czujemy się jak po powrocie do dawno nie widzianego domu. A kolejne lokacje i postacie oglądamy z coraz większym uśmiechem na gębie. Ten film to prawdziwa gratka dla fanów. Każdy się pewnie ucieszy na widok Al’a, czy też Setha.

FOTO: IMDb

Dużą rolę w tym powrocie odgrywają aktorzy. Wielokrotnie w wywiadach obsada opowiadała o tym, jak Deadwood zmienił ich życie i chcieliby powrócić na plan. Nie były to czcze przechwałki. Aktorzy nie stracili przez te lata swojego rozeznania w postaciach, co pomaga w naturalności filmu. Największe oklaski należą się tutaj Timothy’emu Olyphantowi, który jest fenomenalny jako rozdarty Seth Bullock. Jego aktorstwo w serialu mnie nie kupiło, ale tutaj widać jak ten aktor dojrzał i może jeszcze wiele widzowi zaoferować.

Sam film najbardziej porusza zagadnienie upływu czasu. Postacie w Deadwood są starsze i jest to podkreślane na każdym kroku. Jest to znakomite podłoże pod zakończenie serialu, ponieważ zmusza to bohaterów do dokończenia pewnych wątków z przeszłości, oraz zderzenia się z konsekwencjami swoich wyborów  z przeszłości. Jest to zrobione z należytym szacunkiem i respektem. Dla widza i dla postaci.

Wiąże się też to z pewnym sentymentalizmem i ugrzecznieniem serialowego klimatu, który może nie każdemu podejść. Film Deadwood jest ugrzecznioną wersją serialu. Nie mamy poderżniętych gardeł i błota. Zastajemy za to pięknie rozwinięte miasto i uporządkowaną społeczność. Mnie to zachwyciło. Stonowanie klimatu to nie lenistwo ze strony Davida Milcha, to podkreślenie podstawowych idei tego serialu, czyli budowy społeczeństwa. Łezka się w oku kręci, kiedy widzimy jak dobrze to miasteczko funkcjonuje w filmie.

Fajnie to też gra z koncepcją klasycznego westernu. Deadwood nigdy nie było klasycznym westernem, ale zawsze interesująco bawił się tym tropem. Film jest trochę odważniejszy w używaniu tego tonu. Mamy tu dużo klasycznych elementów westernowych. Sam obraz w strukturze fabularnej przypomina klasyczne obrazy Johna Forda. Można powiedzieć, iż  w filmie poetyka Szekspira znana z serialu ustąpiła miejsce poetyce Forda.

FOTO: IMDb

Deadwood film może nie jest idealny, ale jest satysfakcjonującym domknięciem jednego z bardziej niedocenianych seriali wszech czasów. Chciałbym, aby Deadwood zyskało teraz drugie życie. Ja na pewno wrócę niedługo do mojego ulubionego serialowego miasta.

Ocena: 8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *