Był sobie taki jeden… Inna dusza Siegoczyńskiego

dnia

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich ludzkich reakcji. W nowych sytuacjach uruchamiają się takie mechanizmy działania, które odbiegają od tych znanych z życia codziennego. Zdarzenia graniczne, które stawiają człowieka przed trudnymi decyzjami, odznaczają się potem w dalszym życiu. Zostawiają ślad – w psychice, na ciele, na przedmiotach… W innych, w obserwatorach, wywołuje to potok komentarzy, które można sprowadzić do jednego zdania „tego się po nim nie spodziewałem”.

Historię o chłopaku, którego reakcji nikt nie przewidział, wziął na warsztat Michał Siegoczyński. Kolejna trudna do wyreżyserowania opowieść – opowieść, którą ponadto niełatwo wyobrazić sobie na scenie. Podobnie było w przypadku jego spektaklu o Beksińskich w Teatrze Polskim w Bydgoszczy – to duży wycinek historii znanej wszystkim rodziny ze Zdzisławem Beksińskim, malarzem, na czele. I tak jak poprzednio, tak i teraz, reżyser bazował na książkach, które w literackim świecie odbiły się dużym echem.

fot. Natalia Kabanow

Podstawą spektaklu jest „Inna dusza” Łukasza Orbitowskiego, która chociaż została oparta na faktach zawiera mnóstwo elementów literackiej fikcji. Młody chłopak z Bydgoszczy, nienajlepszy uczeń, ale za to spełniający się w cukierniczych wyrobach, zabija dwie osoby – swojego kuzyna oraz młodą sąsiadkę. Nikt się tego nie spodziewał. Przecież był spokojny, w miarę ułożony. Co poszło nie tak?

fot. Natalia Kabanow

Z książki został wyciągnięty pewnego rodzaju szkielet historii, który na scenie zostaje ubarwiony humorem, muzyką, ale także odrealnionymi obrazami z wróżką i syrenami. Aktorzy grają kilka ról, szybko się nimi przerzucają, funkcjonują obok siebie w grupie. Scena rzadko kiedy zostaje pusta. Od Siegoczyńskiego dostajemy szybki skrót ważniejszych wydarzeń z życia Jędrka, głównego bohatera, oraz jego przyjaciół, jego otoczenia. Pomaga w tym kamera, która wkracza w te miejsca, których oglądający z widowni nie jest w stanie w pełni dostrzec. Na deski wkraczają nawet statyści – chłopcy, którzy cofają nas do dziecięcych lat Jędrka, Krzyśka i Darka.

fot. Natalia Kabanow

Więcej uwagi należy się samej scenografii. Katarzyna Sankowska stworzyła na scenie kilka pokoi, które dobrze współgrają ze sobą, ale też z działaniami aktorów – skonstruowane przestrzenie pozwalają na energiczne ruchy i szybką zmianę miejsca, w którym akurat toczy się akcja. Mamy tutaj mieszkania trzech rodzin, cukiernię, tramwaj lub autobus, kasę biletową, sklep. Wszystko pachnie PRL-em.

fot. Natalia Kabanow

Kto zna spektakle Siegoczyńskiego, tego nie zaskoczy przybrana przez niego forma – kamera na scenie, szybkie cięcia i przechodzenie od sceny do sceny, do następnych rozdziałów historii czy element rozładowujący napięcie i trochę wytrącający z uwagi, jak wróżka mówiąca do widzów wierszem. Niemniej jednak ta forma działa. A czy nie chodzi o bycie skutecznym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *