Ciche miejsce – Wstrząsy

Dziwne rzeczy doprawdy dzieją się ostatnio w Hollywood. Ledwie zdążyliśmy przetworzyć fenomen Lady Bird – debiut reżyserski aktorki z hipsterskich mumblecore’ów nie dość, że nominowano do pięciu Oscarów, to jeszcze prawie został najwyżej ocenianym w historii filmem według portalu Rotten Tomatoes! A niespodzianek szykuje się nam więcej. Nieodparcie urokliwa buźka Jima z The Office nakręciła horror i… zapewne pozostanie on w czołówce najwyżej ocenianych filmów roku, a z automatu okrzyknięto go jedną z najciekawszych propozycji w kinie grozy ostatnich lat.

W ogóle coraz częściej da się zauważyć tendencję do oddawania głosu młodym, niezależnym twórcom. Oni na nowo rozdają teraz karty w kinie głównego nurtu. Kolejne pokolenie Nowego Hollywood ponownie miesza szyki zastanemu porządkowi wielkich producentów? Miejmy nadzieję.

A jak tam z tym Cichym miejscem? Czy rzeczywiście jest takim arcydziełem, jak zapowiadają wszyscy? Przełomem dla gatunku? Przyjrzyjmy się.

Foto: IMDb

Post-groza?

Warto na wstępie jeszcze dodać, że o dziwo, pomimo bycia dobrym filmem, gatunkowiec Krasinskiego nie wpisuje się w trendy artystycznego post-horroru. Zaskakujące, bo przecież niemal wszystko, co interesujące w kinie grozy ostatnich lat, wychodziło od twórców, dla których funkcja straszenia, prymarna przecież dla gatunku, była ostatnia na liście priorytetów. Dzieła pokroju Coś za mną chodzi, Babadooka, Czarownicy, Uciekaj!, Mięsa czy Pod skórą bardziej stawiały na intelektualną grę z widzem, zabawę konwencjami i oryginalność stylistyczną, niż klasyczne wywoływanie przerażenia. Podobne podejście mogło alienować niewłaściwie nastawionego odbiorcę.

Ciche miejsce takie nie jest. Krasinski nie ma elitarystycznie artystowskiego nadęcia i nie boi się pobrudzić sobie rączek odrobiną ludyczności. To przede wszystkim ma być film straszny, rzecz oglądana w nieustannym napięciu, zmuszająca do ciągłego obgryzania paznokci w obawie o los bohaterów. Nie znaczy to, że reżyser idzie na łatwiznę i wraca do sprawdzonych obrzydliwych monstrów, przeszywających krzyków czy nagle trzaskających drzwi. Celuje w zdecydowanie bardziej wyrafinowane i kreatywne metody trafiania do pierwotnych instynktów.

Foto: IMDb

Krajobraz po bitwie

Kluczowym zabiegiem było oczywiście wykreowanie świata, w którym centralnym elementem jest cisza. Cisza w horrorze zwykle ma dość jednoznaczne konotacje. Cisza = potencjalne niebezpieczeństwo kryjące się pośród niej. Przedłużająca się cisza = coś zaraz na nas wyskoczy. Co jednak się dzieje, jeśli nie mamy tak łatwego do zidentyfikowania podziału między sferą bezpieczną, zwykle w gwarze rozmów towarzyskich, a sferą grozy – ciemności, odosobnienia i właśnie ciszy? Co gdy charakter świata przedstawionego dyktuje ciszę, jako jedyny dopuszczalny stan w otoczeniu bohaterów? Akcenty będą przez to rozłożone w zupełnie inne, nieprzewidywalne konfiguracje…

Mamy więc niedaleki świat przyszłości, w którym ludzkość została zdziesiątkowana przez przerażające, ślepe potwory, nieoszczędzające nikogo. Zdecydowanie za późno odkryto, że monstra reagują na cywilizacyjny hałas, „nadmierną” ilość decybeli w nieskończonym zasięgu swojego działania (zwyczajna mowa ludzka jest już za głośna). Wciąż nie udało się znaleźć sposobu na pokonanie tych istot, ale czteroosobowa rodzina Abbottów złożona z zaradnego patriarchy (Krasinski), ciężarnej gospodyni domowej (Emily Blunt), głuchoniemej i zbuntowanej córki (Millicent Simmonds) oraz strachliwego syna (Noah Jupe), jakoś sobie radzi z utrzymaniem ciepła domowego ogniska w nieludzkim środowisku.

Foto: IMDb

Ludzkie doświadczenie

Film przez większość czasu robi naprawdę dobrą robotę w kwestii budowania swoich bohaterów i przywiązania widza do nich. Połączenie naturalnej, wypełnionej ciepłem dynamiki relacji między członkami rodziny, z koniecznością zachowywania ciągłej ostrożności wypada naprawdę przekonująco. Lekkie scenki w rodzaju tłumionej ekscytacji rodzeństwa w czasie gry w planszówkę, czy tańca małżonków do piosenki Neila Younga na dzielonych słuchawkach to naprawdę piękne momenty, niewybijające nas z napiętego rytmu całości. Sporo robią aktorzy, z których każdy dostaje okazję do indywidualnego wykazania się pomimo, a może właśnie dzięki, niemal całkowitemu braku mówionych dialogów.

Trochę słabiej, gdy film jednak decyduje się trochę dopowiadać. Tłumaczyć nam istniejące w rodzinie zachwiania harmonii, które dla uważnego widza powinny być zrozumiałe, nawet jeśli nie deklarowane bezpośrednio. Z kolei inne obiecujące wątki, choćby mocno sugerowany przez cały czas i dość jasno zaakcentowany w finale feministyczny, są potraktowane raczej po macoszemu i nie wybrzmiewają zbyt autentycznie. Szczególnie, gdy z dwóch postaci kobiecych jedna jest głównie definiowana przez swoje macierzyństwo, a druga przez niepełnosprawność i poczucie winy.

Jeszcze większe problemy powstają, kiedy narracja dociera do centralnej serii punktów kulminacyjnych, w którym kolejno rzuca bohaterów w coraz bardziej drastyczne, patowe sytuacje. Owszem, ciąg przyczyn i konsekwencji jest zachowany, a postacie do końca pozostają wiarygodne, ale zagrania dla podkręcenia napięcia wydają się coraz bardziej tanie i przesadzone.

Foto: IMDb

Błędy w matriksie

Im dłużej będziemy się zastanawiać nad przedstawionymi sytuacjami, tym więcej problemów będziemy zauważać. Przede wszystkim wspomniana ciąża bohaterki, która oczywiście musi powrócić jako prawdopodobnie najbardziej spektakularny moment grozy. Już pomińmy fakt, jak nieracjonalny (i niepraktyczny w realizacji!) jest seks, do tego bez zabezpieczeń w świecie, w którym największy szmer może obudzić krwiożercze potwory, a co dopiero mówić o kontrolowaniu bólów porodowych… To oczywiste, że film chce nas doprowadzić do sytuacji rodem z tej przerażającej historii o matce, ukrywającej się przed wrogimi żołnierzami i desperacko zduszającej krzyk niemowlęcia, przytaczanej tak często (serial MASH, film Pianista, gra Metal Gear Solid 4…), że stała się właściwie kliszą. Użycie nielogicznego plot device w postaci porodu do tak prymitywnych celów uważam za zagranie co najmniej niefinezyjne, bliskie kina exploitation. A Krasinski miał chyba trochę inne ambicje…

Podobne problemy będą w waszej wyobraźni wyrastać jak grzyby po deszczu jeszcze długo po seansie. Dlaczego nie osiedlili się gdzie indziej, np. w pobliżu wodospadu? Jeśli już wprowadza się nam do świata prawo „ściany dźwięku”, to takie rzeczy trzeba brać pod uwagę. Ostatecznie rozwiązanie kwestii potworów jakie nam zaprezentowano, też się wydaje nieco naciągane, praktycznie niemożliwe, by cały sztab naukowców i żołnierzy na całym globie nie spróbował niczego podobnego, nawet przypadkiem. No i ten gwóźdź, ten nieszczęsny, wystający gwóźdź! Który owszem, jest wspaniałym generatorem suspensu, Hitchcock chyli czoła. Ale dlaczego do cholery nic z nim nie zrobili? Argumenty o hałasie mnie nie przekonują, technika młotka nie jest jedyną metodyką usuwania niechcianego gwoździa. To po prostu jedna z dziur fabularnych, na które musimy machnąć ręką, by dalej cieszyć się filmem.

Foto: IMDb

Reszta jest milczeniem

A Krasinski stara się jak może, byśmy to właśnie zrobili. I zwykle udaje mu się to naprawdę dobrze, film trzyma w napięciu, jest doskonale wyreżyserowany, zagrany, udźwiękowiony, prawie bezbłędnie zmontowany. W kompleksowy sposób buduje atmosferę i bohaterów, szczególnie w swoim pierwszym akcie – otwierająca sekwencja to inscenizacyjny majstersztyk. Niestety skąpy i nieniosący ze sobą za wiele scenariusz mimo wszystko zawodzi, sam pomysł przestaje już być tak unikalny w późniejszym zagęszczeniu jumpscare’ów, kulminacji i cudownych ratunków, a emocje po drodze wyparowują w hollywoodzkich kliszach.

Ciche miejsce to dobry horror – naprawdę oryginalny, wyróżniający się na tle innych, ale przy tym bardzo przystępny dla widza bez względu na smak. Jego uniwersalna siła oddziaływania na poziomie utrzymywania napięcia i ludzkich więzi jest niepodważalna. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że pod lupą racjonalnej analizy wydarzeń, ze skryptu zostanie popiół, a powtórne oglądanie może stracić sens.

Ocena: 6/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *