Childish Gambino – Awaken, My Love

dnia

Może nie wiecie o tym, ale jednym z czołowych graczy 2016r, był Donald Glover. Gdy pod koniec roku zaczynają spływać nominacje do nagród, na wszelakich polach większość Internetu kojarzy Donalda jako odtwórcę roli Lando w nadchodzącym spin-offie Star Warsów. Jednak dla ogarniętych, Glover to postać która elektryzuje popkulturę od 2009r. (#sixseasonsandamovie!) Aktor, scenarzysta, reżyser, komik, w końcu raper. Donaldowi, to nie wystarcza. Na swoje nowej płycie wydanej pod szyldem Childish Gambino Amerykanin zostaje piosenkarzem soulowym, wykopującym z grobu jeszcze świeże ciało Prince’a jednocześnie kierując je w stronę mainstreamowych fantazji.

Donald Glover jak już wspomniałem jest kimś na wzór popkulturowego obieżyświata. Lecz nie jest on typem rewolucjonisty. Zwłaszcza pod łatką Childisha Gambino, Glover rozkochiwał się w uproszczonej melorecytacji popowych sztandarów, zmieszanych z starą szkołą hip hopową. Całość ta była od zawsze podlana pikantnym sosem r’n’b , który czynił z Childisha nie tyle stu procentowego niggę z  getta, co miejskiego intelektualistę potrafiącego łamać kobiece serca, z estymą nieporadnego nerda z sąsiedztwa.

Lecz ten interesujący, skonfliktowany(a jednocześnie idealnie skrojony marketingowo)wizerunek wybrzmiewa w pełni dopiero na „Awaken, my Love”. Glover odchodzi od robienia sztampowej mieszanki z  interesujących składników i kieruje się w ciekawsze rejony. Ponieważ na swoim najnowszym albumie Gambino nie rapuje. Bawi się za to w kolejnego emisariusza twórczości Prince’a czy Marvina Gave’a. Bawi się jednocześnie z ostrożnością nowicjusza, ale również z szczeniacką pewnością siebie, która nadaje tej płycie zacięcie.

Przykład? Weźmy singlowe „Redbone”, gdzie popowa melodia podbita znanym funkowym sznytem płynie łagodnie przez cztery minuty. To by absolutnie wystarczyło, aby wyróżnić się na tle dzisiejszych chartsów. Ale w końcówce kiedy cały motyw ulega zgubnej repetycji, wchodzi gitarowe solo, które dziwnym sposobem wznosi ten kawałek jeszcze wyżej. A potem jeszcze te puentujące klawiszowe pasaże, które są na tyle dziwne, że można by było je przypiąć każdemu artyście, który mieści się w spektrum pomiędzy Abbą a Eltonem Johnem. Czyli dosyć szerokim spektrum.

„Awaken, My Love” to płyta interesująca, bawiąca się oczekiwaniem słuchacza. Lecz przede wszystkim jest to płyta cholernie równa. Nie mogę tutaj wymienić słabszego kawałka. Już prędzej przychodzą mi na myśl słabsze momenty, w których Glover traci to swoje wyczucie i brnie w kierunku naprawdę nieprzyjemnym dla ucha, ale na szczęście po kilku sekundach wraca ku mojej uciesze na właściwe tory.

Zaskakuje mnie w recepcji tego krążka jedna rzecz. Otóż ta płyta, dla nieosłuchanego fana Gambino może być nieoczekiwaną zmianą i skokiem w bok, a wręcz zdradą swojego dziedzictwa i dorobku. Jednak nie spotkałem jeszcze jakiejś konkretnej, negatywnej opinii na temat tego krążka. Może fani Childisha Gambino mają szersze pole percepcji muzycznej. A może, w końcu gawiedź uczy się że eklektyczność to, fraza klucz do opisania muzyki XXI wieku. No cóż, nawet jeżeli trzeba było czekać 16 lat od premiery „Kid A” i „Since I Left You”, aby ludzie zrozumieli ten fakt, to warto było.

Glover po raz kolejny pokazał, że jest underdogiem idealnym. Wyczucie smaku i obiegowość tego gościa to jeden z lepszych smaczków, który nawiedza naszą popkulturę od kilku już lat. Oczywiście o Donaldzie coraz głośniej. Można się zastanawiać jak Amerykanin zagra nowymi kartami. Ja jestem spokojny. Ten Pan się dopiero rozgrzewa.

Ocena:7/10

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *