Berek – Run Forrest Run!

Lato, lato wszędzie…. Az chciałoby się dopisać, a w kinach pustki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio pisałem recenzję filmową. Więc, aby  za bardzo nie zardzewieć, postanowiłem pójść na film, który wydawał mi się bezpieczną letnią zabawą z dobrym aktorstwem. I wiecie co? Dostałem, to co chciałem.

Piątka lubiących rywalizację przyjaciół spotyka się co roku, aby przez miesiąc grać w berka, w którym wszystkie chwyty są dozwolone. Bawią się w ten sposób od pierwszej klasy. Teraz ryzykują własną głową, pracą i związkami, aby wyeliminować pozostałych uczestników z gry, wykrzykując „berek!”. W tym roku gra zbiega się w czasie z weselem jedynego niepokonanego gracza, co wreszcie powinno uczynić go łatwym celem. Jednak on wie, na co się zanosi… i jest przygotowany.

FOTO: IMDb

Berka można przyrównać do tegorocznego Wieczoru gier. Obie komedie kładą nacisk na żarty sytuacyjne, które są w większości wyzbyte z typowej dla amerykańskich komedii sprośności. Z tym że różnica jest taka, iż Wieczór gier opierał swój humor na kontekstach popkulturowych i bezgranicznie ufał w inteligencje widza. W Berku natomiast nacisk jest kładziony na obsadę aktorską.

No a jest na kim ją opierać. Berek ma naprawdę imponującą obsadę. Cała piątka głównych aktorów to gorące nazwiska w branży, które mają niezły staż komediowy. Najlepiej z całej paczki poradził sobie Jeremy Renner. Jestem zły na Marvela, ponieważ ewidentnie nie wiedzą jak wykorzystać potencjał Rennera, który tutaj błyszczy i zostawia całą obsadę w tyle.

Reszta aktorów jest ok, ale trzeba przyznać, że pozostają w bezpiecznym dla siebie środowisku. Przykłady? Jon Hamm ma tutaj kilka momentów, które przypominają Mad Mena w krzywym zwierciadle. Hanniball Buress zachowuje się jak na planie The Eric Andre Show. Ed Helms jest znowu zmarginalizowanym wariatem pechowcem, jakiego poznaliśmy w Kac Vegas. Jest jeszcze Jake Johnson, który stara się, ale jego postać i gagi z nią związane są bardzo jednowymiarowe.

FOTO: IMDb

Reszta postaci też jest dosyć jednowymiarowa, jednak ich żarty wybrzmiewają lepiej. Jest to wszystko, czego możecie się spodziewać po tego typu filmie. Tutaj nie istnieje coś takiego jak przemiana postaci, czy też jej rozwój. Wszystko jest czarno białe i przewidywalne.

Nie czepiam  się jakoś zbytnio, bo to jest to, czego oczekiwałem. Nawet jestem pozytywnie zaskoczony, bo soundtrack obfituje w kawałki hip – hopowe z lat 90. (Beatie Boys, The Pharcyde) co dla mnie jest naprawdę spoko zabiegiem. Oczywiście musi tu być też drama emocjonalna, która jak zwykle w takich filmach jest niepotrzebna i zbyteczna. No bo jak tu budować poważny konflikt emocjonalny, kiedy charakterystykę każdej postaci, możemy opisać w dwóch zdaniach.

Tylko że owa drama w Berku wygląda naprawdę krytycznie. Po pierwsze film jest krótki, trwa około półtora godziny. Po drugie emocje zaczynają się gdzieś w ostatnich dziesięciu minutach. Po trzecie nie wiemy do końca, czy cała ta drama nie skończy się typowym schematem it’s a prank bro! Po czwarte dzieją się tutaj naprawdę dziwne i niezgrabne rzeczy, które scenariusz ignoruje, co wzbudza u widza konsternacje.

I oto jest Berek. Średni produkt średniej ligi, który jest dokładnie, tym czego oczekiwaliście. Trudno znaleźć bardziej przeciętny film.

Ocena: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *