Był sobie Deadpool w PG-13

Wielki gość ubrany na czerwono przyjeżdża w te Święta. Bynajmniej to nie Święty Mikołaj, lecz ktoś ważniejszy – to Deadpool we własnej osobie. Tym razem ze swoim nowym sidekickiem, Fredem Savage’am, aby wspólnie przywrócić ducha Narzeczonej dla księcia!

Wielu widzów mogło się zdziwić obecnością filmu Był sobie Deadpool. Pierwsze zapowiedzi pojawiły się niedawno, a zwiastuny mogły dezorientować, bo zawierały zarówno nowe sceny, jak i ten znane z Deadpoola 2.

Był sobie Deadpool jest nietypowym projektem. Niby nowy film, a jednocześnie wciąż to Deadpool 2. To, co najbardziej wyróżnia go spośród dotychczasowych „części”, jest kategoria wiekowa. Ryan Reynolds w wywiadzie do Deadline wyjawił, że od 2006 roku nie pozwalał studiu Fox na stworzenie Deadpoola z kategorią wiekową PG-13. Teraz, ten jeden raz wyraził zgodę, „pod warunkiem” że pozwolą mu porwać Freda Savage’a i odtworzyć razem z nim sceny z Narzeczonej dla księcia, a część dochodów ze sprzedanych biletów pójdzie na akcję walki z rakiem Fudge Cancer.

Kluczowym elementem Był sobie Deadpool jest wspomniana Narzeczona dla księcia z 1987 roku. W Stanach film Roba Reinera uchodzi za klasyk, jeden z najbardziej cenionych i oryginalnych pozycji fantasy, która zainspirowała m.in. Shreka. Najbardziej charakteryzowała go narracja, w której wszystkie przedstawione wydarzenia, były jedynie bajką, którą dziadek czytał wnuczkowi (granemu wtedy przez 11-letniego Freda Savage’a). Był sobie Deadpool jest parodią tamtego filmu połączoną z Deadpoolem 2. Tym razem Wade Wilson stawia siebie w pozycji bajarza, a 42-letni już Fred Savage, ponownie znajduje się w swoim ciepłym łóżku (tym razem wbrew swojej woli), w idealnie odwzorowanej sypialni sprzed 30 lat. A czytaną bajką jest Deadpool 2, tegoroczny film, ale dostosowany do młodszej widowni.

Foto: The Verge

Był sobie Deadpool = nowy film?

Początek prezentuje się naprawdę obiecująco. Lądujemy w sypialni Freda, a Deadpool prowadzi z nim bardzo zabawną wymianę zdań parodiującą sceny z dziadkiem z Narzeczonej dla księcia. Podobnie jak w tamtym klasyku, słuchacz co jakiś czas przerywa lekturę, aby wtrącić komentarz, lub zadać złośliwe pytanie. Fred Savage zarzuca historii m.in. błędy scenariuszowe (które wytykali sami widzowie), a Wade Wilson dorzuca kolejną porcję dowcipów popkulturowych i meta-komentarzy. Wszystkie nowe sceny dostarczają ogromnej dawki śmiechu, nie tylko dla fanów komiksów, ale też film Roba Reinera. Ryan Reynolds jak zwykle w roli Deadpoola jest czystym złotem, a ponowne zobaczenie Freda Savagea też jest miłą gratką. Niestety sekwencji z ich udziałem nie ma zbyt wiele.

Poza 20 minutami dokręconych scen otrzymujemy po prostu Deadpoola 2, tylko dostosowanego do kategorii wiekowej PG-13. Zredukowano przemoc, wulgaryzmy, seksualne aluzje, a nawet goliznę (wliczając w to nagie pośladki).

Kategoria budzi największe kontrowersje. Fani pokochali dotychczasowe filmy m.in. za ogromną dawkę brutalności i wulgarności, której próżno szukać w kinie superhero. Po części PG-13 obrócono w żart — pojawia się np.: świetna scena z „pikaczem”, chociaż, prawdę mówiąc, oczekiwałem więcej tego typu zabiegów. Sporo wulgarnych żartów i seksualnych aluzji przepadła (i zastąpiono łagodniejszymi), ale na szczęście nie w takim stopniu, w jakim byśmy się obawiali – Deadpool częściowo zachował swój niegrzeczny charakter. Sceny akcji i czarny humor niestety najmocniej ucierpiały na cenzurze. Widać wyraźnie liczne cięcia montażowe albo nawet błędy (jak np.: pojawiające się i znikające obrażenia). Niektóre sceny przez to stały się chaotyczne i nieczytelne (np.: scena pokonania głównego villaina). Po usunięciu krwi, wiele scen walk jest mniej satysfakcjonująca, a część żartów straciła swój pazur (np.: scena nieudanego lądowania X-Force).

 

Foto: The Art of VFX

Za dużo starego, za mało nowego

Poza wspomnianymi sekwencjami z udziałem Freda Savagea wykorzystano też kilka scen usuniętych z kinowej wersji Deadpoola 2. Są całkiem zabawne, ale poza lekkim rozwinięciem wątku Deadpoola-X-Mena (rekruta) niewiele wnoszą.

Żałuję, że twórcy nie dokręcili więcej scen i bardziej nie pobawili się formą. Za to też pokochaliśmy serię Deadpool — za to, jak wielokrotnie zaskakiwała nietypowymi pomysłami, zabawą konwencją i przewrotnością. Był sobie Deadpool powstał w krótkim czasie i przy niewielkich kosztach, ale nawet przy tak ograniczonych środkach miał ogromne pole do popisu. W filmie jest masa momentów, które aż prosiły się o kolejną ingerencję Freda Savagea, zabawę narracją, lub formą. Można było bardziej pobawić się konwencją kina świątecznego — dorzucić monologi rodem ze świątecznych bajek, aluzje do świątecznych filmów, albo nawet piosenki świąteczne. Skoro jest reklamowany jako film świąteczny, czemu nie nadano mu klimatu świątecznego?

Podsumowanie

Był sobie Deadpool to po prostu słabsza wersja Deadpoola 2 z kilkoma świetnymi, bonusowymi sekwencjami nawiązującymi do Narzeczonej dla księcia. Z jednej strony nowe sceny dostarczają sporo frajdy, ale nie ma ich na tyle dużo, aby w pełni usprawiedliwić cenę biletu. Można obejrzeć, jeżeli ktoś jest fanem oryginału, darzy sentymentem klasyk z 1987 roku i chciałby jednocześnie wesprzeć akcję charytatywną (w końcu zbliżają się święta).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *