Bestsellery Empiku, czyli szybki przegląd strasznych rzeczy.

dnia

Szóstego lutego z wielką pompą zostały rozdane statuetki w konkursie, który w Polsce odbywa się od 1999 roku. Wcześniej nazywało się to Asy Empiku, po 2002 roku nagrody zarzucono i 2010 wróciły pod dumną nazwą Bestsellery Empiku.

Dużo nie oznacza dobrze

Ustalmy jedną rzecz – to, że coś sprzedaje się w wielkich nakładach nie oznacza, że jest to dobre. To jest dość prosta zależność, z której Empik postanowił zrobić swój atut. Pieniądze się zgadzają, wszyscy są szczęśliwi. Tylko, że nie wszyscy. Zdaję sobie sprawę, że czepianie się „sprzedawalności” jest słabe i w gruncie rzeczy do niczego nie prowadzi, ale dajcie mi chwilę.

Kiedy prześledzimy historię empikowych nagród na pierwszy plan wychodzą dwie rzeczy. Po pierwsze Empik zmienia kategorie właściwie co roku. Zobaczcie sobie zresztą jak to wygląda na wikipedii:

To są najbardziej skrajne przypadki, ale Empik wyraźnie nie trzyma się takich samych kategorii. Dlaczego? Nie wiadomo.

Po drugie, i pewnie to oczywista oczywistość – wygrywa ten o kim jest głośniej. Zupełnie jak na Oskarach. Jeśli nie wiecie jak działa system empikowych nagród, to przeczytajcie co napisała Paulina Wilk

Wygląda to strasznie, prawda?

Grzechy i grzeszki

Wśród laureatów mamy takie okropności jak Paulo Coelho, Beata Pawlikowska, E. L. James (i to dwa lata pod rząd!), a w tym roku za polski film nie kto inny jak Patryk Vega. I wiecie boli mnie, że kategoria książek fantasy wystąpiła przez te wszystkie lata trzy razy (2010, 2011, 2013), a statuetki zgarnęli Canavan, Martin i Sapkowski. Boli mnie, że wątpliwej jakości produkty Coelho są bestsellerami a książki naprawdę dobre są przez ludzi pomijane.

I ja wiem, że to jest takie gadanie dla gadania, bo bestseller to przecież ilość sprzedanych egzemplarzy, a nie wartość merytoryczna, że zawsze jest jakoś tak, że produkty wątpliwej jakości, zwłaszcza gdy mówimy o kulturze, będą kupowane chętniej. Oczywiście, że więcej osób obejrzy nową produkcję Marvela niż gruziński dramat o rodzinie pozbawionej domu, ale jakoś tak… boli mnie serce wiedząc, ile dobrych rzeczy umyka nam wszystkim. Sama mam na swoim koncie sporo takich grzeszków, coraz więcej czasu spędzam w książkach około fantastycznych, a coraz mniej mam na inne gatunki.

Millenialsi

I jest w tym wszystkim jeszcze jedna, absurdalnie głupia rzecz. Sposób w jaki na stronie Epmiku ogłoszono wyniki. A właściwie coś na kształt komentarza do poszczególnych kategorii. Nie wiem kto jest autorem tego tekstu, ale powinien się zastanowić nad swoimi wyborami życiowymi. Możecie sobie sprawdzić tutaj. Z jakiegoś powodu autor tego cuda postanowił używać określenia millenialsi jako jakiegoś rodzaju inwektywę. Może założenie było inne, ale wydźwięk jest raczej pejoratywny i raczej jest to słabe i smutne. A szkoda.

Na koniec wszyscy laureaci tego roku.

No szału nie ma.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *